Czarno na Kreatywnym
  • Strona główna
  • O nas
  • Współprace
  • Patronaty
  • Gatunki
    • Romans
    • Literatura obyczajowa
    • Thriller
    • Kryminał
    • Sensacja
  • Kreatywne grafiki
  • Napisz do nas


Przeczytałam książkę w niecałe trzy godziny i nie, to nie jest clickbait ani przepis, który nauczy Was jak wyjść z czytelniczego zastoju po miesiącach porzucania ledwo rozpoczętych powieści. Chociaż szczerze mówiąc, jednocześnie życzę Wam tego i nie życzę – życzę, bo jeżeli to właśnie „Idealny syn” na nowo przyniesie to przyjemne mrowienie oraz dopaninowy strzał, pchający do przodu kolejnych rozdziałów to mamy sukces. Jednocześnie jednak musicie przyjąć ode mnie ostrzeżenie, bo przez te lekko ponad 350 stron płynie się za szybko. Czy to kwestia krótkich rozdziałów? Na bank, ale ogromną rolę odgrywa tu również fabuła oraz zwroty akcji, czekające za każdym rogiem. I to takie, na które niejeden czytelnik na pewno nie był gotowy.

Freidę McFadden znam czytelniczo od kilku miesięcy, gdy jakiś czas przed premierą ekranizacji jej bestsellera postanowiłam dowiedzieć się, o co chodziło z tajemnicami domu Winchesterów. I o tyle o ile recenzji tej powieści jeszcze się tu nie doczekaliście, tak nowość spod jej pióra skończyłam wczoraj po pierwszej w nocy i tak, właśnie wepchnęłam „Idealnego syna” na przód kolejki książek do opisania na blogu. Dlaczego? Bo ta książka była jedną z najlepszych, jakie czytałam i chociaż plot twist był momentami odrobinę naciągany, tak całe napięcie i historia bohaterów stanowiły wisienkę na torcie.     

Liam Cass jest tytułowym Idealnym Synem – przystojnym, wysportowanym, mądrym i biorącym udział w olimpiadach naukowych. Przyciąga zainteresowanie rówieśniczek jak magnes… i właśnie to jest problemem, z którym na siłę próbuje walczyć jego matka. Bo Liam od dzieciństwa ma swoje za uszami i są to rzeczy, które Erika podskórnie wie, że przełożą się na jego dorosłe życie. Nawet, jeżeli nastolatek od dawna nie sprawia problemów, ona robi wszystko, aby z nikim się nie związał, a do głosu nie doszły przerażające myśli, wypowiadane niegdyś bez ani grama zawahania.     

Erika myśli, że jest o krok przed synem. Więc dlaczego obiekt westchnień Liama nagle przepada bez śladu, a w aucie rodziny nawigacja jako ostatnią odwiedzaną lokalizację wskazuje jej dom i to w środku poprzedniej nocy?    

Tak naprawdę to dopiero po zerknięciu na Lubimy Czytać przed rozpoczęciem tej recenzji uświadomiłam sobie, że ta książka wcale nie była tak krótka jak myślałam, sądząc po tym, jak szybko dotarłam do końca. I to jest jeden z jej ogromnych plusów, bo łatwo jest się wciągnąć, docierając do końca w mgnieniu oka. Przez większość stron zastanawiałam się, jakim cudem Erika wyplącze się z coraz większej ilości podejrzeń, spadających na jej najstarsze dziecko. Czy w świetle tego przegapiłam jakieś podprogowe przekazy dotyczące tego, kto był tak naprawdę winny? Nie wiem. Wiem natomiast tyle, że sama starałam się szukać w myślach tej postaci drugiego dna, zarzucając teoriami spiskowymi Emmę, bo „zobaczysz, jak się okaże, że to jednak był/a XYZ” (nie będę Wam zmniejszać grona możliwych winnych!).  

Czy się myliłam? Owszem. Czy byłam zaskoczona tym, kto faktycznie porwał Olivię? Totalnie, ale jednocześnie jakoś nie trzymało mi się to kupy i nawet cały rozdział opisany z perspektywy tej postaci nie dał mi satysfakcji, bo to rozwiązanie fabularne było zwyczajnie wrzucone na siłę.     

Nie wiem, może potrzebowałam zwyczajnie jeszcze kilku rozdziałów pomiędzy albo więcej przekazów podprogowych, rzucających światło na tego konkretnego bohatera. Wiem jednak, że gdy prawda wyszła na jaw, miałam poczucie, że potencjał tej książki został w jakiś sposób zmarnowany.    

I tak, wciąż dobrze się przy niej bawiłam. Wciąż dała mi niedosyt oraz poczucie, że fajnie spędziłam czas, przerywając od dawna męczący mnie czytelniczy zastój. Ale to wymowne „meh” jakoś przeważyło, a argumentów rzuconych na ostatnią chwilę zwyczajnie nie dało się kupić.    

Czy polecam? I tak i nie. Jeżeli nie nastawicie się na poszlaki w trakcie książki, dzięki którym sami dojdziecie do tego, kto jest winny porwania małoletniej uczennicy, może nie rozczarujecie się tak, jak rozczarowałam się ja. I może nawet ocenicie ją nieco wyżej, bo u mnie „Idealny syn" dostaje jedynie solidne siedem i to z rozczarowaniem w tle.


 



OPIS: Liam Cass to wzorowy uczeń, sportowiec, mistrz debat. Syn, jakiego każdy chciałby mieć. Jednak podczas przesłuchań w sprawie zaginięcia nastolatki pojawiają się pewne niejasności. Zbyt wiele osób pamięta chłodne spojrzenie Liama. Zbyt wielu świadków powtarza te same niepokojące słowa. A w tle zawsze przewija się ta sama postać – matka, która wie więcej, niż mówi. Czy Liam faktycznie jest bez skazy? Czy za jego perfekcyjnym wizerunkiem kryje się coś mrocznego? I jaki ma to związek z tajemniczym zaginięciem nastolatki? Jedno jest pewne: najmroczniejsze sekrety skrywają się w samym sercu rodziny.


Tytuł: Idealny syn
Autor: Freida McFadden
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydanie: 14 stycznia 2026

 


Podobno ludzie dzielą się na dwa typy: fani Marvela i fani DCU. Nie mówię, że to na pewno prawda, bo taką ciekawostkę rzucił mój były, a jak wiadomo – byłym się za bardzo nie wierzy. Ale jest jedna rzecz, która wyniosłam z tamtego związku: polubienie Marvela.

Tym razem rynek wydawniczy został wzbogacony w coś więcej, niż kolejny komiks – to kryminalna historia z Jessicą Jones w roli głównej to ponad pięćset stron akcji detektywistycznej z miejskimi legendami i fantastyką w tle.    

Kto wie, ten wie, że Jessica nie jest zwykłą detektywką. Jest superbohaterką, która używa swoich mocy, bo te kojarzą jej się z dość mroczną przeszłością. Jej kolejne zlecenie jest od zatroskanej matki, która nie poznaje dwójki swoich dzieci, kiedy te wróciły z wakacji w Anglii. Bliźniacy spędzili kilka tygodni ze swoim ojcem, a po powrocie do Stanów, ich zachowanie zmieniło się diametralnie. Pozornie tacy sami, ale jednak inni – wręcz nieskazitelna skóra, zawieszanie się, milczenie. To zupełnie niepasujące do dwójki nastolatków, którzy dotychczas byli żywymi istotami ze swoimi upodobaniami i charakterystycznymi gestami. Jones szuka odpowiedzi w Anglii – miejscu, gdzie teraz mieszka ojciec Foxa i Lark. Posiadłość, którą kupił skrywa jednak tajemnice, a rozdziały z retrospekcją, które przeplatają się z teraźniejszością, prowadzą nas wraz z Jessicą do celu. Akcja bardzo szybko mknie do przodu i chociaż chciałabym powiedzieć więcej – byłyby to ogromne spojlery, więc przekonajcie się sami!  

„Pokonać mrok” to historia, której propozycja zrecenzowania naprawdę mnie ucieszyła. Uwielbiam Marvela, uwielbiam kryminały i czułam, że to będzie strzał w dziesiątkę. Niestety tak się nie stało, a ja wymęczyłam się jak dawno się nie wymęczyłam i – o dziwo – nie była to kwestia fabuły. Lisa Jewell spisała się idealnie, tworząc bohaterów lepszych i gorszych, zabawnych i poważnych. Malcom skradł moje serce, bo był niczym golden retriever dla ponurej Jessiki, wnosząc do jej życia tę radość nastolatka, który myśli, że jest w stanie dokonać niemożliwego i cieszy się z każdej danej szansy. Do tego fabuła sama w sobie sprawia, że przez powieść się płynie, chcąc już rozwiązać zagadkę i dodać wszystkie poszlaki do siebie.    

Prawdą jest, że tłumaczenie i korekta jest równie ważna co sama powieść, bo jeśli to wypada słabo, całość prezentuje się niezbyt przyjemnie. I mnie właśnie tu złamało tłumaczenie, bo błędów było mnóstwo! Upper East Side czasem było angielską wersją, a czasem Górnym East Side (czego się zazwyczaj nie tłumaczy), matka Malcolma poleciła wziąć go z ulicy (co nie ma sensu więc prawdopodobnie w oryginalne było idomem) czy nagminne „perfekt” co naturalniej brzmiałoby w wersji „idealnie”. Może to ostatnie jest już czepianiem, ale przez to tekst tracił na płynności. Warto byłoby również popracować nad powtórzeniami oraz utrzymaniem jednej wersji (Fox czasem był Foksem). Tłumaczenia nigdy nie powinny być dosłowne, więc powtórzenia możnaby pomijać, by tekst nie wydawał się taki… twardy.    

Nie spodziewałam się nigdy, że przekład aż tak zmieni moją opinię o książce, ale prawdą jest, że tu było tego aż tak dużo, że zaczynało irytować. „Pokonać mrok” to świetna ksiażka nie tylko dla fanów Marvela, bo wcale nie trzeba znać uniwersum Jessiki Jones, więc jeśli nie jesteś drobiazgow* i żadne Foxy/Foksy nie będą ci przeszkadzać – wejdź ze mną w ten świat i daj się porwać!           



OPIS: ZA KAŻDĄ OBIETNICĄ DOSKONAŁOŚCI KRYJE SIĘ NIEBEZPIECZNY CIEŃ 

Jessica Jones, była superbohaterka i prywatna detektywka z nowojorskiej Hell’s Kitchen, zostaje zaangażowana przez zaniepokojoną matkę, której nastoletnie bliźniaki wróciły z wakacji spędzonych w Anglii odmienione, i to zarówno pod względem charakteru, jak i wyglądu. Ich nieskazitelna cera i idealne zachowanie każą jej podejrzewać, że dzieci zastąpiono czymś „perfekt”... 

W czasie podróży na brytyjską prowincję Jessica poznaje tajemniczą Belle żyjącą w odosobnieniu w starym domu z dziwną kobietą, utrzymującą, że jest jej opiekunką. Czy ta dziewczyna nie z tego świata naprawdę może być odpowiedzialna za odmienione charaktery bliźniaków? Dlaczego wioska Barton Wallop sprawia wrażenie, że na każdym kroku skrywa jakąś ciemną energię i tajemnicę? Mrok stopniowo gęstnieje, a groza narasta. Czy Jones zdoła rozwikłać zagadkę i powstrzymać szalone zapędy pewnej enigmatycznej influencerki branży beauty? „Pokonać mrok” to pierwszy tom nowej serii kryminałów Marvela.




Tytuł: Pokonać mrok. Jessica Jones w kryminalnej historii Marvela
Autor: Lisa Jewell
Ilość stron: 526
Wydawnictwo: Świat Książki
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydanie: 7 maja 2025


Za możliwość przeczytania oraz recenzji dziękujemy wydawnictwu:




                  


Jestem fanką kryminałów oraz książek z motywem zbrodni, którą próbuje się ukryć – mam na koncie wiele powieści, zabierających mi dech w piersi i sprawiające, że odkładałam je po skończeniu z bolesnym przekonaniem, że długo nie znajdę niczego równie imponującego (polecam chociażby „Nową żonę”). I może nie widać tego po recenzjach na blogu, bo lista „przeczytanych” do opisania dłuży się z każdym tygodniem, ale mimo wszystko umiem rozpoznać mocny thriller, gdy po niego sięgnę.  

Dlatego z pełnym przekonaniem muszę przyznać, że nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam tak zagmatwaną książkę – i to nie w pozytywnym znaczeniu. Wydawało mi się, że opis mówił wystarczająco, a ja dam się wciągnąć w intrygę, spędzającą sen z powiek. Że odnajdę naprawdę dobry kryminał. 

„Przepraszam” nim niestety nie było.   

Motyw porwania czy w ogóle zbrodni z udziałem dziecka zawsze mocno na mnie wpływa. Tutaj też nie mogłam przejść obojętnie obok książki, pochylającej się nad tak bolesną stratą. Życie Tessy i Mariusza wali się, gdy ich ukochana, pięcioletnia córeczka zostaje porwana, a następnie zamordowana. Największym wsparciem okazują się zaufani przyjaciele pary – Julita i Ben. Tylko, że w niedługim czasie po pogrzebie małej Basi Ben również znika… pozostawiając po sobie tajemnice z przeszłości, niepewność oraz żonę, która zrobi wszystko, aby odkryć prawdę.  

Widać po tej książce, że Marcel Moss miał wiele pomysłów, jednocześnie nie do końca umiejąc zdecydować, które są najistotniejsze, aby powieść trzymała się kupy. To owocowało w zmieszaniu, bo momentami po prostu ciężko było mi nadgonić za tym, co się działo. Wspomnienia do przeszłości chaotycznie mieszały się z wydarzeniami rzeczywistymi i niestety znacznie wpłynęło to na mój odbiór chociażby scen finałowych. Ostatnie rozdziały wyglądały jak pisane na szybko, bo cała intryga wyjaśniona została opowieścią głównego złoczyńcy… który przez to całkowicie stracił na wiarygodności.  

Ale jedno muszę przyznać – zakończenie wprawiło mnie w osłupienie i to się autorowi naprawdę udało… w sensie ostatnia scena, bo kilka kartek przed nią stanowiło zbiór mojej irytacji i ogromnego zdziwienia spowodowanego powyższym.   

Marcel Moss ma na swoim koncie bardzo wiele książek – z kilkoma z nich znam się od dawna, nowości powoli nadrabiam, gdy mam do tego okazję. I jestem pewna, że niejednokrotnie mnie jeszcze zaskoczy. Tutaj niestety nie miało to miejsca i muszę zaliczyć „Przepraszam” do gorszych powieści… Przepraszam.  

Przeglądam w trakcie pisania tej recenzji na opinie z LubimyCzytać, żeby sprawdzić, czy jestem odosobnionym przypadkiem zawiedzionego czytelnika… i o dziwo, nie tylko ja dostrzegałam nieścisłości, takie jak na przykład drobne logistyczne pomyłki (któremu twórcy piszącemu autorskie teksty się nie zdarzają, niech rzuci kamieniem).   

Początek książki był naprawdę super – wciągnęłam się, korzystając z każdej wolnej chwili, aby dalej śledzić losy bohaterów… tylko później coś zwyczajnie poszło nie tak. Pośpiech? Ilość pomysłów? Nie wiem. Strasznie się jednak cieszę, że „Przepraszam” jest jednotomową powieścią, bo po kontynuację z własnej woli bym zwyczajnie nie sięgnęła.  

Czy to moja ostatnia przygoda z Marcelem Mossem? Na pewno nie! Ma na koncie wiele fajnych książek, a lista tych, które mam do nadrobienia, stale rośnie, więc jestem przekonana, że jeszcze znajdę coś, co całkowicie mnie wciągnie.  

Na teraz jednak pozostaje mi cieszyć się ze skończenia lektury „Przepraszam”. I liczyć, że Wy bawiliście się przy niej lepiej niż ja.  





OPIS: W uporządkowane życie Tessy i Mariusza wkrada się chaos, gdy ich pięcioletnia córka zostaje porwana, a następnie brutalnie zamordowana przez nieznanego sprawcę. W trakcie żmudnego policyjnego śledztwa wspierają ich najlepsi przyjaciele – Julita i Ben.  Julita wierzy, że ma wszystko, czego potrzeba jej do szczęścia: kochającego męża, satysfakcjonującą pracę i upragnionego synka. Pewnego dnia wraca do pustego domu i znajduje na stole kartkę, na której widnieje jedno słowo: „PRZEPRASZAM”. Początkowo bagatelizuje wiadomość. Wkrótce jednak nachodzi ją nieznajomy, który wyjawia jej szokujące fakty na temat Bena.  W jednej chwili spokojne, przewidywalne życie Julity wywraca się do góry nogami. Zdesperowana kobieta, w tajemnicy przed policją, rozpoczyna poszukiwania męża i próbuje zdobyć odpowiedzi na dręczące ją pytania. W tym celu zanurza się w mroczną, krwawą przeszłość Bena… KIM TAK NAPRAWDĘ JEST CZŁOWIEK, KTÓREMU JULITA BEZGRANICZNIE UFAŁA?  DLACZEGO ZNIKNĄŁ?  I JAKIE MA TO POWIĄZANIE Z BRUTALNYM MORDERSTWEM TROJGA DZIECI SPRZED 22 LAT?




Tytuł: Przepraszam
Autor: Marcel Moss
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Filia
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller 
Wydanie: 12 marca 2025





    

Sam i Lauren to para idealna, która żyje w bańce szczęścia: znają się od najmłodszych lat, a ich ślubna anegdotka kręci się wokół tego, że to matka Samuela popchnęła ich do pierwszego spotkania. Przedszkolna przyjaźń pielęgnowana przez lata owocowała uczuciem, przypieczętowanym w dorosłości sakramentalnym „tak”.   

Tylko, że już po kilku tygodniach Lauren jest martwa, a na Sama spadają podejrzenia o morderstwo swojej świeżo upieczonej żony.     

„Nowa żona” zainteresowała mnie dość mocnym opisem, który zdradzał wiele, a jednak pozostawiał widmo pytań bez odpowiedzi. Początek książki od razu wciąga czytelnika w sam środek wydarzeń mających miejsce po odejściu młodej kobiety. Pierwszym podejrzanym jest oczywiście mąż i to on dzwoni w środku nocy do swojej matki wyznając drżącym głosem, że Lauren... nie żyje. Samotna kobieta robi więc wszystko, aby odnaleźć odpowiedzi na pytania, których unika nawet jej syn. Wszystko po to, aby odpowiedzieć na pytanie „kto zabił?”. Czy pozna prawdę? I czy będzie potrafiła kochać Sama tak samo, jeżeli to on będzie winny?    

Nie czytałam wcześniej książek Sue Wastson, więc nie miałam żadnych oczekiwań, gdy sięgałam po „Nową żonę”. Czasami czułam irytację, gdy chciałam dalej przejść w środek akcji i odnaleźć za pośrednictwem postaci kolejne poszlaki, a autorka za bardzo skupiała się na opisywaniu otoczenia, próbując zbudować w ten sposób napięcie. To sprawiło jednak, że coraz szybciej parłam w lekturze, chcąc wreszcie zaspokoić ciekawość, która stale rosła, napędzana kolejnymi poszlakami czy motywami.     

Przez powieść dosłownie płynęłam i całkowicie wciągnięta, zaskakująco szybko dotarłam do końca. Autorka zaserwowała czytelnikom sporo zwrotów akcji oraz zagadek, wszystko po to, aby na koniec… pokazać zabójcę, który wypadł dość mało wiarygodnie. Staram się nie rzucać spoilerami, co w wypadku tej powieści jest nieco trudne. Prawda jest jednak taka, że finał całkowicie zepsuł efekt, to cudowne napięcie oraz zbrodnię zostawiającą czerwone ślady krwi na świeżo ściągniętej sukni ślubnej Lauren.     

„Nowa żona” to bardzo dobry kryminał, książka pełna bólu oraz cierpienia po utracie miłości swojego życia. Podejrzenia spadają niemal na każdą postać, a dowody do pewnej chwili nie są jednoznaczne. Po tak dopracowanej powieści spodziewałam się spektakularnego finału, wątku, który pozostawi nas z uchylonymi w zaskoczeniu ustami. Niestety jednak, zawiodłam się, ostatecznie czując dziwne ukłucie żalu, bo gdybym od początku wiedziała, jakie będzie zakończenie, pewnie zastanowiłabym się przynajmniej raz przed sięgnięciem akurat po tę powieść. Cenię sobie ten punkt zwrotny, a jeżeli autorka dotychczas sama podnosiła wysoko postawioną już poprzeczkę, zawód po jej całkowitym spadku był niestety nieunikniony.    

„Nowa żona” to przede wszystkim droga, którą przebywa matka pana młodego w celu odnalezieniu odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. To powieść wypełniona jej wewnętrzną walką z niepewnością oraz dowodami w obliczu tego, że potencjalnym mordercą jest jej własny syn, którego przez lata wychowywała na dobrego człowieka. Po drugiej stronie stali natomiast rodzice Lauren, z którymi matka przyjaźniła się od lat, których kochała jak swoją rodzinę, nawet jeżeli oficjalnie stali się nią dopiero po ślubie pary. W obliczu takiej tragedii, stali się obcy, kwestionując nawet lojalność najlepszej przyjaciółki. Odwrócili się, popadając w rozpacz oraz pragnienie ukarania mordercy.    

Sue Watson na kartach „Nowej żony” pokazuje nam, że nigdy nie możemy być pewni tego, jak dobrze kogoś znamy. Ostatecznie nawet najbliższa osoba może wbić nam w serce nóż albo… zepchnąć ze schodów, abyśmy milczeli już na wieczność.    



 



OPIS: NIGDY NIE WIADOMO, CO NAPRAWDĘ DZIEJE SIĘ ZA ZAMKNIĘTYMI DRZWIAMI…  Mój najdroższy syn, Sam, żeni się ze swoją ukochaną z dzieciństwa, a ja nie mogłabym być bardziej dumna z mężczyzny, na jakiego wyrósł. Gdybym nie pchnęła ich ku sobie wiele lat temu, mógłby nigdy nie znaleźć tak idealnej dziewczyny, jak Lauren. To prawda, co mówią, że matka zawsze wie najlepiej. Ale kilka tygodni później Lauren jest martwa, a samochody policyjne wypełniają cały podjazd ich idyllicznego, wiejskiego domu. Wyczuwam, że mój syn coś ukrywa. Dlaczego nie chce patrzeć mi w oczy?  W desperacji robię to, co zrobiłaby każda dobra matka: wchodzę do sypialni Sama i Lauren. Nigdy nie będę w stanie zapomnieć tego, co zobaczyłam. Czy mogę oczyścić imię syna? I czy moje życie może teraz też być w niebezpieczeństwie?







Tytuł: Nowa żona
Autor: Sue Watson
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Filia
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydanie: 26 października 2022


 



Poniedziałki z zasady nie są fajne. Zwłaszcza po dłuższym weekendzie, spaniu do południa i randce z Netflixem do rana. Jednak są takie poniedziałki, które zaczynają się lepiej niż pozostałe, a mały gest sprawia, że na to pochmurne niebo wychodzi słońce. 

Marcel Moss to ten typ autora, do którego lecę niczym opętany pragnieniem zwierz, rzucając wszystko inne na rzecz tego, co teraz dla nas przygotował. O „Nie patrz” słyszałam już dawno, a za lekturę wzięłam się od razu jak zwolniły się wydawnicze deadline’y. I muszę powiedzieć, że tak samo jak w wypadku „Nie odpisuj” wciągnęłam tę książkę w zaledwie dzień. Bo to było dobre. Naprawdę dobre.


Ostatnie tygodnie obfitują w nowe materiały o pedofilii, wzbudzając coraz więcej kontrowersji, a autorzy prześcigają się w ujawnianiu kolejnych zbrodniarzy. Bracia Siekielscy wypuścili drugą część swojego słynnego materiału, a w odwecie pojawiła się produkcja „Nic się nie stało”, pokazująca dramaty dziejące się w Zatoce Sztuki. Andrzej Mathiasz idealnie wstrzelił się w termin, wchodząc na rynek ze swoją najnowszą powieścią. 


Ostatnio coraz więcej czasu spędzam nad refleksjami dotyczącymi książek, które czytam. Po wpisach mojego autorstwa łatwo zauważyć w jaką grupę obecnie wydawanej literatury uderzam. Nova Smith tapla się w skandalicznych powieściach, w pozornych bestsellerach z niższej półki i nie, nie robię tego tylko po to, aby sprawdzić co do zaoferowania ma dla nas rynek wydawniczy w tym roku.


„Nieodnaleziona” to pierwszy tom cyklu o Damianie Wernerze autorstwa znanego polskiego pisarza Remigiusza Mroza. Opowiada ona o poszukiwaniach narzeczonej przez głównego bohatera, która uciekła w nieznane po gwałcie. Mężczyzna obwinia się o tragiczne wydarzenia, snując plany i gdybając, zastanawiając się jednocześnie czy to wszystko miałoby miejsce, gdyby oświadczył jej się nieco wcześniej. Nie spodziewał się jednak, że najpiękniejszy dzień w życiu zamieni się w najgorsze momenty, a z pozoru sielankowe wyobrażenie przyszłości nigdy nie stanie się rzeczywistością. 


Tabu to według słownika PWN coś, co jest zakazane lub coś, o czym się nie mówi. Jednak zakazany owoc smakuje najlepiej, a w tym wypadku to słowo przyciągnęło mnie, składając obietnicę niezapomnianej lektury. I się nie zawiodłam.

Nie ukrywam, że to moje pierwsze spotkanie z twórczością Bernadety Prandzioch. Co więcej, podchodziłam do niej z dystansem, bo żyjemy w czasach, gdy polski rynek zalany jest chłamem rodzimych autorek i w takim wypadku trudno jest wierzyć, że nasz kraj może jeszcze zabłysnąć czymś dobrym.

„Tabu” to osadzony w polskim krajobrazie kryminał, łączący w sobie również wątki romantyczne. Dziejąca się w szpitalu psychiatrycznym akcja sprawia, że czytelnik prędko wpada w wir lektury, od której ciężko się oderwać. Lekkie pióro Bernadety oraz kolejne tajemnice czy zaskakujące zaskoczenie to przepis na sukces literacki, podbijający moje serce. Wiktor to doświadczony psychiatra, który z ogromnej Warszawy przenosi się na Mazury, do niewielkiego Węgorzewa, gdzie każdy prędko poznaje mężczyznę, poznanego przez miejskie plotki. Jego związek z żoną przestał istnieć przez zdradę, a pozostawiony sam sobie rzuca się w wir pracy. Gorąca chwila z jedną z pielęgniarek zostaje przerwana przez próbę samobójczą jednego z pacjentów – Zygmunta Milewskiego, który okazuje się skazanym przed laty mordercą. Jest on pacjentem ordynatora, który ze złością reaguje na zainteresowanie Wiktora. Janosz zaczyna drążyć temat, czując, że za pacjentem stoją tajemnice, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Na jaw wychodzą sprawy z czasów II wojny światowej, a Zygmunt okazuje się synem Niemki, która jako jedna z niewielu osób nie padła ofiarą przesiedleń. Tutaj pod znakiem zapytania staje również istnienie jego choroby psychicznej, bo istnieje możliwość, że jest w szpitalu przetrzymywany bez żadnych podstaw.
Tytułowym tabu może być tutaj wiele wątków – od romansu, przez szpitalne kłamstwa, na brutalnych konsekwencjach II wojny światowej kończąc.

Przez niemal całą lekturę w głowie czytelnika tworzą się kolejne pytania dotyczące przeszłości czy odpowiedzialności, która często nie spada na te osoby, na które powinna. Zaskakujące zakończenie przynosi swego rodzaju ulgę, wyjaśniając wszystkie najważniejsze wątki, a autorka pozostawia poczucie spełnienia i zasadza ziarenko chęci, by sięgnąć po kolejne jej prace. „Tabu” to lektura napisana przyjemnym językiem, poruszająca jednak tematy ciężkie. Miejsca, które wielu z nas poznało osobiście, sprawiają, że możemy wczuć się w klimat powieści, a realni bohaterowie pokazują, że takie sytuacje mogą przydarzyć się niektórym z nas. Przybliżenie pracy i tajemnic szpitalnych sprawiło, że czułam się niemal niczym świadek kolejnych zbrodni, a samą lekturę pochłonęłam w szybkim tempie. 


OPIS: Każde miasteczko ma swoje mroczne tajemnice. Zapraszamy na Mazury!
Skazany przed laty za morderstwo pacjent szpitala psychiatrycznego Zygmunt Milewski próbuje popełnić samobójstwo. Jeden z psychiatrów, Wiktor Janosz, zaczyna interesować się jego przypadkiem i z pomocą znajomego policjanta wraca do dawno zamkniętej sprawy. Ku swojemu zdziwieniu napotyka jednak mur milczenia, a nawet wrogości. Niechęć potęguje fakt, że Wiktor jest w miasteczku obcy, przyjechał tutaj z Warszawy z powodu problemów osobistych i zawodowych. Mimo to nie odpuszcza, a zawikłane tropy prowadzą go w odległą, przed- i powojenną przeszłość Węgorzewa-Angerburga i jego mieszkańców. W śledztwie pomaga mu młoda dziennikarka, Judyta Socha. Jakie tajemnice spokojnego małego miasteczka z niegdysiejszych Prus Wschodnich wyjdą na jaw?





Tytuł: Tabu
Autor: Bernadeta Prandzioch
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Rebis
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydanie: 13 sierpnia 2019


Za możliwość przeczytania oraz recenzji dziękujemy wydawnictwu:




Doskonale pamiętam, że po skończeniu pierwszej książki z serii „Obsesja Eve” nie byłam do końca pewna, czego oczekiwać po drugim tomie. Z pozoru otwarte zakończenie oraz obietnica zemsty nakreśliły wydarzenia, dając miły przedsmak, a ja wręcz nie mogłam się doczekać sięgnięcia po stojącą obok „Kryptonimu Villanelle” kontynuację. 

W „Jutra nie ma” wracamy do śledzenia losów działającej pod pseudonimem zabójczyni Oksany Woroncowej oraz ścigającej jej Eve Polastri. Teraz jednak czytelnik zwiedza z bohaterkami kolejne zakątki globu, obserwując ich życia oraz sposoby na przetrwanie. Sceny trzymające w napięciu to coś, co ciągnie nas od samego wstępu, a mniejsze lub większe dramaty życia codziennego uderzają realizmem. Na kolejne słowa pochwały zasługują między innymi zręczne pióro autora, mocne dialogi oraz pędząca akcja, które sprawiły, że zaskakująco szybko uwinęłam się z lekturą, ostatecznie docierając do wniosku, że to jest właśnie to czego mi brakowało. Poszczególne części obfitowały w ogromne zwroty, jednak odnaleźć w nich dało się również odpowiednią dawkę humoru. Krótkie i wyraziste opisy to coś, co charakteryzuje Luka Jenningsa, jednocześnie zgrabnie przenosząc pełne podziwu pomysły autora na papier. Mamy tu prawdziwą mieszankę wybuchową, stanowiącą zbiór samych kryminalno-sensacyjnych pyszności.



Obrazy są jak dzieci. Miło jest mieć je w domu, ale niekoniecznie na zawsze.

Rosyjska biseksualna socjopatka znowu uderza, tworząc coraz większą ścieżkę z ciał swoich ofiar. Jej największym celem w dalszym ciągu jest pracownica brytyjskiej służby bezpieczeństwa, która coraz sprawniej dodaje każdy fragment układanki, łącząc je w spójną całość, czyli profil seryjnej morderczyni. I tutaj nie ma miejsca na chwilę przerwy, bo po zapięciu pasów rozpoczyna się prawdziwa, pełna brutalności gra o przetrwanie. Zaskakujące jest jednak to, że nie spotkałam się jeszcze z ani jedną opinią negatywną na temat dyskryminacji mężczyzn, bo na tych zaledwie 260 stronach jest tego dość sporo. Pewne sceny bowiem naprawdę sugerowały wybuch ogromnego skandalu, chociaż momentami zachowania Villianelle pod względem krzywdzenia płci przeciwnej były usprawiedliwiane. Poniekąd można nazwać ją swego rodzaju Robin Hoodem, z tą różnicą, że ona nie zabierała nic, pozostawiając ofiarę zamordowaną w momentami przerażająco odrażający sposób. 

Obsesją Eve Polastri wciąż jest Rosyjska zabójczyni. Teraz jednak docieramy do punktu, w którym intryga zmusza kobietę do zmiany nastawienia oraz otwarcia się na pewne nieoczekiwane okoliczności. Związek wali się jej na głowę, dylematy moralne stawiają w sytuacji niemal bez wyjścia, a ona zmuszona jest podjąć decyzję, która ma prawo na zawsze zmienić ją w kogoś zupełnie innego. Jednak odpowiednie pytanie powinno brzmieć: czy jest ona gotowa podjąć tak poważny krok? 

Zło nigdy nie śpi, dietka. Powinnaś już o tym wiedzieć. 

Klątwa drugiego tomu to coś, czego na pewno nie doświadczymy w przypadku „Jutra nie ma”. Wszystko zostało bowiem podane w zdwojonej dawce, napędzając machinę kolejną porcją adrenaliny. Mamy tu więcej erotycznych fetyszy, więcej zbrodni oraz wybuchów i dzięki właśnie tym słowom można by dokładnie opisać tę powieść oraz użyć ich jako synonimów. Wszystko jest jednak utrzymane w odpowiedni sposób, czytelnik ani przez moment nie nudzi się ani nie kartkuje książki, zastanawiając się, ile zostało do końca. 

Jeśli zastanawiacie się czy warto spędzić czas przy tej lekturze to rozwieję wasze wątpliwości: owszem, naprawdę warto. Jeśli nie macie jeszcze swojego egzemplarza śpieszcie się więc, aby go zamówić. Gwarantuję, że nie pożałujecie!





Billedresultat for obsesja eve jutra nie maOPIS: W kontynuacji Kryptonimu Villanelle brytyjska agentka i rosyjska zabójczyni toczą grę o najwyższą stawkę. Eve Polastri i Villanelle uczestniczą w szpiegowskim wyścigu dookoła świata, wchodząc w drogę wpływowym organizacjom i niebezpiecznym rządom walczącym o prymat. Eve odkrywa przed nami swoje ukryte talenty, konsekwentnie dążąc do konfrontacji. Czy jednak zdoła wytropić i pokonać zręczną i nieuchwytną Villanelle?



Tytuł: Jutra nie ma
Autor: Luke Jennings
Ilość stron: 250
Wydawnictwo: Rebis
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydanie: 27 sierpnia 2019


Za możliwość przeczytania oraz recenzji dziękujemy wydawnictwu:







Książka „Dom dla lalek” to kryminał, którego akcja skupia się na wypadku Nicole Frank. Odnosi ona wiele obrażeń, trafiając do szpitala, jednak nie jest tam sama, ponieważ towarzyszy jej myśl o zaginionej Vero. Ucieczka pomimo wielu obrażeń doprowadza kobietę na stromy, błotnisty jar, gdzie zdesperowana próbuje odnaleźć wspomnianą dziewczynkę. Sytuacji nie polepsza pojawienie się jej męża, który kwestionuje istnienie tajemniczej istoty, jednocześnie komplikując śledztwo. Kolejne fragmenty układanki coraz szybciej składane zostają w spójną całość, a pozorny wypadek nagle staje się czymś o wiele bardziej podejrzanym.

Główna bohaterka oraz jej mąż, którzy pracują jako scenarzyści, wiodą z pozoru idealne życie. Liczne incydenty z których do tej pory udawało się wyjść Nicole cało, teraz kończą się w nieco poważniejszy sposób, nakręcając machinę ciągnącą akcję książki. Zwroty akcji oraz psychologiczne zagadki to coś, co namawia czytelnika do dalszego śledzenia wydarzeń z zapartym tchem, a ja długo nie umiałam podnieść się po wielkim zakończeniu. Po książkę Lisy Gardner sięgnęłam z czystego przypadku: potrzebowałam audiobooka do posłuchania podczas pracy i z takim celem weszłam na Legimi, ostatecznie docierając do „Domu dla lalek”. Nie byłam pewna czy uda mi się wciągnąć, jednak pierwsze rozdziały sprawiły, że naprawdę szybko się przekonałam.
Na przyszłości nie można polegać, a przeszłość może się trzy lata później znowu pojawić, żeby cię prześladować.

Książka była bardzo ciekawa pod względem psychologicznym. Choroba Nicole oraz przeszłość tej postaci wbijały w fotel, chwytając czytelnika za serce. Do jakiejś połowy byłam pewna, że mamy tu do czynienia ze zwykłym kryminałem o postaci z poważną chorobą psychiczną, jednak byłam w ogromnym błędzie. Lektura wywarła na mnie tak ogromne wrażenie, iż dopiero w ostatnich rozdziałach wiele wydarzeń zaczęło nabierać dla mnie sensu. Nieoczekiwane zakończenie odebrało mi na moment oddech, a ja podziwiam autorkę za pomysły oraz sposób, w jaki zabawiła się swoimi czytelnikami. Z pozoru niewinny tytuł krył ogromną i pełną bólu historię, którą pochłonęłam naprawdę szybko. Każde podejrzenie niosło coraz więcej rozwiązań, a jednak to najmniej oczekiwane stało się rzeczywistością. 

„Dom dla lalek” to wciągająca i dość odważna lektura, która sprawiła, że chętnie sięgnę po inne książki Lisy Gardner. Jeśli wy spotkaliście ją już na swojej drodze, nie pozostaje mi już nic innego, jak tylko polecić zapoznanie się z innymi powieściami autorki, bo chociaż moja przygoda z nimi dopiero się rozpoczęła, na pewno potrwa naprawdę długo!


OPIS: „Nazywam się Nicky Frank. Choć… raczej się tak nie nazywam”. Nicole Frank nie powinna była przeżyć wypadku samochodowego, a co dopiero wspiąć się nocą ranna na stromy, błotnisty jar. Nie w ciemnościach, nie w deszczu, nie z odniesionymi obrażeniami. Ale jedna myśl pozwala jej zwalczyć wszelkie przeciwności i znaleźć pomoc: Vero. „Szukam małej dziewczynki. Muszę ją uratować. Tylko że… ona raczej nie istnieje”. Sierżant Wyatt Foster jest sfrustrowany, gdy nawet policyjny pies tropiący nie jest w stanie znaleźć śladów tajemniczego zaginionego dziecka – dopóki nie pojawia się ze swoimi szokującymi rewelacjami mąż Nicky, Thomas. Nicole Frank doznała kilku urazów mózgu, więc policjanci nie powinni ufać jej słowom. „Mój mąż twierdzi, że zrobi wszystko, żeby mnie ocalić. Ale… raczej mu się nie uda”. Kim jest Nicky Frank i co się stało tej nocy, gdy jej auto wypadło z drogi? Czy był to rzeczywiście wypadek czy też coś bardziej złowrogiego? Kobieta nie ma przecież rodziny ani żadnych przyjaciół. Im głębiej Wyatt kopie, tym bardziej się niepokoi. Bo okazuje się, że to nie pierwszy wypadek Nicky w ciągu ostatnich kilku miesięcy… Wygląda na to, że ktoś bardzo pragnie jej śmierci.




Tytuł: Dom dla lalek
Autor: Lisa Gardner
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Sonia Draga
Kategoria: kryminał
Wydanie: 14 czerwca 2017



Czasami to właśnie ludzie poznani przez Internet są tymi, którzy najbardziej nas rozumieją. Strony z anonimowymi wyznaniami nie stanowią żadnej nowości, a rady od nieznajomych potrafią całkowicie zmienić podejście do wielu spraw. Martyna to zagubiona kobieta, prowadząca fanpage, na którym dzieli się nadesłanymi na skrzynkę problemami innych ludzi. Sprawia jej to wiele satysfakcji, jednocześnie podnosząc psychiczne samopoczucie oraz pomagając poradzić sobie z własnymi słabościami. A ma ich wiele, zaczynając od niestabilności emocjonalnej, ciągnąc przez alkoholizm. Wszystko sypie jej się z rąk, a kobieta przeklina byłego partnera, oskarżając o własne niepowodzenia. Zatapiając smutki w nałogu zbyt emocjonalnie odpisuje na wyzwanie nadesłane przez Michała – pozornego szczęściarza, męża odnoszącej sukcesy businesswoman Agaty Grzesiak. Tak rozpoczyna się ich znajomość, gdzie każdy krok jest na wagę złota, a jakiekolwiek potknięcie skończyć się może tylko w jeden i to tragiczny sposób.

Prowadzenie tego konta nauczyło mnie, że życie jest naprawdę żałosne, a ludzie dzielą się na dwie grupy. Pierwsza to leniwi narcyzi przekonani o własnej wyjątkowości i rozpływający się nad swoim szczęściem w poematach zawierających więcej błędów niż słów. Druga to samotni frustraci, którzy nie panują nad swoim życiem i w akcie desperacji próbują szukać pomocy gdziekolwiek, nawet w internecie. Nie rozumieją, że internet to najgorsze miejsce do poszukiwań wsparcia. 


„Nie odpisuj” to pełna licznych zwrotów akcji, wciągająca opowieść o uzależnianiach. Wydarzenia podzielone są równo na obie główne postacie; właśnie Martynę oraz Michała, dzięki czemu czytelnik ma idealną okazję poznać ich z niemal każdej strony. Uwięziony w domu mężczyzna z trudem radzi sobie w pozornie cudownej sytuacji, a była nauczycielka języków obcych na nowo usiłuje odnaleźć cel życia po rozstaniu. Nie zawsze jednak wszystko układa się tak jak powinno; pod wpływem bolesnej mieszanki alkoholu, leków oraz tłumionego żalu kobieta popełnia szereg błędów rozpoczynający się kontrowersyjnym wpisem na Facebooku, gdzie miesza byłego faceta oraz jego nową partnerkę z błotem. To jednak dopiero wierzchołek góry lodowej, bowiem książka autorstwa Marcela Mossa ciągnie czytelników przez niemal każdy rodzaj ludzkiego okrucieństwa, nie zostawiając na nich ani jednej suchej nitki.

Początkowo myślałam, że lektura zajmie mi kilka dni, ale opisywane wydarzenia i przyjemny styl w zaledwie kilka godzin przeniosły mnie do ostatniej strony. Zwroty akcji, intrygi oraz końcówka na długo odebrały mi dech, a ja potrzebowałam ładnych kilku minut na uświadomienie sobie, co tak naprawdę odwaliło się w tej pozycji. Dopiero ostatnie sceny pozwoliły mi połączyć pewne wątki, odpuszczając ostatecznie próby usprawiedliwienia zachowania pewnej postaci. Życie online oraz okrucieństwo, które kroczą na równi z anonimowością w sieci namawiają do wielu złych czynów, a one niestety nie mogą zostać wymazane szybkim usunięciem statusu. Czasami to ekran starego Iphone’a, ukrywanego w najmniej oczekiwanym miejscu, stanowi jedyną drogę ucieczki od przerażającej rzeczywistości. Równocześnie widać, że człowiek jest największym zagrożeniem, a tak naprawdę to my sami możemy w każdej chwili postawić jeden zbyt pewny krok, obracając w proch marzenia oraz plany na przyszłość.



W społeczeństwie przyjęło się, że ofiarami przemocy domowej są głównie żony. Mało kto mówi o nas, gnębionych mężach. Nie boję się przyznać, że jestem ofiarą.
I tak straciłem już resztki godności.

„Nie odpisuj” to psychologiczny rollercoaster, który na długo pozostanie w mojej pamięci. Pod wieloma względami przypomina książkę „Za zamkniętymi drzwiami”, autorstwa B. A. Paris. Obie pozycje wciskają w fotel, serwując gamę wielu emocji. Ponadto skupiają się na temacie przemocy domowej, przedstawiając perspektywę męczennictwa w bogactwie zarówno ze strony żony, jak i teraz męża. Jeśli mam być szczera, niesamowicie cieszę się z powodu tego, że debiut Marcela Mossa wydany został w tym roku. To daje nadzieję przyszłej literaturze, która w kategoriach thrilleru, kryminału oraz sensacji idzie w naprawdę dobrą stronę.



OPIS: "Żałuję, że przeczytałam tę wiadomość... To okrutne, ale żywię się cierpieniem innych ludzi. Cudze nieszczęście dodaje mi otuchy i uzmysławia, że świat nie zmówił się przeciwko mnie. Nie tylko ja mam pod górkę." Czy możesz wierzyć ludziom, których poznajesz w internecie? Martyna prowadzi profil społecznościowy, na którym internauci anonimowo zdradzają swoje tajemnice. Pogrążona w depresji kobieta zaczytuje się w problemach obcych ludzi, których cierpienie dodaje jej otuchy. Wydaje jej się nawet, że zna swoich czytelników lepiej niż oni sami. Pewnego dnia dostaje jednak wiadomość, którą powinna była zignorować. Opróżniona butelka wina sprawia, że dziewczyna traci czujność i odpisuje. W jednej chwili Martyna przestaje być tylko powiernicą sekretów anonimowych internautów. Od teraz staje się częścią czyjegoś życia, które jest jeszcze bardziej przerażające niż to opisywane w zwierzeniach. Gdyby tylko nie odpisała na tę wiadomość… "Oboje jesteśmy nierozumiani. Oboje tkwimy w próżni, gdzie nikt nie słyszy naszego wołania o pomoc."




Tytuł: Nie odpisuj
Autor: Marcel Moss
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Filia
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydanie: 04 września 2019



Starsze posty Strona główna

 

Na skróty

     
     
     
     
 

Kreatywne oceny

01/10 02/10 03/10 04/10 05/10 06/10 07/10 08/10 09/10 10/10 Patronat Medialny

POPULAR POSTS

  • Kolejne 365 dni – Blanka Lipińska
  • Depresja, czyli gdy każdy oddech boli – Monika Kotlarek
  • Narzeczona na chwilę – Monika Serafin
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Zaobserwuj nas na Facebooku!

Czarno na kreatywnym

Zostań z nami

Odwiedziny

Archiwum bloga

W skrócie

Jesteśmy czarno na kreatywnym — pikselowym atramentem niekonwencjonalnie wypowiadamy się na interesujące nas tematy, wykorzystując w ten sposób chwilę wolnego czasu w szalonym zagranicznym życiu.

Popularne posty

  • BĘDZIE BOLAŁO – Adam Kay
  • [PRZEDPREMIEROWO] ZNAK KUKUŁKI – Anna Bichalska
  • KOŁYSANKA Z AUSCHWITZ – Mario Escobar

Nasze najnowsze patronaty

Nasze najnowsze patronaty

Copyright © Czarno na Kreatywnym. Designed & Developed by OddThemes