Czarno na Kreatywnym
  • Strona główna
  • O nas
  • Współprace
  • Patronaty
  • Gatunki
    • Romans
    • Literatura obyczajowa
    • Thriller
    • Kryminał
    • Sensacja
  • Kreatywne grafiki
  • Napisz do nas

 


Pisarską karierę Katarzyny Nowakowskiej śledzę od czasu debiutu, gdzie skrycie marzyłam o tym, aby kiedyś obejmować patronatem jej książki. Dzisiaj to marzenie zostało spełnione, a na skrzydełku “Awangardy” z dumą widnieje nasze fioletowo-białe logo. I chociaż autorka od bardzo dawna znana jest z serwowania potężnych dawek zwrotów akcji oraz z zadawania bólu bohaterom, tego, co dostałam w najnowszej książce, całkowicie się nie spodziewałam. Zwłaszcza, że zwykle najbardziej cierpią ci, których darzy się sympatią i którzy na to zwyczajnie nie zasługują. I dokładnie tak było w tym wypadku.   

Ava ma idealne życie, układane wedle schematu nakreślonego przez swoją matkę. Kobieta od maleńkości wpajała córce bycie uległą dla swojego koniecznie obrzydliwie bogatego partnera, chociaż jest to całkowicie wbrew jej naturze. Doskonale jednak wie, że tylko w taki sposób poczuje, czym jest miłość, wynosząc taki wzorzec z rodzinnego domu. Wszystko obraca się jednak w drobny mak w chwili, gdy narzeczony Avy zostaje postrzelony i w stanie krytycznym trafia do szpitala. To otwiera przed młodą kobietą wrota do ekskluzywnego klubu “Awangarda” – miejsca, nad którym od teraz musi przejąć pieczę.  

Już od samego początku wraz z bohaterką dochodzimy do tego samego wniosku – nie można ufać zupełnie nikomu. Za nic jednak nie spodziewałam się, że to stwierdzenie będzie miało dosłowne zastosowanie, bo pozorny sprzymierzeniec nie jest tym, za kogo się podaje. Akcja jest wartka i niemal nie ma rozdziału, który nie dostarczył czytelnikom emocji. A to sprawia, że za szybko dociera się do końca, gdzie dzieje się najwięcej i gdzie wszystkie karty zostają wreszcie wyłożone na stół.  

Żal i gniew to bardzo niedobre uczucia.  

Ava na własnej skórze musi przekonać się, że iluzja życia usłanego różami skrywa brutalność oraz zdradę. Bardzo szybko nastaje jej przemiana, jako bohaterki, kierowana zwyczajnym sięgnięciem dna oraz potrzebą przeżycia w świecie, którego dotychczas tak naprawdę nie znała. I ja to całkowicie kupuję, bo młoda kobieta tak naprawdę nigdy nie mogła pochylić się nad tym, jaka naprawdę chciałaby być. Zawsze coś jej wpajano, do czegoś zmuszano i tak naprawdę stworzono z niej kogoś pozornie idealnego. Kogoś, kim musiała pozostać do samego końca.   

Santiago od początku był tym, kogo można nazwać moralnie szarym. Działał w swoim interesie, myśląc jedynie o długu, który za walczącego o życie narzeczonego musiała spłacić mu Ava. Na przestrzeni kolejnych rozdziałów dało się zauważyć zmianę w tej postaci, może przebłyski empatii, pokazywanej drobnymi gestami wsparcia… chociaż, czy faktycznie nie jest to kierowane własnymi pobudkami?  Ciężko mi napisać recenzję w taki sposób, żeby nie powiedzieć za dużo, bo największa frajda z lektury jest wtedy, gdy nie wpadnie się na żadne spoilery. Musicie mi jednak uwierzyć, że K. N. Haner przeszła samą siebie, zapewniając rozrywkę na poziomie, a jednocześnie rozplanowując dokładnie tak potężny zwrot akcji, że zostawił mnie w zaskoczeniu przez naprawdę długie minuty.   

"Awangarda" to jazda bez trzymanki po świecie pełnym niesprawiedliwości i spełniania marzeń największych elit. To w jakiś sposób pokaz siły oraz potwierdzenie doskonale znanej wszystkim tezy - wpływowym ludziom jest zwyczajnie łatwiej w życiu, zwłaszcza, że za pieniądze mogą kupić sobie dosłownie wszystko… łącznie z innym człowiekiem oraz jego życiem.   

Kiedyś mówiłam, że promujemy tylko dobre według nas książki i pod tą właśnie podpisuję się rękoma i nogami. I jestem dumna z możliwości dzielenia się cytatami oraz treściami związanymi z klubem Awangarda, do którego jako patronacki stróż serdecznie Was zapraszam. 




OPIS
: 
Ava Sackler nie zaprząta sobie głowy problemami. Została wychowana przez matkę, która wpoiła jej, że kobieta ma być jedynie ozdobą u boku bogatego mężczyzny - i właśnie takiego kandydata na męża jej znajduje. Obrzydliwie zamożny Roger Walton nie wyjawia, czym się zajmuje, a Ava udaje, że nie widzi, że pieniądze, które wydaje z konta narzeczonego, pochodzą z nie do końca legalnych źródeł. Sielanka kończy się w chwili, gdy Roger prawie traci życie w strzelaninie, a do Avy zgłasza się jego wspólnik i oznajmia, że dziewczyna musi przejąć obowiązki menadżera ekskluzywnego nowojorskiego klubu Awangarda.  Co weekend jego próg przekraczają najbogatsi i najbardziej wpływowi ludzie. Oczekują tylko jednego: indywidualnych zasad. Ava ma do czynienia z ludźmi, z którymi wcześniej nie chciałaby nawet przebywać w jednym pomieszczeniu. To bardzo niebezpieczne towarzystwo, a przewodzi mu Santiago Torres, któremu atrakcyjna menadżerka od razu wpada w oko. I to może być jedyne światełko w ciemnym tunelu prowadzącym w coraz to mroczniejsze zakamarki dzielnic zamieszkanych przez nowojorskie elity.  Niczego nieświadoma Ava wkracza w świat mrocznych pragnień, wybujałych fantazji i ludzi, którzy myślą, że za odpowiednią kwotę mogą kupić dosłownie wszystko. Nawet ją. Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.


Tytuł: Awangarda
Autor: K. N. Haner
Ilość stron: 312
Wydawnictwo: EditioRed
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydanie: 05 sierpnia 2025



Za możliwość przeczytania, patronatu medialnego oraz recenzji dziękujemy autorce i wydawnictwu:




 


Ostatnio jest mi dane czytać same dobre książki – fantastykę z motywem tajemnic, czy gorące romanse, które aż się proszą, aby wskoczyć w moją recenzencką kolejkę i pojawić się na blogu wcześniej, niż powinny. Dzisiaj jednak zasłużenie poświęcę kilka minut na to, aby opowiedzieć Wam o debiutanckiej powieści Karoliny Góry. I tak się składa, że jest to nasz patronat medialny, a jak wiadomo, promujemy same najlepsze rzeczy!    Niall Hudley obejmuje najwyższe stanowisko w firmie H&H, ale dalej bawi się swoim życiem, jakby zupełnie nic od niego nie zależało, a on był tylko szarym człowiekiem. W przeciwieństwie do swojego o wiele starszego wspólnika Jacka, nic nie robi sobie z rzeczy, które każdego poważnego mężczyzny byłyby powodem wstydu. W zbyt zakrapianych alkoholem nocach oraz wypełnionych kacem porankach wcale nie przeszkadzają mu zobowiązania, spotkania i zadania, które jako prawdziwy businessman powinien brać jak najbardziej poważnie. Kiedy jednak pewnego dnia przypadkowo staje się świadkiem sytuacji, gdy córka jego wspólnika pojawia się w ich firmie zapłakana, w dziwny sposób nie potrafi być temu obojętny. Nie, gdy ugodzona wstydem spowodowanym przez upokorzenie w szkole Caroline, doznaje kolejnego ciosu. Tym razem jest on zaserwowany przez najbliższego jej mężczyznę, bo ojciec woli spotkanie niż podarowanie wsparcia jedynej córce. O dziwo jednak trudności z matematyką to coś, z czym doskonale radzi sobie Niall i pomimo niechęci zgadza się udzielić jej kilku lekcji.    

Napięcie między dwójką bohaterów wyczuwalne jest od pierwszej strony, a przyciąganie zbliża ich do siebie. Ogromną rolę w rozwoju ich relacji zajmuje spryt Caro i upór, aby kłopoty dalej ukrywane były przed ojcem, przez co w szkolnym systemie pod nazwą opiekuna podany zostaje numer Nialla. Powoduje to między nimi spięcia, jednak wielokrotnie okazuje się ratować dziewczynie tyłek. Oboje szybko orientują się, jak dobre to jest wyjście, w obliczu tego, gdy Jack ignoruje oraz zaniedbuje swoje jedyne dziecko, zostawiając nastolatkę samą nawet w dniu urodzin. W każdej takiej sytuacji jest dla niej właśnie Hudley – dając wsparcie, zrozumienie, ramię do wypłakania oraz usta… które pomimo przeciwności pod postacią różnicy wieku, tak bardzo chce całować. Nic dziwnego więc, że zaczynają czuć do siebie nieco więcej. I chociaż Niall próbuje wmówić sobie coś innego, oboje niezaprzeczalnie angażują się w coś, co według ogólnie przyjętych norm nigdy nie powinno mieć miejsca. Czy relacja, która z góry skazana jest na porażkę, ma prawo dać im chociaż odrobinę szczęścia? A może szczęśliwe zakończenie to coś, co nigdy nie będzie dane tej parze?     

To było nasze pierwsze starcie z Karoliną Górą i chociaż autorka na Wattpadzie zgromadziła pokaźne wyświetlenia, jakoś do tej pory tam na nią nie trafiłyśmy. Wydaje mi się jednak, że wyszło mi to na dobre, bo dzięki temu mogłam na własnej skórze, po raz pierwszy zatopić się w tym romansie z różnicą wieku oraz motywem niebezpieczeństwa, gdy skrywana tajemnica ujrzy wreszcie światło dzienne. Autorka w idealny, wręcz bolesny sposób ukazuje to, jak miłość może poróżnić pozornie najbliższe osoby na długie miesiące i serce ściskało mnie, gdy czytałam tak przykre sceny. Zwroty akcji, dramaty i mnóstwo uczuć to cechy charakterystyczne "Juvenile", tak samo jak to, co EditioRed definiuje jako poziom „spicy”. Bo w tym pozornie lekkim romansie na jeden wieczór, znajdziecie nie tylko mnóstwo emocji, ale również ogromne napięcie między bohaterami.     

Powieść Karoliny Góry dostępna jest już w Empiku oraz na stronie wydawcy EditioRed, a my gorąco polecamy sięgnięcie po niego jak najszybciej! Tak cudowna okładka oraz zapierająca dech w piersi treść to coś, obok czego nie możecie przejść obojętnie!




OPIS
: 
Nie zakocham się w niej, to absolutnie niemożliwe!  On pomagał jej w nauce. Ona nauczyła go, czym jest miłość  Niall Hadley ma trzydzieści lat i świat u stóp ― jest współwłaścicielem świetnie prosperującej firmy, bajecznie bogatym i nieziemsko przystojnym. Młody biznesmen nie narzeka na brak powodzenia, ale interesuje go wyłącznie przygodny seks bez zobowiązań. Wciąż leczy rany po związku, którego wspomnienie trochę za często zdarza mu się topić w alkoholu. Nie ma zamiaru się zakochiwać, a już na pewno nie w Caroline Hood. Po pierwsze dlatego, że dziewczyna jest córką jego wspólnika. Po drugie Nialla i Caroline dzieli spora różnica wieku, a osiemnastolatka chodzi jeszcze do szkoły. Los jednak sprawia, że coraz częściej się spotykają ― im lepiej zaś Niall poznaje Caroline, tym bardziej dostrzega w niej fascynującą młodą kobietę, a nie rozpuszczoną nastolatkę, za jaką ją wcześniej uważał. W pewnym momencie oboje uświadamiają sobie, że ich relacja zamienia się we flirt.   Czy Niall złamie własne postanowienie i zaryzykuje utratę zaufania swojego wspólnika, mentora i przyjaciela?   Czy Caroline nie przestraszy się związku ze starszym od siebie mężczyzną?   



Tytuł: Juvenile
Autor: Karolina Góra
Ilość stron: 392
Wydawnictwo: EditioRed
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydanie: 9 kwietnia 2024



Za możliwość przeczytania, patronatu medialnego oraz recenzji dziękujemy autorce i wydawnictwu:


Cudowna okładka, polska autorka i hasło promocyjne, które wzbudza ciekawość – właśnie tym na pierwszy rzut oka wita nas kolejna powieść Katarzyny Mak. Skuszona propozycją objęciu jej patronatem i pierwszymi rozdziałami, które całkowicie mnie kupiły czułam, że to będzie strzał w dziesiątkę oraz powieść, wciągająca na długie godziny.   

Nie wiem, co poszło nie tak, że skończenie jej oraz napisanie recenzji zajęło mi tak wiele czasu: może w grę wchodziły też trudności życia codziennego oraz fakt, że zabierając się do skończenia tej książki, coś co chwilę przerywało mi lekturę. Ostatecznie jednak dotarłam do końca i jeżeli myślałam, że na przestrzeni wcześniej przeczytanych trzech czwartych książki wydarzyło się wiele… cóż. Końcówka to prawdziwy zbiór dramatów i rollercoaster bez żadnych hamulców.   

Izabella Mrówczyńska jest wedding-plannerką, która dostaje zlecenie nie do odrzucenia: ma zaplanować Sycylijski ślub dla wpływowego Vittoria Bellamonte oraz jego narzeczonej, Sereny. Jedyne, co najbardziej ją kusi do podjęcia się tego wyzwania, to pieniądze i namowy współpracownicy Darii, która uświadamia jej, w jak okropnej sytuacji finansowej się znajdują. Kobieta od samego początku zachowuje się tak, jakby chciała pozbyć się Belli, tak samo jak jej własny mąż. Iza wyjeżdza więc, mając przed sobą pierwszą w życiu podróż samolotem, z lekką obawą, niepewnością, ale niesamowitą odwagą.   Na miejscu szybko przekonuje się, że znalazła się w pozornym raju, co może jednak być tylko fasadą: przyszła panna młoda pokazuje pazurki, a jej wymagania spędzają głównej bohaterce sen z powiek. Wyjątkowo wyrozumiały wydaje się jednak narzeczony kobiety, który pomaga Izie niemal na każdym kroku. Jest naprawdę zafascynowany polką i chce zrobić wszystko, aby odnalazła się w tej wyjątkowej sytuacji.   Szybko jednak da się zauważyć, że w grę wchodzi coś więcej niż czysty biznes czy zainteresowanie osobą z innego kraju. Pytaniem, pojawiającym się natychmiastowo w mojej głowie było: kiedy to wszystko faktycznie przyjmie obrót, od którego nie będzie odwrotu? I, co ważniejsze, jak ugryzie to autorka?  

Motyw zdrady jest trudny w opisaniu i bardzo ciężko jest stworzyć go tak, aby faktycznie czytelnik zaczął kibicować postaciom, którym od samego początku pisane jest bycie razem. W wypadku „Boskiego Diavolo”, Katarzyna Mak nie pozostawia czytelnikowi żadnych wątpliwości: oboje głównych bohaterów jest całkowicie nieszczęśliwych, ich partnerzy ich nie zaspokajają ani nie dają wsparcia w żadnej sytuacji. Wręcz przeciwnie: momentami Rafał i Serena zachowują się tak toksycznie, że bywa to naprawdę niepokojące.   

Akcja była wartka i momentami działo się tyle, że zwyczajnie nie dawałam rady nadążyć. W szczególności tempo przyspieszyło drastycznie w ciągu ostatnich kilku rozdziałów, podczas lektury których musiałam przerywać, aby wszystko sobie poukładać i zastanowić się, czy faktycznie dobrze to wszystko zrozumiałam.     

Ogromny plus należy się autorce w szczególności za poruszenie tematu osób homoseksualnych oraz transpłciowych i tego, z jakimi trudnościami się one borykają – w szczególności w Polsce. Jest to coś, co miało znaczenie dla fabuły, jednocześnie stanowiąc rodzaj podprogowego przekazu: każdy ma bowiem prawo do szczęścia, bez względu na to, jaką płcią się czuje czy jakiej jest orientacji.      

Zakończenie książki było jednak tak zwyczajnie i po ludzku przykre. Jednocześnie niesie za sobą niesamowicie istotne przesłanie, pokazujące, że rozmowa w związku to klucz do uniknięcia mnóstwa niedopowiedzeń oraz sytuacji, które mogą zniszczyć nie tylko relację, ale w szczególności uwikłanego w nią człowieka.     

„Boski Diavolo” to pomimo swoich motywów, książka pełna ogromnie ważnych przesłań. Owszem, wypełnia ją rozlew krwi, wspomniana zdrada, i to na więcej niż jednym polu oraz czysta brutalność o wielu obliczach. Przede wszystkim jest to jednak powieść o odnajdywaniu szczęścia oraz swojej drogi życiowej i o tym, że w pewnym momencie niesamowicie łatwo jest stracić coś, co uznawano za pewne. Nic bowiem w życiu takie nie jest: nawet ono samo.      




OPIS
: 
Mafijna miłość na gorącej Sycylii  Izabella Mrówczyńska jest początkującą, ale już odnoszącą sukcesy bizneswoman z branży ślubnej i ― na pierwszy rzut oka ― szczęśliwą żoną Rafała. Firmę prowadzi z przyjaciółką swojego męża, Darią. Iza nie ma pewności, jakie relacje łączyły dawniej Rafała i jej wspólniczkę, jednak teraz nie ma to większego znaczenia. W ramach służbowych obowiązków Izabella wybiera się właśnie do Palermo. Jakie niespodzianki czekają na nią na słonecznej wyspie?  Diavola, Sycylijczyka z urodzenia i serca, czeka ślub z córką szefa wpływowej miejscowej rodziny, Sereną. Ten mariaż ma wzmocnić oba mafijne rody, zatem będzie to małżeństwo z rozsądku. I choć Serena jest chętna, to Diavolo, a właściwie Vittorio Bellamonte, niekoniecznie. Zamierza jednak dotrzymać danego słowa. Aby ślub miał jeszcze wspanialszą oprawę, mężczyzna decyduje się zamówić usługi wedding plannerki aż z Polski. I tak Diavolo poznaje Izabellę…


Tytuł: Boski Diavolo
Autor: Katarzyna Mak
Ilość stron: 328
Wydawnictwo: EditioRed
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydanie: 15 listopada 2023



Za możliwość przeczytania, patronatu medialnego oraz recenzji dziękujemy autorce i wydawnictwu:


Ayla jest policjantką, która od lat walczy z mafią, aby jak najbardziej naprawić splugawione społeczeństwo. Zajmuje się sprawą uprowadzenia małej dziewczynki, jednak coś idzie nie tak, a na nią zostaje nasłany zamachowiec. Siedem kul przeszywa jej ciało, ale w serce trafia dopiero ten psychiczny pocisk – moment przed strzelaniną, zauważa swojego narzeczonego, zdradzającego ją z jej własną siostrą.   Pół roku później kobieta zmuszona jest zacząć wszystko od nowa i usiłuje zrobić to, wreszcie kierując się zasadą, że jest dla siebie najważniejsza. Opinia rodziny czy pomoc siostrze w ciąży przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, a Ayla kupuje bilet w jedną stronę – na Alaskę. Już od samego początku podróży los pokazuje jej, że mogła to być jedynie najlepsza podjęta przez nią decyzję… chociaż czy aby na pewno, patrząc na mężczyznę, którego poznała na lotnisku?    

Bez bicia muszę przyznać, że Caroline Angel jest jedną z tych autorek, spod których pióra przeczytam nawet opis składu pasty do zębów. Ma w sobie to coś – tę lekkość, poczucie humoru oraz komfort, otulający czytelnika na kartach książek. Otwierając więc wiadomość z pytaniem o objęcie kolejnej powieści patronatem, pomyślałam, że nareszcie dostaniemy coś nowego. I wprawdzie od poprzedniej premiery tej autorki nie minęło zbyt wiele czasu, jednak przez fabułę jej książek płynie się tak szybko, jak szybko zostawia się ją po dotarciu do ostatniej strony – z tym gorzko-słodkim poczuciem cudownie spędzonego czasu, który jednak minął i nie wróci na następne miesiące.     

„Aniołek z Różkami” to opowieść idealna na spędzenie końcówki lata na dworze w ostatnich mocniejszych promieniach słońca. Bohaterowie oraz ich specyficzne poczucie humoru mogą wprawdzie nie trafić do każdego czytelnika, jednak dodaje to tylko wyjątkowości tak dobrej książce. Literatura byłaby nudna, jeżeli trafiłaby w każde gusta, a co jak co, ale tego zarzucić tej powieści nie można. Zwroty akcji, pełne napięcia sceny i wisienka na torcie, moment przed finałem, to mieszanka idealna do stworzenia porywającego dzieła.     

Nie ukrywam jednak, że początkowo miałam drobne obawy, bo Caroline Angel naprawdę wysoko podniosła poprzeczkę. Widząc zapowiedzi oraz opis, jeszcze przed przeczytaniem „Aniołka…” zastanawiałam się, jak ugryzie zderzenie dwóch światów – prawa, które do pewnego momentu uznawane było przez Aylę jako świętość oraz bezprawia, którym kieruje się praktycznie każdy mieszkaniec jej nowego domu… a już w szczególności Bailey. Jest całkowitym przeciwieństwem młodej policjantki, jednak potrafi dołożyć wszelkich starań, aby ochronić osoby, na których mu zależy. Oboje z Aylą wyznają zasadę, że rodziną są osoby przez nas wybrane, a więzy krwi to tak naprawdę wymysł. Nic dziwnego więc, że w pewnym momencie rodzi się między nimi naprawdę silna więź – są bratnimi duszami, spotykającymi się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie.     

Myślałam, że nic mnie nie zaskoczy ani nie rozłoży emocjonalnie na łopatki, jednak autorka ukryła w rękawie Eleanor oraz jej wątek – tu pozwolę sobie ominąć dokładny opis, żeby nie zepsuć nikomu lektury, bo sama nie przepadam za spoilerami, w szczególności takiego kalibru. Wspomnę jedynie, że był on naprawdę mocny i chociaż nie popieram podejścia Baileya do całej sytuacji czy ukrywania prawdy, tak zrozumiałe są jego obawy.     

„Aniołek z Różkami” to książka przypominająca nam o podstawowych wartościach i o tym, co jest w życiu ważne – odnajdowanie siebie i walka o lepszą przyszłość. Przede wszystkim jednak dobitnie podkreśla ona, że szczęście to coś, co zależne jest jedynie od nas, a życie może całkowicie się odmienić, jeżeli tylko mamy do tego wystarczająco odwagi.         





OPIS
: 
Lepiej żyć niebezpiecznie, niż umierać z nudów  Całe życie walczyła z mafią. Teraz musi stawić czoła nowym wyzwaniom Była policjantką, ale z nim jest gotowa złamać prawo  Ayla Deroy zostaje jednego dnia podwójnie zraniona. Najpierw odkrywa, że narzeczony zdradza ją z jej własną siostrą, a potem, gdy ma właśnie przyłapać oboje na gorącym uczynku, ktoś do niej strzela. Nasłany przez mafię zamachowiec trafia młodą policjantkę aż osiem razy! Ayla cudem uchodzi z życiem, nic dziwnego, że po wyjściu ze szpitala nie chce wracać do dawnego życia. Przed wspomnieniami ucieka najdalej jak się da, na Alaskę. Niestety, po drodze w niecodziennych okolicznościach traci wszystkie swoje rzeczy. Jedyną osobą, która może pomóc w ich odzyskaniu, jest tajemniczy mężczyzna poznany przez Aylę na lotnisku. Nieznajomy jest zabójczo przystojny, ale instynkt policjantki podpowiada dziewczynie, że także bardzo niebezpieczny. W takich kwestiach Ayla Deroy nigdy się nie myli… Choć swoich uczuć nie jest już tak pewna.  Akcja kolejnej części mafijnej sagi Caroline Angel gna naprzód jak rozpędzony motocykl!


Tytuł: Aniołek z Różkami
Autor: Karolina Kołbuc vel Caroline Angel
Ilość stron: 240
Wydawnictwo: EditioRed
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydanie: 22 sierpnia 2023



Za możliwość przeczytania, patronatu medialnego oraz recenzji dziękujemy autorce i wydawnictwu:

 

Kira Sadowska została złamana, a jej serce podeptane. Gorzki posmak zdrady długo będzie wyczuwalny w ustach oraz duszy. Jednak teraz coś ulega zmianie, a kobieta znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Były kochanek, teraz już martwy, okazał się kimś zupełnie innym, niż sądziła. Dołączył do tych, którzy ją zdradzili, a jego żywot zakończony został brutalnym morderstwem. Kto to zrobił? I czy Kira będzie następną ofiarą, skoro już dostaje pogróżki oraz jest śledzona?  

Kajtek dalej pracuje jako ochroniarz w klubie Honoraty. Mężczyzna wchodzi w posiadanie własności Kiry, przez co ich drogi ponownie się krzyżują. Tym razem jednak zostaje wciągnięty w sam środek problemów kobiety, gdy ta prosi go o to, aby był jej ochroniarzem. Początkowo chce odmówić, jednak szczerze jej współczuje i dlatego ulega namowom zdesperowanej businesswoman. Początkowo ich relacja ma być czysto zawodowa, jednak pożądanie ostatecznie łamie zasady panujące między pracodawczynią oraz jej ochroniarzem. W świecie pełnym brutalności oraz osiągania celu za wszelką cenę, nawet pieniądze nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa. Życie Kiry oraz jej najbliższych jest w ciągłym niebezpieczeństwie… czy wszyscy wyjdą cało z gry zapoczątkowanej przez dziedzictwo Sadowskiej?  

Alicja Skirgajłło zakończyła pierwszy tom swojej dylogii zwrotem akcji, który pozostawia nas zaskoczeniu oraz niecierpliwości. Dzięki temu czas do premiery drugiej części mijał naprawdę długo, ale wreszcie możemy przeczytać dalszą część historii młodej kobiety obarczonej dziedzictwem, które jednocześnie może zostać uznane jako przekleństwo. O tyle, o ile początkowo na Kirę spadało całe pasmo niepowodzeń oraz ogromny pech, tak w “Złudnych marzeniach. Dziedzictwie” wpada z deszczu pod przysłowiową rynnę. Cała powieść to dla Kiry ogromny, nieskończony piątek trzynastego. Czy da radę w końcu odnaleźć szczęście? A może całkowicie straci zmysły?  

Ta książka pokazuje, że nie każdy bohater ma cukierkowe życie, a bogactwo oraz nagła odpowiedzialność za dobrze prosperującą firmę nie oznaczają szczęścia i spełnienia. Pasje odchodzą na drugi plan, żal rozlewa się coraz mocniej, a wrogowie skutecznie testują wytrzymałość Kiry, która coraz bardziej zapada się pod przytłaczającym ciężarem cierpienia oraz zdrady. Jednak w tym wszystkim odrobinę światła próbuje wprowadzić rosnące uczucie między kobietą i jej ochroniarzem. I chociaż nie ma ono prawa istnieć, pożądanie skutecznie zmienia obojętność w coś głębszego, przez co obojgu bohaterom zaczyna na sobie zależeć.   

Główna bohaterka ma na swojej drodze mnóstwo przeciwności, a kolejne tajemnice całkowicie niszczą jej stan psychiczny. Chociaż długo zachowuje siłę, próbując patrzeć w przyszłość z pomocą Kajetana, upada kolejny raz. Ostatecznie to śmierć bowiem odbiera jej najważniejsze osoby, co staje się zapalnikiem decyzji, od których nie ma odwrotu. Na jaw wychodzą kolejne tajemnice… Jak Kira poradzi sobie, gdy pozostaną już tylko strzępy życia, które znała? I czy będzie w stanie podnieść się kolejny raz, mimo, że przyszłość nie wygląda na obiecującą?  

“Złudne marzenia. Dziedzictwo” to naprawdę smutna książka. Pokazuje strach, gorycz oraz zazdrość, a wszystko po to, aby podkreślić ukryty pomiędzy liniami morał: pieniądze nie kupią szczęścia. Nawet, jeżeli w grę wchodzi dobrze prosperująca firma oraz miliony, czasami do pełni życia potrzebna jest pasja, dwoje kochających rodziców, z czego jedno z nich nie jest biologiczne oraz pewien przystojny ochroniarz.  

Nasz patronat medialny do kupienia jest na stronie Wydawcy, a my gorąco zachęcamy do zostawienia ocen po lekturze tam lub na Lubimy Czytać. Chętnie też podyskutujemy z Wami o fabule, więc czekamy na komentarze i zachęcamy do wyrażania swoich opinii, nawet jeżeli mogą się one różnić od naszej! 



OPIS
: 
Już raz ją ocalił. Teraz znowu jest jej potrzebny Kira Sadowska traci ukochanego dwukrotnie jednego dnia. Raz najzupełniej dosłownie ― Eryk ginie w tajemniczych okolicznościach. I drugi raz ― kiedy się dowiaduje, że człowiek, którego uważała za swojego narzeczonego, był od dawna szczęśliwie żonaty. Niestety, dla Eryka rozkochanie w sobie Kiry było wyłącznie elementem oszustwa, mającego go doprowadzić do przejęcia całości udziałów w odziedziczonej przez nią firmie.  Jak na drobną dwudziestoparolatkę, zdecydowanie za dużo tych ciosów. A to przecież nie koniec kłopotów: atmosfera wokół Kiry i jej firmy jest niepokojąca. Ktoś życzy dziewczynie źle. Ktoś na tyle bezwzględny, że nie cofnie się przed niczym. Najwyższy czas pomyśleć o osobistej ochronie, tym bardziej że jest akurat pod ręką odpowiedni kandydat na bodyguarda….  
UWAGA ― kontynuacja przebojowej powieści Brudna gra!


Tytuł: Złudne marzenia. Dziedzictwo
Autor: Alicja Skirgajłło
Ilość stron: 450
Wydawnictwo: EditioRed
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydanie: 1 lutego 2023



Za możliwość przeczytania, patronatu medialnego oraz recenzji dziękujemy autorce i wydawnictwu:

 

Maeve i Gabriel myśleli, że miłość w świecie pełnym brutalności ma prawo istnieć, a ich uczucie, rozwinięte jeszcze w latach nastoletnich, przetrwa każdą przeciwność. Liczyli, że nic złego ich nie dosięgnie, a skoro mają siebie, są silniejsi niż cokolwiek innego. Zostali jednak zmuszeni do rozstania, które przypieczętowali przysięgą: w ciągu następnych dziesięciu lat odnajdą się, choćby mieli przebyć całą kulę ziemską.   

W tym czasie jednak Maeve umarła – w każdym razie dla ukochanego, który nie mogąc się pogodzić z jej rzekomą, potwierdzoną przez jego ludzi stratą, wyjechał, przejmując kontrolę nad gangiem motocyklowym znajdującym się aż na Alasce. Tak naprawdę jednak dziewczyna dalej tkwiła w sidłach apodyktycznego brata, który znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie. Zrobił z jej samooceny papkę, a jej kobiecość upodlił, przez co Maeve nienawidziła się pod każdym względem. Jedyne, co trzymało ją przy życiu to myśl o obietnicy, której termin ważności niedługo wygasał. I to właśnie to popchnęło ją do próby ucieczki z życia, stanowiącego jej własne więzienie. W chwili, gdy ostatni żyjący członek jej rodziny spróbował zadać siostrze ostateczny cios, odważyła się sięgnąć po pomoc i uciec. Wreszcie spróbowała zawalczyć o lepszą przyszłość, która była bliżej, niż mogła przypuszczać.    

Caroline Angel rozpoczęła kolejny rok w wyjątkowy sposób, świętując premierę kolejnej powieści jeszcze w styczniu. Wydając „Rówieśniczka Diabła” postawiła poprzeczkę naprawdę wysoko i zapowiedziała, że jest jedną z tych autorek, do których ten rok całkowicie należy. Maeve oraz Gabriel podbili serca czytelników, którzy mogli im tylko szczerze współczuć oraz kibicować na wspólnej drodze. Nic dziwnego, że gdy spotkali się ponownie, po tylu latach rozłąki, więź bratnich dusz wygrała, a oni odnaleźli szczęście, którego nie chcieli stracić chociaż na moment.     


Pamiętam każdy dzień, każdą naszą rozmowę i każdy dotyk jego ust na moim ciele. Tylko ten mężczyzna sprawiał i nadal sprawia, że czuje się w pełni sobą. Przy nim nie muszę ukrywać emocji, mogę swobodnie wyrazić swoją opinię bez strachu, że zostanę za to brutalnie pobita.    

Zwroty akcji oraz masa emocji to coś, czym Caroline Angel – teraz wydająca również pod prawdziwym nazwiskiem – przyciągnie do swoich powieści niejednego czytelnika. Niespełna trzystustronicowa powieść skrywa na swoich kartach opowieść o bólu, stracie oraz nadziei na lepsze jutro. Przede wszystkim jest to jednak lekcja tego, że należy ufać czasowi oraz ludziom, których się kocha, bo jeżeli naprawdę im na nas zależy, zawalczą o wspólne życie.     

„Rówieśniczka Diabła” pokazuje również, że stereotypy są naprawdę krzywdzące. Pozornie mała, czuła na krzywdy społeczność, do której wkroczyła Maeve szybko pokazała prawdziwe oblicze, kolejny raz skazując ją na poczucie osamotnienia oraz niesprawiedliwości. Ostatecznie również to właśnie ludzie, którzy mieli być dla niej dobrzy ponownie zadawali najgorsze ciosy. Ciosy, odpierane z pomocą degeneratów, o których krążyły same najgorsze plotki oraz spekulacje.     

Karolina Kołbuc dała nam lekcję pokory i tego, aby nie skreślać od razu każdej pozornie złej osoby. Pokazała, że w ludziach skrzywdzonych przez los często znajduje się ogrom dobra, które trzeba wykrzesać z odrobiną cięższej pracy, zrozumienia oraz cierpliwości. Z niezwykłą dumą więc objęłyśmy „Rówieśniczkę Diabła” patronatem medialnym, szerząc morał zawarty w pozornie prostym romansie porównywalnym do „Romea i Julii”, a Was zachęcamy do zamawiania swoich egzemplarzy!  




OPIS
: 
Odważni nie żyją wiecznie, ostrożni nie żyją wcale...  Romeo i Julia wśród motocyklistów  Dziesięć lat to szmat czasu. Właśnie tyle obiecali sobie Mae i Gabriel. Młodzi, zakochani, świata niewidzący poza sobą i... rzuceni w sam środek okrutnej rywalizacji motocyklowych gangów. Dziesięć lat czekania, rozłąki, tęsknoty. Dziesięć lat nadziei. Tak, Mae wciąż żyje nadzieją, że gdzieś w świecie czeka na nią ten, który zawładnął bez reszty jej sercem, gdy była nastolatką. Niestety, Dirk, brat dziewczyny, a przede wszystkim bezwzględny boss bandy motocyklistów, uczyni wszystko, by dwoje zakochanych rozdzielić na zawsze. A jeżeli Dirk Whitaker mówi, że zrobi wszystko, to oznacza, że nie cofnie się przed niczym. Nie powstrzyma się przed podłością, oszustwem ani zbrodnią. Królewna pilnowana przez smoka miałaby większą szansę na ucieczkę niż Mae. Ale ona nie jest królewną. Jest odważną i zdeterminowaną kobietą, która właśnie postanowiła, że sama będzie o sobie decydować. Przebój Wattpada, trzymająca w napięciu opowieść o wielkiej namiętności!


Tytuł: Rówieśniczka Diabła
Autor: Karolina Kołbuc vel Caroline Angel
Ilość stron: 264
Wydawnictwo: EditioRed
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydanie: 24 stycznia 2023



Za możliwość przeczytania, patronatu medialnego oraz recenzji dziękujemy autorce i wydawnictwu:

 

Zakończenia jednej książki to naprawdę wielkie wyzwanie, więc gdy w grę wchodzi podsumowanie czterotomowej serii, autor ma przed sobą ogromne wyzwanie. Tak naprawdę to on jest odpowiedzialny za wygórowane oczekiwania czytelników, którzy nauczeni fabularnymi rozwiązaniami twórcy, oczekują wielkiego finału. Ja po serii „Niebezpieczni mężczyźni”, K. N. Haner dotychczas nauczyłam się właśnie tego oczekiwania na zakończenie, które sprawi, że wstrzymam dech. Wydawało mi się, że zamknięcie tak rozchwytywanej serii będzie bombą, robiącą z mojego umysłu papkę. Ważna lekcja na dziś: nie warto czytać chociaż krótkich opinii, przed wyrobieniem własnego zdania na temat danego tworu. Ilość pełnych podziwu oraz zaskoczeń komentarzy skutecznie mnie omamiły.
A rzeczywistość brutalnie sprowadziła na ziemię.    

Blaire przez całe życie była wykorzystywana i nigdy nie sądziła, że kiedykolwiek spotka ją coś dobrego ze strony mężczyzny. Nie powinna być więc zdziwiona swoimi zawirowaniami z Phixem – gdy ona próbuje zapanować nad swoim imperium, w którym jest okradana, jej mąż podejmuje najkorzystniejszą dla siebie decyzję, aby umocnić swoją mafijną pozycję. Tylko czy w tym świecie jest miejsce na bycie „tą drugą”? A przede wszystkim, czy Blaire jest na to gotowa, chociaż jej serce pragnie mężczyzny na wyłączność?     

„Zła miłość” to pełna zawirowań opowieść o tym, że o własne szczęście trzeba zawalczyć z całej siły. Życie potrafi rzucać kłodami na każdym kroku, a duchy przeszłości ciągnąć się za nami, dopóki ostatecznie nie pozwolimy im odejść. Chociaż z pozoru działo się w tej książce wiele, sporo było momentów na refleksję. To było nie tylko podsumowanie kilkuletniej przygody autorki, ale przede wszystkim drogi, którą na przestrzeni poprzednich książek przeszła Blaire, aż do obecnego punktu. Drogi pełnej cierpienia tak wielkiego, że niejedna osoba na pewno poddałaby się gdzieś w połowie, nawet nie marząc o szczęśliwym zakończeniu.    

Jako czytelnikowi naprawdę długo zajęło mi zrozumienie, co tą końcówką próbowała przekazać autorka. Z perspektywy blogera wyraźnie zauważałam, że niektóre wydarzenia w powieści wyglądały na odrobinę naciągane, byleby dodać nieco sztucznego napięcia. Zostały wyjaśnione zaledwie kilkoma zdaniami i przez to kompletnie straciły u mnie na wiarygodności. Autorka usiłowała pokazać, że po tylu książkach ma jeszcze jakieś asy w rękawie, jednak nie wypadło to przekonywująco, a wręcz naciąganie. Czytałam na przestrzeni poprzednich miesięcy, czy nawet lat, naprawdę wiele książek. Zostawiały mnie w różnym stanie emocjonalnym: przez niektóre długo nie umiałam zabrać się za nowe powieści, inne osiadały w pamięci gorzkim rozczarowaniem zmarnowanego czasu na kompletnie niewykorzystany potencjał.     

„Zła miłość” to zakończenie pełnej wielu emocji serii, ale samo w sobie potraktowane zostało przeze mnie jako zwykły dodatek, który nie zmieścił się w poprzednich powieściach. Owszem, momentami nie zabrakło akcji, ale szybko urywane sceny nie zrobiły swojej roboty, dając irytację zamiast zainteresowania. To chyba najdłuższy tom serii, ale według mnie w dziwny sposób jest wyjątkowo… pusty. Zupełnie tak, jakby nadal czegoś mu brakowało od początku swojej fabularnej problematyki do satysfakcjonującego dla wielu czytelników zakończenia.  

Dla mnie to była po prostu kolejna książka, którą odłożę i do której raczej nie wrócę. Po prostu następna w powieściowym dorobku Haner, o której fabule naprawdę szybko zapomnę, nie wracając do niej w przyszłości.   






OPIS
: ON ma ją za zdrajczynię, ale ma do niej słabość. ONA widzi w nim potwora, ale swojego serca nie jest w stanie oszukać. Phix i ja kompletnie się pogubiliśmy. Manipulacja stała się naszą najgroźniejszą bronią. Miłość i nienawiść dzieli cienka linia, którą i ja, i mój mąż już dawno przekroczyliśmy. I naprawdę nie mam pojęcia, co czuliśmy bardziej. Chciałam nas uratować, ale w pojedynkę nie miałam na to szans. Wszyscy wiedzieli, że najgroźniejszego płatnego mordercę, mojego męża, może zabić jedynie prawdziwa miłość. I tak: to ja go zabiłam. Spotkaliśmy się w najbardziej nieodpowiednim miejscu i czasie, jedna zła chwila doprowadziła do wojny, ale to nasza ZŁA MIŁOŚĆ sprawiła, że przestaliśmy istnieć. I dalej nie było już nic…






Tytuł: Zła miłość
Autor: K. N. Haner
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: EditioRed
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydanie: 22 października 2022



Za możliwość przeczytania oraz recenzji dziękujemy wydawnictwu: 




Alicja Skirgajłło ma to do siebie, że swoimi powieściami całkowicie wciąga czytelnika i dostarcza niezapomnianych emocji. My towarzyszymy jej w pisarskiej przygodzie od kilku lat, kibicując oraz wspierając na każdym kroku. Seria „Romans mafijny” jest mi niesłychanie bliska, a patrzenie na rozwój bohaterów na przestrzeni kolejnych książek stało się pewnym rodzajem przyzwyczajenia. Tutaj jednak starsze pokolenie robi miejsce dla tego młodszego… a najnowszy tom dość długiej przygody pokazuje, że autorka nie wyszła z wprawy. Dobry humor? Jest. Dreszczyk niebezpieczeństwa? Obecny. Pikantne sceny? No bez nich to nie byłoby to samo!    

Główną bohaterką „My name is Lena” jest… tytułowa Lena. Siedemnastolatka wprowadza powiew świeżości do serii nie tylko swoim wyjątkowym charakterem oraz ciętym językiem, ale również niezależnością i odwagą. Jak na swój wiek zachowuje się naprawdę dojrzale, chociaż pewnie odziedziczyła to po swoim ojcu – znanym z poprzednich tomów Siergieju, który jest bossem Rosyjskiej mafii. Pozycja mężczyzny znacznie utrudnia nastolatce pozorną chociaż normalność, a każdy jej krok jest obserwowany przez co na dobrą sprawę nawet nie może popełniać błędów oraz wyciągać z nich lekcji bez ciągłego patrzenia na ręce. 

Evan Arta to dwudziestopięcioletni syn senatora, któremu Lena od razu wpada w oko. Ich pierwsze spotkanie nie należy według dziewczyny do udanych, a on pokazuje się z nieco bezczelnej oraz naprawdę nachalnej strony. To zdecydowanie bohater, który przyjmuje taktykę „chcę, więc biorę” i znacząco utrudnia to polubienie go, chociaż odgrywa w powieści naprawdę istotną rolę.     

Oprócz wyżej wymienionej dwójki mamy przyjaciółkę Leny, która jest dla niej jak siostra oraz całą zgraję znaną z poprzednich tomów. Każdy z nich dodaje coś od siebie, jednocześnie podczas lektury mimochodem czytelnik wspomina zachowania znanych już bohaterów z poprzednich części. I to była dla mnie przejażdżka pełna dobrych wspomnień, które czasem nasuwały się na myśl podczas scen z udziałem niektórych postaci. Jak na przykład Holly, która samym opowiadaniem o przeszłości swojej oraz Declana zaprowadziła mnie prosto do początków całej tej historii, gdzie mężczyzna był tylko zleceniem przerażonej policjantki.     

Ten tom serii „Romans mafijny” to w jakiś sposób przerwa od napięcia oraz scen pełnych brutalności czy przemocy. Tutaj skupiamy się na pierwszych miłostkach, na różnicy wieku oraz na tym, jak łatwo jest odebrać niewinność w świecie mafijnych porachunków. Nie mówię jednak, że nie było napięcia, chwil grozy czy momentów, w których przyłożyłam z zaskoczenia dłoń do ust.     

„My name is Lena” to zderzenie dorosłej rzeczywistości z osobami, które tak naprawdę dopiero próbują tego, jak smakują pierwsze używki czy adrenalina. Niebezpieczeństwo czyha na każdym kroku, a młode bohaterki, na których najbardziej skupia się akcja powieści, muszą odnaleźć w tym wszystkim miejsce na rozsądek oraz próbę normalności. Zawieszona między dwoma światami oraz kulturami, młodziutka Lena boryka się z wieloma dylematami, znacząco wpływającymi na jej dalsze życie. Jedną z kwestii spornych tej książki jest to, jak znacząca okazuje się momentami różnica wieku między nią i Evanem. Wynosi ona osiem lat, a według mnie mężczyzna na wielu polach pokazywał, że za dużo wymaga od nastolatki. To, w połączeniu z jego niesmacznymi żartami utrudniało mi podarowanie tej postaci jakiegokolwiek kredytu zaufania czy sympatii.     

Alicja Skirgajłło znana jest z dodawania do swoich mafijnych powieści dość specyficznego humoru, który ma za zadanie rozładować napięcie w intensywnych momentach. W tym tomie jednak nie ma obaw przed poruszeniem tematów, które dla niejednego autora mogą być trudne do ugryzienia. Myślałam, że przewidzę kolejny jej ruch na planszy całej powieści, jednak grubo się pomyliłam. Jeden z nich całkowicie zapędził mnie w kozi róg, a ja z przejęciem rozpoczynałam kolejny rozdział, niesamowicie zainteresowana dalszym przebiegiem akcji.    

Niektórzy twierdzą, że tematy mafijne zajmują ostatnio zbyt wiele miejsca w literaturze, jednak „Romans mafijny” to seria głównie skoncentrowana na pokazywaniu siły rodziny oraz relacji międzyludzkich. Bardzo gorąco ją polecam, a Was zachęcam do zakupu swoich egzemplarzy na stronie Wydawcy EditioRed lub na Empik.com.    






OPIS: Jest królową życia. Ale nawet w jej świecie czasem trzeba o nie walczyć...  Oto Lena ― pewna siebie, beztroska, piękna. Roześmiana, ciesząca się swoją młodością, jak każda nastolatka. Zwyczajna? Nie do końca. Nic nie może być zwyczajne, kiedy jest się córką potężnego bossa rosyjskiej mafii. Na potencjalnych adoratorów ten fakt może działać odstraszająco.  Nie na Evana. Evan nie przejmuje się takimi drobiazgami, nie przejmuje się też tym, że Lena początkowo wcale nie jest nim zainteresowana. Ani tym, że jego przyjaciele próbują wybić mu z głowy fascynację dziewczyną. Przyjaciele wiedzą, co mówią, wszak to doskonale znani z poprzednich książek Alicji Skirgajłło bracia mafiosi: Joshua i Declan. Ojcem Leny z kolei jest nie kto inny, jak Siergiej, ich rosyjski wspólnik w nie do końca legalnych interesach. Siergiej, który najbardziej na świecie nie lubi, kiedy ktoś go oszukuje, i który w gniewie potrafi być wyjątkowo okrutny. Co więcej, jak każdy mafijny boss, także ojciec Leny ma zaprzysięgłych wrogów...  Tysiące czytelniczek dało się już porwać mafijnej sadze Alicji Skirgajłło ― nowa odsłona serii to kolejna piorunująca mieszanka romansu i adrenaliny!







Tytuł: My name is Lena
Autor: Alicja Skirgajłło 
Ilość stron: 464
Wydawnictwo: Editio
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydanie: 02 sierpnia 2022


Za możliwość przeczytania, patronatu medialnego oraz recenzji dziękujemy wydawnictwu:


Starsze posty Strona główna

 

Na skróty

     
     
     
     
 

Kreatywne oceny

01/10 02/10 03/10 04/10 05/10 06/10 07/10 08/10 09/10 10/10 Patronat Medialny

POPULAR POSTS

  • Kolejne 365 dni – Blanka Lipińska
  • Depresja, czyli gdy każdy oddech boli – Monika Kotlarek
  • Narzeczona na chwilę – Monika Serafin
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Zaobserwuj nas na Facebooku!

Czarno na kreatywnym

Zostań z nami

Odwiedziny

Archiwum bloga

W skrócie

Jesteśmy czarno na kreatywnym — pikselowym atramentem niekonwencjonalnie wypowiadamy się na interesujące nas tematy, wykorzystując w ten sposób chwilę wolnego czasu w szalonym zagranicznym życiu.

Popularne posty

  • Zimny Jad – Aneta Sołopa
  • [PRZEDPREMIEROWO] Dzieciństwo w cieniu rózgi – Anna Golus
  • Wschód Słońca w Dniu Dożynek – Suzanne Collins

Nasze najnowsze patronaty

Nasze najnowsze patronaty

Copyright © Czarno na Kreatywnym. Designed & Developed by OddThemes