Czarno na Kreatywnym
  • Strona główna
  • O nas
  • Współprace
  • Patronaty
  • Gatunki
    • Romans
    • Literatura obyczajowa
    • Thriller
    • Kryminał
    • Sensacja
  • Kreatywne grafiki
  • Napisz do nas


To miał być, cytując opis: „Mroczny thriller romantyczny z elementami dark romance o cenie sławy, obsesji i uczuciu, które rodzi się w cieniu realnego zagrożenia”. Wyszła na siłę komplikowana książka, jaką jednoznacznie można określić mianem krótkiego dzienniczka synonimów słowa „penis”.  

Jeżeli macie jakiekolwiek wątpliwości, nie – nie polubiłam się z „Zimnym jadem”. Ba, patrząc na ilość scen z udziałem lub wspomnieniem męskich oraz żeńskich genitaliów, śmiem twierdzić, że wymownie kojarzy mi się teraz nawet sam tytuł. I szczerze mówiąc, nie zdziwiłabym się, gdyby określenie to miało stanowić kolejny sprośny synonim.  

Piszę tę recenzję po to, aby ostatecznie wylać swoje żale na twórczość Anety Sołopy, a potem wyrzucić ją z pamięci. Zwyczajnie spodziewałam się czegoś więcej, bo opis naprawdę był zachęcający i sugerował to, czego potrzebowałam, aby oderwać się od okropnego zapalenia ucha. Thriller o obsesji? Ochroniarz, który zaczyna coś czuć do swojej podopiecznej? – Kupuję w ciemno, ale w tym wypadku jednak prosiłabym o zwrot środków na konto (całe szczęście czytałam ją w ramach abonamentu, więc jestem stratna jedynie psychicznie).   

Weronika „Wera” jest właśnie na szczycie sławy, a jej muzyka zyskuje coraz więcej fanów. Z pozoru ma idealne życie, kochającego narzeczonego oraz grafik, wypełniony po brzegi koncertami. Wszystko jednak znacznie się komplikuje, gdy zaczynają napływać do niej głuche telefony oraz niepokojące karteczki z wymowną groźbą „Będziesz moja”. Zatrudnia więc prywatną ochronę, aby czuć się bezpieczniej i rozpocząć śledztwo. Kto ma obsesję na punkcie młodej piosenkarki? O dziwo autorka spoileruje to w tytule jednego z rozdziałów, więc tak naprawdę odkryłam to, zanim w ogóle zaczęłam czytać książkę, przeglądając spis treści…   

I tutaj rozpoczyna się lawina rzeczy, które poszły w „Zimnym jadzie” nie tak. Od chamskiego wydania tożsamości Pana X, przez nagminne wspominanie penisów, lewitujących wzwodów oraz fantazji, godnych wiecznie napalonego nastolatka, aż po bohaterów, którzy są zwyczajnie durni. Inaczej nie da się określić tego, że nikt nie domyślił się, kto stał za tym wszystkim. To było tak oczywiste, że w żadnym wypadku mnie nie zaskoczyło, a jedynie irytowało, bo ostatnie czterdzieści stron zwyczajnie przeciągało fabułę, którą dało się sprawnie skrócić, nie marnując słów, kartek książki w druku, a przede wszystkim czasu czytelnika.   

O, a jako wisienkę na torcie dodam nieścisłość, której nie mogę odpuścić. Po zakończeniu wszystkich złych wydarzeń oraz wyjściu z traumy, Weronika postanawia dopiąć wszystkie podpisane kontrakty, wśród których jest jeden, na kampanię perfum „dla niej i dla niego”. Angażuje w to swojego nowego ukochanego i razem dochodzą do wniosku, że potrzebują trzeciej osoby do, uwaga, nagrania, poprowadzenia w reklamie oraz montażu…   

…bo to wcale nie jest tak, że za plan oraz nagrywanie materiałów reklamowych odpowiedzialny jest cały sztab marketingowców z firmy, która podpisuje z Weroniką kontrakt.   

W czasach podpowiedzi Ai, Google, a nawet ChatuGPT (których, swoją drogą, nie polecam do researchu!) popełnianie takich gaf to wstyd i brak szacunku do czytelnika.   

„Zimny jad” to książka dla osób, które nie potrzebują logiki, sensu ani górnolotnej fabuły, aby dobrze bawić się przy lekturze. Mi w gardle stanęła nawet pomimo początkowej chęci przeczytania jej, aby odwrócić uwagę od bólu ucha. I cóż, za nic nie spodziewałam się, że wchodząc do świata wykreowanego przez Anetę Sołopę, trafię zdecydowanie nie tam, gdzie kiedykolwiek bym chciała trafić…



 



OPIS: Mroczny thriller romantyczny z elementami dark romance o cenie sławy, obsesji i uczuciu, które rodzi się w cieniu realnego zagrożenia. Weronika „Wera” właśnie stanęła u progu wielkiej kariery. Wygrany konkurs, kontrakt z wytwórnią i rosnąca popularność spełniają jej marzenia. Do czasu, gdy zaczynają pojawiać się niepokojące telefony i listy podpisane jednym zdaniem: „Będziesz moja”. Z każdym dniem strach narasta, a Weronika decyduje się na ochronę. Jednym z jej ochroniarzy zostaje Natan — mężczyzna zamknięty w sobie, nieufny wobec świata i przekonany, że zna prawdziwe oblicze celebrytów. Spędzając z Weroniką kolejne noce, zaczyna dostrzegać w niej nie gwiazdę, lecz kobietę walczącą o własne bezpieczeństwo. Gdy granica między obowiązkiem a uczuciem zaczyna się zacierać, zagrożenie staje się coraz bardziej realne. A w świecie, w którym każdy może obserwować z ukrycia, nikt nie jest tym, kim się wydaje. Czy miłość może przetrwać, gdy strach przejmuje kontrolę?


Tytuł: Zimny Jad
Autor: Aneta Sołopa
Ilość stron: 404
Wydawnictwo: RED
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydanie: 13 maja 2026

 


Podobno ludzie dzielą się na dwa typy: fani Marvela i fani DCU. Nie mówię, że to na pewno prawda, bo taką ciekawostkę rzucił mój były, a jak wiadomo – byłym się za bardzo nie wierzy. Ale jest jedna rzecz, która wyniosłam z tamtego związku: polubienie Marvela.

Tym razem rynek wydawniczy został wzbogacony w coś więcej, niż kolejny komiks – to kryminalna historia z Jessicą Jones w roli głównej to ponad pięćset stron akcji detektywistycznej z miejskimi legendami i fantastyką w tle.    

Kto wie, ten wie, że Jessica nie jest zwykłą detektywką. Jest superbohaterką, która używa swoich mocy, bo te kojarzą jej się z dość mroczną przeszłością. Jej kolejne zlecenie jest od zatroskanej matki, która nie poznaje dwójki swoich dzieci, kiedy te wróciły z wakacji w Anglii. Bliźniacy spędzili kilka tygodni ze swoim ojcem, a po powrocie do Stanów, ich zachowanie zmieniło się diametralnie. Pozornie tacy sami, ale jednak inni – wręcz nieskazitelna skóra, zawieszanie się, milczenie. To zupełnie niepasujące do dwójki nastolatków, którzy dotychczas byli żywymi istotami ze swoimi upodobaniami i charakterystycznymi gestami. Jones szuka odpowiedzi w Anglii – miejscu, gdzie teraz mieszka ojciec Foxa i Lark. Posiadłość, którą kupił skrywa jednak tajemnice, a rozdziały z retrospekcją, które przeplatają się z teraźniejszością, prowadzą nas wraz z Jessicą do celu. Akcja bardzo szybko mknie do przodu i chociaż chciałabym powiedzieć więcej – byłyby to ogromne spojlery, więc przekonajcie się sami!  

„Pokonać mrok” to historia, której propozycja zrecenzowania naprawdę mnie ucieszyła. Uwielbiam Marvela, uwielbiam kryminały i czułam, że to będzie strzał w dziesiątkę. Niestety tak się nie stało, a ja wymęczyłam się jak dawno się nie wymęczyłam i – o dziwo – nie była to kwestia fabuły. Lisa Jewell spisała się idealnie, tworząc bohaterów lepszych i gorszych, zabawnych i poważnych. Malcom skradł moje serce, bo był niczym golden retriever dla ponurej Jessiki, wnosząc do jej życia tę radość nastolatka, który myśli, że jest w stanie dokonać niemożliwego i cieszy się z każdej danej szansy. Do tego fabuła sama w sobie sprawia, że przez powieść się płynie, chcąc już rozwiązać zagadkę i dodać wszystkie poszlaki do siebie.    

Prawdą jest, że tłumaczenie i korekta jest równie ważna co sama powieść, bo jeśli to wypada słabo, całość prezentuje się niezbyt przyjemnie. I mnie właśnie tu złamało tłumaczenie, bo błędów było mnóstwo! Upper East Side czasem było angielską wersją, a czasem Górnym East Side (czego się zazwyczaj nie tłumaczy), matka Malcolma poleciła wziąć go z ulicy (co nie ma sensu więc prawdopodobnie w oryginalne było idomem) czy nagminne „perfekt” co naturalniej brzmiałoby w wersji „idealnie”. Może to ostatnie jest już czepianiem, ale przez to tekst tracił na płynności. Warto byłoby również popracować nad powtórzeniami oraz utrzymaniem jednej wersji (Fox czasem był Foksem). Tłumaczenia nigdy nie powinny być dosłowne, więc powtórzenia możnaby pomijać, by tekst nie wydawał się taki… twardy.    

Nie spodziewałam się nigdy, że przekład aż tak zmieni moją opinię o książce, ale prawdą jest, że tu było tego aż tak dużo, że zaczynało irytować. „Pokonać mrok” to świetna ksiażka nie tylko dla fanów Marvela, bo wcale nie trzeba znać uniwersum Jessiki Jones, więc jeśli nie jesteś drobiazgow* i żadne Foxy/Foksy nie będą ci przeszkadzać – wejdź ze mną w ten świat i daj się porwać!           



OPIS: ZA KAŻDĄ OBIETNICĄ DOSKONAŁOŚCI KRYJE SIĘ NIEBEZPIECZNY CIEŃ 

Jessica Jones, była superbohaterka i prywatna detektywka z nowojorskiej Hell’s Kitchen, zostaje zaangażowana przez zaniepokojoną matkę, której nastoletnie bliźniaki wróciły z wakacji spędzonych w Anglii odmienione, i to zarówno pod względem charakteru, jak i wyglądu. Ich nieskazitelna cera i idealne zachowanie każą jej podejrzewać, że dzieci zastąpiono czymś „perfekt”... 

W czasie podróży na brytyjską prowincję Jessica poznaje tajemniczą Belle żyjącą w odosobnieniu w starym domu z dziwną kobietą, utrzymującą, że jest jej opiekunką. Czy ta dziewczyna nie z tego świata naprawdę może być odpowiedzialna za odmienione charaktery bliźniaków? Dlaczego wioska Barton Wallop sprawia wrażenie, że na każdym kroku skrywa jakąś ciemną energię i tajemnicę? Mrok stopniowo gęstnieje, a groza narasta. Czy Jones zdoła rozwikłać zagadkę i powstrzymać szalone zapędy pewnej enigmatycznej influencerki branży beauty? „Pokonać mrok” to pierwszy tom nowej serii kryminałów Marvela.




Tytuł: Pokonać mrok. Jessica Jones w kryminalnej historii Marvela
Autor: Lisa Jewell
Ilość stron: 526
Wydawnictwo: Świat Książki
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydanie: 7 maja 2025


Za możliwość przeczytania oraz recenzji dziękujemy wydawnictwu:




                  

Sam i Lauren to para idealna, która żyje w bańce szczęścia: znają się od najmłodszych lat, a ich ślubna anegdotka kręci się wokół tego, że to matka Samuela popchnęła ich do pierwszego spotkania. Przedszkolna przyjaźń pielęgnowana przez lata owocowała uczuciem, przypieczętowanym w dorosłości sakramentalnym „tak”.   

Tylko, że już po kilku tygodniach Lauren jest martwa, a na Sama spadają podejrzenia o morderstwo swojej świeżo upieczonej żony.     

„Nowa żona” zainteresowała mnie dość mocnym opisem, który zdradzał wiele, a jednak pozostawiał widmo pytań bez odpowiedzi. Początek książki od razu wciąga czytelnika w sam środek wydarzeń mających miejsce po odejściu młodej kobiety. Pierwszym podejrzanym jest oczywiście mąż i to on dzwoni w środku nocy do swojej matki wyznając drżącym głosem, że Lauren... nie żyje. Samotna kobieta robi więc wszystko, aby odnaleźć odpowiedzi na pytania, których unika nawet jej syn. Wszystko po to, aby odpowiedzieć na pytanie „kto zabił?”. Czy pozna prawdę? I czy będzie potrafiła kochać Sama tak samo, jeżeli to on będzie winny?    

Nie czytałam wcześniej książek Sue Wastson, więc nie miałam żadnych oczekiwań, gdy sięgałam po „Nową żonę”. Czasami czułam irytację, gdy chciałam dalej przejść w środek akcji i odnaleźć za pośrednictwem postaci kolejne poszlaki, a autorka za bardzo skupiała się na opisywaniu otoczenia, próbując zbudować w ten sposób napięcie. To sprawiło jednak, że coraz szybciej parłam w lekturze, chcąc wreszcie zaspokoić ciekawość, która stale rosła, napędzana kolejnymi poszlakami czy motywami.     

Przez powieść dosłownie płynęłam i całkowicie wciągnięta, zaskakująco szybko dotarłam do końca. Autorka zaserwowała czytelnikom sporo zwrotów akcji oraz zagadek, wszystko po to, aby na koniec… pokazać zabójcę, który wypadł dość mało wiarygodnie. Staram się nie rzucać spoilerami, co w wypadku tej powieści jest nieco trudne. Prawda jest jednak taka, że finał całkowicie zepsuł efekt, to cudowne napięcie oraz zbrodnię zostawiającą czerwone ślady krwi na świeżo ściągniętej sukni ślubnej Lauren.     

„Nowa żona” to bardzo dobry kryminał, książka pełna bólu oraz cierpienia po utracie miłości swojego życia. Podejrzenia spadają niemal na każdą postać, a dowody do pewnej chwili nie są jednoznaczne. Po tak dopracowanej powieści spodziewałam się spektakularnego finału, wątku, który pozostawi nas z uchylonymi w zaskoczeniu ustami. Niestety jednak, zawiodłam się, ostatecznie czując dziwne ukłucie żalu, bo gdybym od początku wiedziała, jakie będzie zakończenie, pewnie zastanowiłabym się przynajmniej raz przed sięgnięciem akurat po tę powieść. Cenię sobie ten punkt zwrotny, a jeżeli autorka dotychczas sama podnosiła wysoko postawioną już poprzeczkę, zawód po jej całkowitym spadku był niestety nieunikniony.    

„Nowa żona” to przede wszystkim droga, którą przebywa matka pana młodego w celu odnalezieniu odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. To powieść wypełniona jej wewnętrzną walką z niepewnością oraz dowodami w obliczu tego, że potencjalnym mordercą jest jej własny syn, którego przez lata wychowywała na dobrego człowieka. Po drugiej stronie stali natomiast rodzice Lauren, z którymi matka przyjaźniła się od lat, których kochała jak swoją rodzinę, nawet jeżeli oficjalnie stali się nią dopiero po ślubie pary. W obliczu takiej tragedii, stali się obcy, kwestionując nawet lojalność najlepszej przyjaciółki. Odwrócili się, popadając w rozpacz oraz pragnienie ukarania mordercy.    

Sue Watson na kartach „Nowej żony” pokazuje nam, że nigdy nie możemy być pewni tego, jak dobrze kogoś znamy. Ostatecznie nawet najbliższa osoba może wbić nam w serce nóż albo… zepchnąć ze schodów, abyśmy milczeli już na wieczność.    



 



OPIS: NIGDY NIE WIADOMO, CO NAPRAWDĘ DZIEJE SIĘ ZA ZAMKNIĘTYMI DRZWIAMI…  Mój najdroższy syn, Sam, żeni się ze swoją ukochaną z dzieciństwa, a ja nie mogłabym być bardziej dumna z mężczyzny, na jakiego wyrósł. Gdybym nie pchnęła ich ku sobie wiele lat temu, mógłby nigdy nie znaleźć tak idealnej dziewczyny, jak Lauren. To prawda, co mówią, że matka zawsze wie najlepiej. Ale kilka tygodni później Lauren jest martwa, a samochody policyjne wypełniają cały podjazd ich idyllicznego, wiejskiego domu. Wyczuwam, że mój syn coś ukrywa. Dlaczego nie chce patrzeć mi w oczy?  W desperacji robię to, co zrobiłaby każda dobra matka: wchodzę do sypialni Sama i Lauren. Nigdy nie będę w stanie zapomnieć tego, co zobaczyłam. Czy mogę oczyścić imię syna? I czy moje życie może teraz też być w niebezpieczeństwie?







Tytuł: Nowa żona
Autor: Sue Watson
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Filia
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydanie: 26 października 2022


  

Ostatnio zauważam u siebie ogromny poślizg we wpisach na blogu – nowości gonią nowości, a przedpremierowe recenzje przejęły stery nad letnimi publikacjami Czarno na kreatywnym. Teraz jednak nadchodzi wrzesień i wkraczając w jesienny klimat, witam was opinią na temat jednej z najlepszych książek, jakie dane było mi przeczytać w tym roku.

 



Poniedziałki z zasady nie są fajne. Zwłaszcza po dłuższym weekendzie, spaniu do południa i randce z Netflixem do rana. Jednak są takie poniedziałki, które zaczynają się lepiej niż pozostałe, a mały gest sprawia, że na to pochmurne niebo wychodzi słońce. 

Marcel Moss to ten typ autora, do którego lecę niczym opętany pragnieniem zwierz, rzucając wszystko inne na rzecz tego, co teraz dla nas przygotował. O „Nie patrz” słyszałam już dawno, a za lekturę wzięłam się od razu jak zwolniły się wydawnicze deadline’y. I muszę powiedzieć, że tak samo jak w wypadku „Nie odpisuj” wciągnęłam tę książkę w zaledwie dzień. Bo to było dobre. Naprawdę dobre.


Ostatnie tygodnie obfitują w nowe materiały o pedofilii, wzbudzając coraz więcej kontrowersji, a autorzy prześcigają się w ujawnianiu kolejnych zbrodniarzy. Bracia Siekielscy wypuścili drugą część swojego słynnego materiału, a w odwecie pojawiła się produkcja „Nic się nie stało”, pokazująca dramaty dziejące się w Zatoce Sztuki. Andrzej Mathiasz idealnie wstrzelił się w termin, wchodząc na rynek ze swoją najnowszą powieścią. 


Ostatnio coraz więcej czasu spędzam nad refleksjami dotyczącymi książek, które czytam. Po wpisach mojego autorstwa łatwo zauważyć w jaką grupę obecnie wydawanej literatury uderzam. Nova Smith tapla się w skandalicznych powieściach, w pozornych bestsellerach z niższej półki i nie, nie robię tego tylko po to, aby sprawdzić co do zaoferowania ma dla nas rynek wydawniczy w tym roku.
Doskonale pamiętam, że po skończeniu pierwszej książki z serii „Obsesja Eve” nie byłam do końca pewna, czego oczekiwać po drugim tomie. Z pozoru otwarte zakończenie oraz obietnica zemsty nakreśliły wydarzenia, dając miły przedsmak, a ja wręcz nie mogłam się doczekać sięgnięcia po stojącą obok „Kryptonimu Villanelle” kontynuację. 

W „Jutra nie ma” wracamy do śledzenia losów działającej pod pseudonimem zabójczyni Oksany Woroncowej oraz ścigającej jej Eve Polastri. Teraz jednak czytelnik zwiedza z bohaterkami kolejne zakątki globu, obserwując ich życia oraz sposoby na przetrwanie. Sceny trzymające w napięciu to coś, co ciągnie nas od samego wstępu, a mniejsze lub większe dramaty życia codziennego uderzają realizmem. Na kolejne słowa pochwały zasługują między innymi zręczne pióro autora, mocne dialogi oraz pędząca akcja, które sprawiły, że zaskakująco szybko uwinęłam się z lekturą, ostatecznie docierając do wniosku, że to jest właśnie to czego mi brakowało. Poszczególne części obfitowały w ogromne zwroty, jednak odnaleźć w nich dało się również odpowiednią dawkę humoru. Krótkie i wyraziste opisy to coś, co charakteryzuje Luka Jenningsa, jednocześnie zgrabnie przenosząc pełne podziwu pomysły autora na papier. Mamy tu prawdziwą mieszankę wybuchową, stanowiącą zbiór samych kryminalno-sensacyjnych pyszności.



Obrazy są jak dzieci. Miło jest mieć je w domu, ale niekoniecznie na zawsze.

Rosyjska biseksualna socjopatka znowu uderza, tworząc coraz większą ścieżkę z ciał swoich ofiar. Jej największym celem w dalszym ciągu jest pracownica brytyjskiej służby bezpieczeństwa, która coraz sprawniej dodaje każdy fragment układanki, łącząc je w spójną całość, czyli profil seryjnej morderczyni. I tutaj nie ma miejsca na chwilę przerwy, bo po zapięciu pasów rozpoczyna się prawdziwa, pełna brutalności gra o przetrwanie. Zaskakujące jest jednak to, że nie spotkałam się jeszcze z ani jedną opinią negatywną na temat dyskryminacji mężczyzn, bo na tych zaledwie 260 stronach jest tego dość sporo. Pewne sceny bowiem naprawdę sugerowały wybuch ogromnego skandalu, chociaż momentami zachowania Villianelle pod względem krzywdzenia płci przeciwnej były usprawiedliwiane. Poniekąd można nazwać ją swego rodzaju Robin Hoodem, z tą różnicą, że ona nie zabierała nic, pozostawiając ofiarę zamordowaną w momentami przerażająco odrażający sposób. 

Obsesją Eve Polastri wciąż jest Rosyjska zabójczyni. Teraz jednak docieramy do punktu, w którym intryga zmusza kobietę do zmiany nastawienia oraz otwarcia się na pewne nieoczekiwane okoliczności. Związek wali się jej na głowę, dylematy moralne stawiają w sytuacji niemal bez wyjścia, a ona zmuszona jest podjąć decyzję, która ma prawo na zawsze zmienić ją w kogoś zupełnie innego. Jednak odpowiednie pytanie powinno brzmieć: czy jest ona gotowa podjąć tak poważny krok? 

Zło nigdy nie śpi, dietka. Powinnaś już o tym wiedzieć. 

Klątwa drugiego tomu to coś, czego na pewno nie doświadczymy w przypadku „Jutra nie ma”. Wszystko zostało bowiem podane w zdwojonej dawce, napędzając machinę kolejną porcją adrenaliny. Mamy tu więcej erotycznych fetyszy, więcej zbrodni oraz wybuchów i dzięki właśnie tym słowom można by dokładnie opisać tę powieść oraz użyć ich jako synonimów. Wszystko jest jednak utrzymane w odpowiedni sposób, czytelnik ani przez moment nie nudzi się ani nie kartkuje książki, zastanawiając się, ile zostało do końca. 

Jeśli zastanawiacie się czy warto spędzić czas przy tej lekturze to rozwieję wasze wątpliwości: owszem, naprawdę warto. Jeśli nie macie jeszcze swojego egzemplarza śpieszcie się więc, aby go zamówić. Gwarantuję, że nie pożałujecie!





Billedresultat for obsesja eve jutra nie maOPIS: W kontynuacji Kryptonimu Villanelle brytyjska agentka i rosyjska zabójczyni toczą grę o najwyższą stawkę. Eve Polastri i Villanelle uczestniczą w szpiegowskim wyścigu dookoła świata, wchodząc w drogę wpływowym organizacjom i niebezpiecznym rządom walczącym o prymat. Eve odkrywa przed nami swoje ukryte talenty, konsekwentnie dążąc do konfrontacji. Czy jednak zdoła wytropić i pokonać zręczną i nieuchwytną Villanelle?



Tytuł: Jutra nie ma
Autor: Luke Jennings
Ilość stron: 250
Wydawnictwo: Rebis
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydanie: 27 sierpnia 2019


Za możliwość przeczytania oraz recenzji dziękujemy wydawnictwu:






Czasami to właśnie ludzie poznani przez Internet są tymi, którzy najbardziej nas rozumieją. Strony z anonimowymi wyznaniami nie stanowią żadnej nowości, a rady od nieznajomych potrafią całkowicie zmienić podejście do wielu spraw. Martyna to zagubiona kobieta, prowadząca fanpage, na którym dzieli się nadesłanymi na skrzynkę problemami innych ludzi. Sprawia jej to wiele satysfakcji, jednocześnie podnosząc psychiczne samopoczucie oraz pomagając poradzić sobie z własnymi słabościami. A ma ich wiele, zaczynając od niestabilności emocjonalnej, ciągnąc przez alkoholizm. Wszystko sypie jej się z rąk, a kobieta przeklina byłego partnera, oskarżając o własne niepowodzenia. Zatapiając smutki w nałogu zbyt emocjonalnie odpisuje na wyzwanie nadesłane przez Michała – pozornego szczęściarza, męża odnoszącej sukcesy businesswoman Agaty Grzesiak. Tak rozpoczyna się ich znajomość, gdzie każdy krok jest na wagę złota, a jakiekolwiek potknięcie skończyć się może tylko w jeden i to tragiczny sposób.

Prowadzenie tego konta nauczyło mnie, że życie jest naprawdę żałosne, a ludzie dzielą się na dwie grupy. Pierwsza to leniwi narcyzi przekonani o własnej wyjątkowości i rozpływający się nad swoim szczęściem w poematach zawierających więcej błędów niż słów. Druga to samotni frustraci, którzy nie panują nad swoim życiem i w akcie desperacji próbują szukać pomocy gdziekolwiek, nawet w internecie. Nie rozumieją, że internet to najgorsze miejsce do poszukiwań wsparcia. 


„Nie odpisuj” to pełna licznych zwrotów akcji, wciągająca opowieść o uzależnianiach. Wydarzenia podzielone są równo na obie główne postacie; właśnie Martynę oraz Michała, dzięki czemu czytelnik ma idealną okazję poznać ich z niemal każdej strony. Uwięziony w domu mężczyzna z trudem radzi sobie w pozornie cudownej sytuacji, a była nauczycielka języków obcych na nowo usiłuje odnaleźć cel życia po rozstaniu. Nie zawsze jednak wszystko układa się tak jak powinno; pod wpływem bolesnej mieszanki alkoholu, leków oraz tłumionego żalu kobieta popełnia szereg błędów rozpoczynający się kontrowersyjnym wpisem na Facebooku, gdzie miesza byłego faceta oraz jego nową partnerkę z błotem. To jednak dopiero wierzchołek góry lodowej, bowiem książka autorstwa Marcela Mossa ciągnie czytelników przez niemal każdy rodzaj ludzkiego okrucieństwa, nie zostawiając na nich ani jednej suchej nitki.

Początkowo myślałam, że lektura zajmie mi kilka dni, ale opisywane wydarzenia i przyjemny styl w zaledwie kilka godzin przeniosły mnie do ostatniej strony. Zwroty akcji, intrygi oraz końcówka na długo odebrały mi dech, a ja potrzebowałam ładnych kilku minut na uświadomienie sobie, co tak naprawdę odwaliło się w tej pozycji. Dopiero ostatnie sceny pozwoliły mi połączyć pewne wątki, odpuszczając ostatecznie próby usprawiedliwienia zachowania pewnej postaci. Życie online oraz okrucieństwo, które kroczą na równi z anonimowością w sieci namawiają do wielu złych czynów, a one niestety nie mogą zostać wymazane szybkim usunięciem statusu. Czasami to ekran starego Iphone’a, ukrywanego w najmniej oczekiwanym miejscu, stanowi jedyną drogę ucieczki od przerażającej rzeczywistości. Równocześnie widać, że człowiek jest największym zagrożeniem, a tak naprawdę to my sami możemy w każdej chwili postawić jeden zbyt pewny krok, obracając w proch marzenia oraz plany na przyszłość.



W społeczeństwie przyjęło się, że ofiarami przemocy domowej są głównie żony. Mało kto mówi o nas, gnębionych mężach. Nie boję się przyznać, że jestem ofiarą.
I tak straciłem już resztki godności.

„Nie odpisuj” to psychologiczny rollercoaster, który na długo pozostanie w mojej pamięci. Pod wieloma względami przypomina książkę „Za zamkniętymi drzwiami”, autorstwa B. A. Paris. Obie pozycje wciskają w fotel, serwując gamę wielu emocji. Ponadto skupiają się na temacie przemocy domowej, przedstawiając perspektywę męczennictwa w bogactwie zarówno ze strony żony, jak i teraz męża. Jeśli mam być szczera, niesamowicie cieszę się z powodu tego, że debiut Marcela Mossa wydany został w tym roku. To daje nadzieję przyszłej literaturze, która w kategoriach thrilleru, kryminału oraz sensacji idzie w naprawdę dobrą stronę.



OPIS: "Żałuję, że przeczytałam tę wiadomość... To okrutne, ale żywię się cierpieniem innych ludzi. Cudze nieszczęście dodaje mi otuchy i uzmysławia, że świat nie zmówił się przeciwko mnie. Nie tylko ja mam pod górkę." Czy możesz wierzyć ludziom, których poznajesz w internecie? Martyna prowadzi profil społecznościowy, na którym internauci anonimowo zdradzają swoje tajemnice. Pogrążona w depresji kobieta zaczytuje się w problemach obcych ludzi, których cierpienie dodaje jej otuchy. Wydaje jej się nawet, że zna swoich czytelników lepiej niż oni sami. Pewnego dnia dostaje jednak wiadomość, którą powinna była zignorować. Opróżniona butelka wina sprawia, że dziewczyna traci czujność i odpisuje. W jednej chwili Martyna przestaje być tylko powiernicą sekretów anonimowych internautów. Od teraz staje się częścią czyjegoś życia, które jest jeszcze bardziej przerażające niż to opisywane w zwierzeniach. Gdyby tylko nie odpisała na tę wiadomość… "Oboje jesteśmy nierozumiani. Oboje tkwimy w próżni, gdzie nikt nie słyszy naszego wołania o pomoc."




Tytuł: Nie odpisuj
Autor: Marcel Moss
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Filia
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydanie: 04 września 2019




„Kryptonim Villanelle” to pierwszy tom cyklu „Obsesja Eve” wydana nakładem domu wydawniczego Rebis pod koniec lipca tego roku. Ta krótka powieść, jak i jej druga część, znalazła się w u mnie stosunkowo niedawno, a ja pochłonęłam ją w zaledwie dwa zabiegane dni. Pewnie jestem jedną z niewielu osób, które w ogóle nie słyszały o serialowym pierwowzorze, czyli „Killing Eve”. Głównie z tego powodu kompletnie nie wiedziałam czego mogę oczekiwać po urzekającą tak wielką tajemniczością lekturze. Podstawowe pytanie powinno brzmieć; jak zakończyła się moja przygoda z tą pozycją?, a ja nie mam zamiaru długo trzymać was w niepewności. Zapnijcie pasy i sięgnijcie po coś do picia – dzisiaj przeniosę was do świata pełnego zbrodni, pożądania oraz niezdrowej obsesji.

Villanelle to chodząca maszyna do zabijania; kobieta ceni sobie precyzję oraz dbałość o każdy szczegół. Jednak nie zawsze taka była, a my już od pierwszych stron poznajemy jej przeszłość, jak i prawdziwą tożsamość, którą starannie ukrywa przed światem. Zakładająca wiele masek uwodzicielka w rzeczywistości jeszcze kilka lat temu była studentką filologii francuskiej oraz lingwistyki na Uniwersytecie Perskim w środkowej części Rosji. Jej prawdziwa postać, czyli Oksana Woroncowa, zginęła tragiczną śmiercią, gdy pełna ambicji kobieta otrzymała kuszącą propozycję nie do odrzucenia, która całkowicie odmieniła całe jej życie.

Jakże pięknie jest stać w samym środku wirującego świata i wiedzieć, że jest się narzędziem przeznaczenia.

Prawdą jest, że uwielbiam czytać o antagonistach, a czystym faktem można nazwać to, iż tytułowa Villanelle właśnie taką złą postacią jest. Z niesłychaną przyjemnością śledziłam jej przygody, jednocześnie cierpliwie obserwując poczynania pracującej w MI5 Eve Polastri. Często przyłapywałam się wtedy na myśleniu, jak blisko konfrontacji były główne bohaterki, zaciekle licząc na długo wyczekiwaną scenę, gdy wreszcie staną twarzą w twarz. Było blisko, jednak ostatecznie pociągnięta zostałam za nos – autor w mistrzowski wręcz sposób przedstawił pierwsze spotkanie kobiet, które mimo wszystko miało miejsce bez najmniejszej świadomości jednej z nich.

Książka ta pełna jest wielu barwnych opisów, które wzorowo przenoszą czytelnika w sam środek akcji. Już sam początek niesamowicie mnie zaintrygował, wprowadzając do zupełnie nieznanego wcześniej świata. Brutalne morderstwa, które odruchowo napinały mięśnie czytelników, szalona namiętność oraz chore pragnienie tego, co nieosiągalne – tak mało, a jednak wiele potrzeba, aby całkowicie trafić w moje gusta. Jednocześnie warto również wspomnieć, iż nie jest to lektura lekka, wręcz przeciwnie – jest ona pełna fizycznego cierpienia, momentami przerażających seksualnych fetyszy oraz licznych uniesień i zdecydowanie powinna zostać określona jako bezwstydna. Wszystkie te czynniki odbieram jednak całkowicie pozytywnie; „Kryptonim Villanelle” to pozycja mocna oraz odważna. I to naprawdę dobrze.


Nauka, kultura – wszystko pięknie, ale przecież oczekiwała od niej czegoś więcej. Pragnęła zobaczyć w jej oczach pożądanie. Zobaczyć, jak wszystko to, co dawało jej przewagę nad Oksaną – łagodność, cierpliwość, pieprzona cnota – rozpuszcza się i przekształca w seksualną uległość.

Nie ma książki bez wad, a i tutaj znalazło się ich kilka. Pomimo paru czysto-składniowych błędów takich jak nieodpowiednie przeniesienie dalszej części dialogu do kolejnego akapitu, było jednak naprawdę dobrze. Jednocześnie uważam tę książkę za zdecydowanie zbyt krótką i chociaż posiadam kontynuację, o wiele lepszym pomysłem byłoby złączenie obu części w jedną spójną całość. Ogólnie jednak mówiąc muszę przyznać, że podczas czytania bawiłam się świetnie. Akcję śledziłam z zapartym tchem, jednocześnie nieświadomie kibicując głównej bohaterce, która przecież powinna być daleka od zyskania chociaż grama mojej sympatii. Tutaj znów laury lecą do autora, bo pozostawił mnie z moralnym dylematem, jednocześnie udowadniając, że są jeszcze kreatywni debiutanci, zwyczajnie potrafiący pisać genialne książki.


OPIS: Villanelle. Nie ma sumienia. Nie ma poczucia winy. Nie ma słabości. Zabójczyni doskonała. Rosyjska sierota, ocalona przed karą śmierci za brutalną zemstę, której dokonała na zabójcach jej ojca. Wyszkolona i bezlitosna, dostaje nowe życie, nowe nazwiska, nowe twarze ‒ wszystko, czego potrzebuje. Jej zleceniodawcy nazywają siebie "Dwunastoma". Ona jednak nic o nich nie wie. Zadania zleca jej Konstantin, człowiek, który ją uratował. Eve Polastri. Służy w MI5, póki nie popełni poważnego błędu. Z czasem ściganie bezlitosnej zabójczyni, Villanelle, staje się dla niej czymś więcej niż pracą. Staje się sprawą osobistą. 










Tytuł: Kryptonim Villanelle
Autor: Luke Jennings
Ilość stron: 231
Wydawnictwo: Rebis
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydanie: 30 lipca 2019


Za możliwość przeczytania oraz recenzji dziękujemy wydawnictwu:






Zaczynając recenzję przyłapuję się na tym, że zajmuje mi to zaskakująco długi czas. Powód jest jeden; książka Ty wywarła na mnie tak wiele emocji, iż zwyczajnie brakuje słów na opisanie wrażeń po lekturze. Co w niej znajdziemy? Intrygi, zbrodnie i niezdrowe uczucie, a to wszystko pokazane oczami głównego antagonisty, jednocześnie stanowiącego najważniejszą postać, wokół życia której kręci się cała akcja. Zapnijcie pasy, chwyćcie kubki z kawą i na chwilę odłóżcie czytane właśnie teksty. Dzisiaj będzie odrobinę przerażająco. 

Joe pracuje w księgarni i kocha to, co robi. Książki są jego życiem, jest oczytany oraz niesamowicie mądry. Na pierwszy rzut oka widać jednak, iż do normalnych osób to on nie należy. Autorka wrzuca nas w wir wydarzeń już od pierwszego zdania; Joe zauważa podczas zmiany nową osobę. Kobietę, od razu budzącą w nim dziką żądzę oraz chore pragnienie, którego dawno nie odczuwał. Stąd droga zaczyna robić się coraz bardziej kręta; pozorne przypadki, dzikie zagrywki oraz zbrodnia idealna to najlepsze synonimy całej niespełna pięćsetstronicowy pozycji. 

Problem z książkami polega na tym, że kiedyś się kończą. Uwodzą cię. Rozkładają przed tobą nogi i wciągają cię do środka. Wchodzisz w nie głęboko, zostawiając wszystko, co miałeś, zrywasz wszelkie więzy łączące cię ze światem i podoba ci się w nich, i już nie potrzebujesz więzów, rzeczy, i wtedy książka się kończy. Treść ulatuje. Przewracasz stronę, a tam nic nie ma.

Liczne zwroty akcji każą czytelnikowi trzymać rękę na pulsie, a dynamiczne opisy zmuszają wręcz do kontynuowania lektury bez względu na wszystko. Proste kroki oraz szczegóły wykorzystywane w sposób, jaki nawet nam się nie śni, dają idealną lekcję życia, wylewając jednocześnie ogromne wiadro wody na nieświadome zagrożenia w internecie głowy. Ty to pozycja ciężka, trudna i brutalna, ukazująca najciemniejsze zakamarki ludzkiego umysłu oraz udowadniająca, co niezdrowa obsesja może zrobić z niektórymi ludźmi. Jednocześnie jest szalenie wciągająca, a zachowanie oraz uczucia głównego bohatera momentami zbierają wielki pokład współczucia, które potem zostaje oderwane, niczym woskowy plaster z owłosionego miejsca na ciele.



Każdy się napina, żeby być lepszy, zrzucić parę kilo, przeczytać pięć książek, pójść do muzeum, kupić płytę z muzyką poważną, posłuchać jej i ją polubić. A tak naprawdę wszyscy wolą napychać się pączkami, przeglądać kolorowe pisemka i kupować albumy popowych gwiazdek.

Bohaterowie są realistyczni, momentami naiwni, podli, pełni kłamstw oraz samolubni. Goniący za nieistniejącą perfekcją, która odbiera życie. Za celami, które tak naprawdę nie są w stanie podarować im ani odrobiny szczęścia. Widać po nich nieczyste zagrywki, dwulicowość, coś zwyczajnie prawdziwego. To wzbudza w czytelniku masę sprzecznych emocji, co okazało się strzałem totalnie w dziesiątkę. Książka Caroline Kepnes to przymusowa lektura dla każdego, ponieważ ukazuje prawdę. Portale społecznościowe, uzależnienie od opinii innych, głęboko ukryte pragnienia, zakłamany obraz szczęścia oraz relacje budowane na kłamstwie stanowią jedynie początek tego, co znajduje się niemal na każdej stronie tego dzieła. Końcówka wbiła w fotel, a odpowiedni zwrot akcji stanowi istną wisienkę na torcie całej dobrze poprowadzonej akcji. Dla jednych może być ona szokująca, dla innych nawet obrzydliwa, dla mnie; przerażająco realna i głęboka.
Dlatego też ją polecam. Literatura potrzebuje więcej takich książek, po których czytelnik straci dech na dobre kilka chwil. A naszemu gatunkowi naprawdę przyda się kilka porządnych potrząśnięć i sprowadzenia na ziemię. 
Bo przecież nic nie jest takie, jakie się wydaje...



Okładka książki TyOPIS: Ta książka sprawi, że będziesz zerkać przez ramię…

Do księgarni w East Village trafia piękna początkująca pisarka, która natychmiast staje się obiektem fascynacji pracującego tam mężczyzny. Całkowicie zauroczony nią Joe Goldberg zapamiętuje dane z jej karty kredytowej i wyszukuje ją w internecie. Profile kobiety w mediach społecznościowych są publicznie dostępne i stają się dla Joego źródłem wielu przydatnych informacji. Również stamtąd dowiaduje się, że tego wieczoru Beck planuje pojawić się w barze na Brooklynie. W ten sposób może się z nią ponownie spotkać, pozornie przypadkowo…

Mężczyzna powoli i wytrwale przejmuje kontrolę nad życiem Beck. Robi wszystko, by wpadła w jego ramiona. Staje się jej idealnym, wymarzonym chłopakiem, jednocześnie po cichu usuwając przeszkody, które stoją na drodze do ich szczęścia. Nawet jeśli oznacza to, że musi kogoś zamordować. Obsesyjny związek szybko nakręca spiralę śmiertelnych konsekwencji…



Tytuł: Ty
Autor: Caroline Kepnes
Ilość stron: 496
Wydawnictwo: W.A.B
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydanie: 15 maja 2019






Książka Chrisa Cartera ,,Krucyfiks” opowiada o seryjnym mordercy, pozostawiającym na ciele swoich ofiar znak krzyża z dwoma poziomymi liniami jako swój podpis. Robert Hunter, główny bohater, odpowiedzialny za złapanie go, jest przedstawicielem policji, którego wyróżnia niezwykła mądrość, co umożliwia mu rozwiązanie licznych spraw. Oprócz otoczki tajemnicy pozycja ta serwuje czytelnikowi również zalążek romantyzmu, co jednak nie jest takie, jakie się wydaje...  
Czyli wierzą, że zło jest chorobą?
Przytoczony wyżej cytat jest w stanie skłonić do refleksji, dlatego chętnie dowiedziałabym się, co o tym sądzicie? Ja uważam, że zło rodzi się z większego wydarzenia bądź impulsu, które nieodwracalnie zmieniają ludzkie życie; cechy naszego charakteru, zachowania, a czasem następuje całkowity zanik empatii. Zaraza opanowuje umysł, przenikając do umysłu, co często przynosi przerażające rezultaty...


,,Krucyfiks” to świetna pozycja, która jest naprawdę udanym kryminałem. Wciągająca już od pierwszego przesłuchanego akapitu sprawiała, że nie potrafiłam rozłożyć sobie jej na kilka dni. Osobiście jednak uważam, że audiobook nie oddaje klimatu pracy, dlatego z całego serca polecam zakup pozycji papierowej bądź zainwestowanie w ebooka. Dzięki temu o wiele łatwiej jest się wciągnąć oraz wyobrazić sobie fragmenty, a także skoncentrować na pochłanianej treści. Zazwyczaj nie czytam kryminałów, bo zwykle trafiam na takie, które nie potrafią spełnić moich oczekiwań. Ten był jednak stworzony idealnie dla mnie i całkowicie podbił serce. Co do głównego antagonisty muszę przyznać, że miałam swoje podejrzenia już na samym początku. Końcówka powieści jednak okazała się niesamowitym zaskoczeniem i to jak najbardziej pozytywnym. Główny bohater wykreowany został na realistycznego, jego zachowania były więc wiarygodne. Takich postaci potrzeba w literaturze, bo widać, że stworzeni są z pasją oraz zaangażowaniem.
Mózg współczesnego człowieka nie został przystosowany, by wychodzić z procesu stawania się profilerem kryminalnym bez szwanku. Ktokolwiek decyduje się narazić go na tego rodzaju presję, zapłaci za to, i to słono.
Jedno jest pewne; następną książkę Chrisa Cartera przeczytam i wydaje mi się, że może to nastąpić już niedługo. Jako autor świetnie opisuje otoczenie, planuje wydarzenia oraz oddaje realizm miejsc. Postanowiłam podarować mu więc kredyt zaufania. Dlatego zaciskam już palce z nadzieją na kolejny hit, jednocześnie marząc o tym, aby ten autor, jako jeden z niewielu, ostatecznie mnie nie zawiódł...



OPIS: W głębi parku narodowego Los Angeles National Forest, w opuszczonej chacie, policjanci odkrywają zwłoki młodej kobiety. Przed śmiercią ofiarę okrutnie torturowano, a na koniec przywiązano ją za nadgarstki do dwóch równolegle ustawionych drewnianych pali. Kolana kobiety dotykały ziemi, jak podczas modlitwy, a na jej karku morderca zostawił podpis: tajemniczy symbol podwójnego krzyża. Ten sam, którego kilka lat wcześniej używał seryjny morderca ochrzczony przez media Krucyfiksem. Problem w tym, że przed dwoma laty Krucyfiksa złapano i stracono... Czy to możliwe, by naśladowca dotarł do szczegółów starej zbrodni, znanych tylko wąskiej grupie pracujących przy dochodzeniu policjantów? A może skazano wówczas niewłaściwego człowieka?
Pracujący przy tamtym śledztwie detektyw Robert Hunter nigdy nie był przekonany, że udało się złapać prawdziwego mordercę. Kiedy więc pewnego dnia odbiera telefon i słyszy ten sam, znajomy i zniekształcony specjalnymi urządzeniami, głos, czuje, że koszmar sprzed dwóch lat odżywa na nowo, ze zdwojoną siłą. A morderca znów próbuje go wciągnąć w swą chorą grę.


– Nienawidzę cię – wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
– Oczywiście, że mnie nienawidzisz.
Jack Angel jest psycholem. Właśnie tym chcę zacząć recenzję. Kropka.
Skąd taki wniosek? Wywęszyłam to już od pierwszej strony, gdzie nazwisko oraz zachowanie tej postaci od razu podpowiedziało mi kłopoty i może dużą rolę odgrywał wypity przed lekturą drink, jednak podejrzliwie patrzyłam na każdy jego ruch, a kolejne strony jedynie upewniały mnie w przekonaniu, jak bardzo wyrachowana i nikczemna jest ta postać. Pomimo odrazy oraz drobnego strachu, który ściskał mnie podczas lektury, pokochałam tę postać od razu. Wykreowana ona została idealnie i jestem skłonna stwierdzić, że właśnie tego pokroju bohaterów brakuje w literaturze. Bogactwo, pozory idealnego życia oraz piekło, jakim w rzeczywistości jest życie z taką osobą, pokrywają się ze sobą, choć w rzeczywistości stanowią ogromny kontrast. Tutaj idealnie pasowałoby powiedzenie, że najciemniej jest właśnie pod latarnią. Nikt bowiem nie zdawał sobie sprawy z bólu, cierpienia i tragedii, przez którą przechodziła Grace - główna bohaterka tej wciągającej pracy. Jest ona niesamowicie silną kobietą, z pozoru zostawioną samej sobie. Ma oczywiście siostrę oraz rodziców, tak samo jak przyjaciół, jednak gdy przychodzi co do czego może liczyć jedynie na chorą umysłowo Millie. Rozpoczyna się walka o wolność oraz dobro najbliższej osoby, którą śledziłam z zapartym tchem.  Dlatego też inną definicją pasującą w tym wypadku mógłby być emocjonalny rollercoaster. Niemniej jednak nie chcę narzucać interpretacji całej pozycji, ponieważ ja osobiście odbierałam bezuczuciowość opisywanych momentów jako właśnie psychiczne uderzenie. I to takie totalnie bolesne, w sam środek brzucha, zostawiające niesmak i powodujące dreszcze na całym ciele.


– Strach. Nie ma nic wspanialszego. Uwielbia na niego patrzeć, uwielbiam wdychać jego zapach. A już najbardziej lubię go słuchać. – Poczułam, jak przeciąga językiem po moim policzku. – Lubię też jego smak. 
Podobno jest to debiut autorki i muszę go bardzo pochwalić, bo udał się idealnie. Jeśli wystartowała z takim uderzeniem oraz jakością, dalej na pewno będzie już tylko lepiej. W domu posiadam również Pozwól mi wrócić, po którą sięgnę o wiele szybciej, niż początkowo zamierzałam. Styl i pomysły B. A. Paris zdecydowanie zasługują na więcej uwagi, którą na pewno ode mnie otrzymają. Za zamkniętymi drzwiami to druga na tym blogu książka, której z czystym sercem daję 10/10. Wiecie dlaczego? Ponieważ swoją psychozą, nikczemnością postaci oraz stronami ociekającymi desperacją, całkowicie sobie na to zasłużyła.


OPIS: Perfekcyjna para? Doskonałe małżeństwo? Czy idealne kłamstwo? Wszyscy znamy takie pary jak Jack i Grace: on jest przystojny i bogaty, ona czarująca i elegancka. Chciałoby się poznać Grace nieco lepiej, ale to niełatwe, bo Jack i Grace są nierozłączni. Niektórzy nazwaliby to prawdziwą miłością.
Wyobraź sobie uroczystą kolację w ich idealnym domu, miłą konwersację, kolejne kieliszki dobrego wina. Oboje wydają się w swoim żywiole. Przyjaciele Grace chcieliby zrewanżować się lunchem w przyszłym tygodniu. Ona chętnie przyjęłaby zaproszenie, ale wie, że nigdy z nimi nie wyjdzie. Ktoś mógłby spytać, dlaczego Grace nigdy nie odbiera telefonów, nie wychodzi z domu, a nawet nie pracuje. I jak to możliwe, że gotując tak wymyślne potrawy, w ogóle nie tyje? I dlaczego w oknach sypialni są kraty? Doskonałe małżeństwo czy perfekcyjne kłamstwo?





Tytuł: Za zamkniętymi drzwiami
Autor:  B. A. Paris
Ilość stron: 302
Wydawnictwo: Albatros
Kategoria: thriller, sensacja, kryminał 15 lutego 2017
Wydanie: 15 lutego 2017





Starsze posty Strona główna

 

Na skróty

     
     
     
     
 

Kreatywne oceny

01/10 02/10 03/10 04/10 05/10 06/10 07/10 08/10 09/10 10/10 Patronat Medialny

POPULAR POSTS

  • Kolejne 365 dni – Blanka Lipińska
  • Depresja, czyli gdy każdy oddech boli – Monika Kotlarek
  • Narzeczona na chwilę – Monika Serafin
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Zaobserwuj nas na Facebooku!

Czarno na kreatywnym

Zostań z nami

Odwiedziny

Archiwum bloga

W skrócie

Jesteśmy czarno na kreatywnym — pikselowym atramentem niekonwencjonalnie wypowiadamy się na interesujące nas tematy, wykorzystując w ten sposób chwilę wolnego czasu w szalonym zagranicznym życiu.

Popularne posty

  • BĘDZIE BOLAŁO – Adam Kay
  • [PRZEDPREMIEROWO] ZNAK KUKUŁKI – Anna Bichalska
  • KOŁYSANKA Z AUSCHWITZ – Mario Escobar

Nasze najnowsze patronaty

Nasze najnowsze patronaty

Copyright © Czarno na Kreatywnym. Designed & Developed by OddThemes