Czarno na Kreatywnym
  • Strona główna
  • O nas
  • Współprace
  • Patronaty
  • Gatunki
    • Romans
    • Literatura obyczajowa
    • Thriller
    • Kryminał
    • Sensacja
  • Kreatywne grafiki
  • Napisz do nas


Niedawno premierę miał debiut Darii Kwiecińskiej i chociaż nie jestem zwolennikiem mitologii, w szczególności nordyckiej, z czystej ciekawości postanowiłam dać mu szansę. Ku mojemu zaskoczeniu dość długą przygodę przebyłam zaskakująco szybko, a pierwszy tom serii „Ragnarok” nie stanowił czytelniczej bolączki, jak to czasami miewałam w przypadku niektórych debiutów. Muszę jednak przyznać, że nie był on tęczą oraz jednorożcami, a ja momentami swoje katusze wycierpiałam, ale hej: dotarłam do końca, bo gdyby nie to, ta recenzja w ogóle by nie powstała. A to zawsze coś, prawda?  

Akcja rozpoczyna się od sceny, w której Eline wraca do rodzinnego domu i wspomina poległych podczas wojny przyjaciół. To od razu mnie wciągnęło, tak samo jak rozpoczęcie pierwszego rozdziału od cofnięcia się w czasie do wydarzeń poprzedzających Ragnarok, co zasugerowało mi, że w sumie dobrze wybrałam, sięgając po tę powieść. Główna bohaterka rozpoczyna ostatnią klasę; ma swoje nastoletnie problemy, a pojawienie się nowych osób w szkole nieco miesza w jej pozornie poukładanym życiu. Odnalezienie dziwnego przedmiotu obok swojego nowego auta stanowi dopiero początek problemów, które ostatecznie doprowadzają ją do innego wymiaru. Tam z pomocą nowopoznanych znajomych oraz z drobnym wsparciem przyjaciół musi odnaleźć w sobie siłę, aby nie tylko pozostać przy życiu, ale przejść pomyślnie próby, doprowadzające ją do ostatecznego wyzwania. To w jej rękach leży możliwość uratowania wszechrzeczy oraz żyjących istot… ale czy da sobie z tym radę, skoro koniec jest bliski?    

To była momentami naprawdę ostra jazda. Początek książki zbombardował mnie wymyślnymi słowami oraz rzeczami z wykreowanego przez Kwiecińską uniwersum, a tu nawet słowniczek nie pomógł. Zwyczajnie nie dałam rady zapamiętać wystarczająco rzeczy, aby zrozumieć, co przez dane stwierdzenia miała na myśli autorka, gdy ta wiedza była potrzebna. I okej, mogłam się zwyczajnie cofać, jednak po prostu nie było mi na rękę niemal ciągłe kartkowanie. Brakowało mi opisów, wyjaśnień, które czytelnik mógłby wizualnie połączyć z nowym stwierdzeniem, co w znacznym stopniu ułatwiłoby dalszą lekturę. Ja miałam taką chwilę, gdy poczułam, że to jednak nie moja bajka, ale jak się zdążyliście domyśleć – nie lubię mieć niedokończonych książek. Więc i tą postanowiłam skończyć za wszelką cenę.    

Bez bicia przyznam, że liczyłam na dotarcie do ostatecznej próby, do rozwiązania oraz odpowiedzi na pytania, które od początku miała sama Eline. Moje rozczarowanie było więc przeogromne, gdy powieść została urwana niemal w środku akcji. Rozumiem zamysł takiego zadania, bo w końcu to nie jest jednotomówka, rozumiem również powagę ostatniej sceny. Tylko, że kurczę, jeżeli całą książkę nakreślane jest, jak istotne są próby, które określą wielkie „być a nie być” to chyba na tym wypadałoby zamknąć powieść.     

Nie wiem, czy winę ponosi tu moja podejrzliwość oraz podatność na szczegóły, jednak zauważyłam pewien foreshadowing – zapowiedzi tego, co czeka nas w dalszych częściach. Tym sposobem od razu dodałam dwa do dwóch na temat jej przyjaciółki oraz jej prawdziwych motywów.     

Daria Kwiecińska to autorka, która zaczynała na Wattpadzie. Tam „Popiół i wilki” pod starą nazwą Ragnarok doczekały się setek tysięcy odsłon, co stanowi naprawdę imponujący wynik. No i skoro o tej platformie mowa, bardzo chętnie poświęcę kilka linijek na skarcenie roboty grafika, bo już okładka z Wattpada wygląda o wiele lepiej niż to, co prezentuje książka wydana. Co w sumie jest drobną ironią, patrząc na to, że obie projektowała ta sama graficzka, ale jak wiadomo każdy ma swój gust: może autorce właśnie takie prace przypadły do gustu, może chodziło o licencję? Ja nie mam pojęcia. Mi pozostaje tylko mieć nadzieję, że okładka oraz treść drugiego tomu spełnią oczekiwania czytelników takich, jak ja: pragnących konkretnego dramatu, rozwiązania zagadki pierwszej części, a przede wszystkim czekających na rozwiązanie tego, jak wielkie szkody tak naprawdę spowodował Ragnarok.              



 




OPIS
: Eline wiedzie spokojne i szczęśliwe życie na mokradłach Missisipi, gdzie jej rodzina od lat hoduje konie. W tym z pozoru idealnym obrazie kryje się skaza, dziewczyna nie potrafi się w nikim zakochać. Kiedy w szkole pojawia się Rikki, bogaty, przystojny i tajemniczy chłopak, wszystko zaczyna się zmieniać. W ręce Eline trafia tajemniczy artefakt, a na jej skórze pojawiają się złote runy. Pradawna moc wdziera się w życie dziewczyny. Musi ona teraz udowodnić, że nie tylko przetrwa w brutalnym świecie przepełnionym magią, ale ma w sobie siłę, aby go ocalić. Koniec wszechrzeczy jest bliski! Nie będzie mieć litości nad niczym ani nad nikim! Nadchodzi Ragnarok! 



Tytuł: Popiół i wilk
Autor: Daria Kwiecińska
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: Inanna
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydanie: 22 września 2021










Zabierając się za czytanie „30 dni” miałam dziwne przeczucie. Nie byłam początkowo pewna, co ono może oznaczać, jednak jak to mówi słynne przysłowie „im dalej w las…”.

 


„Wyspa Mgieł” to debiut literacki Marii Zdybskiej, który w moje ręce trafił po wygraniu charytatywnej akcji w serwisie Allegro. Od dawna miałam ochotę zapoznać się z tą pozycją, a obietnica przeznaczenia funduszy na szczytny cel stanowiła dodatkową motywację i tak po bolesnych dwóch latach wreszcie odważyłam się zamknąć wakacyjne czytelnicze plany, ostatecznie po nią sięgając.

Na półkę z fantastyką bałam się sięgać głównie z powodu tego, że Marię Zdybską znam prywatnie. Nie wiedziałam czy w ogóle powinnam brać coś napisanego jej piórem, ponieważ zwyczajnie nie byłam pewna własnego obiektywizmu względem treści. Czytając jednak jej debiutancką powieść, całkowicie odrzuciłam od siebie kto ją napisał, skupiając na zapoznawanych wydarzeniach oraz fabule. Wydana w 2017 roku powieść, doczekała się odrodzenia kilka lat później, jednak ja skupię się na pierwowzorze, ponieważ tylko z nim obcowałam. Warto jednak zacząć od pytania, jaką jakość ofiarował czytelnikowi, który kuszony wieloma cytatami, banerami oraz promocjami, w końcu po niego sięgnął.

Żywi byli bardziej niebezpieczni niż umarli.

Już na początku książki poznajemy główną bohaterkę. Lirr, bądź jak kto woli Elirrianoi to przybłęda, którą piraci wyłowili z morza. Jej rodzice są nieznani, a mężczyzna, którego miała za ojca sprowadził ją do Ysborga dla lepszej przyszłości. Wbrew swojej naturze zmuszona jest więc żyć na pozornej wolności, odizolowana od innych ludzi oraz łapiąc desperacko każdy powiew samodzielnych decyzji. Jej kroki są jednak monitorowane, a momentami wyprzedzane, ponieważ zasady Królowej Maeve są nie do złamania. Jej woli nie można się sprzeciwić, więc gdy ostatkami sił wysyła podopieczną w niemal samobójczą misję zdobycia magicznego lekarstwa, nie ma ona innego wyjścia niż dzielnie gnać przed siebie z nadzieją powodzenia. 

Obiecująca lektura nosi na kartach zapach wody morskiej oraz powiew magii, a ja przymykałam oko na zachowanie głównej bohaterki, zwyczajnie ciekawa wartkiej akcji. W pewnym momencie jednak dotarłam do punktu, gdy odkładałam książkę na bok, ponieważ niedojrzałość, naiwność, a chwilami zwyczajna głupota Lirr działały mi na nerwy. Z przykrością muszę przyznać, że dziewczyna jest jedną z większych wad tej książki i kurczę, zwyczajnie ciężko mi się czytało, w szczególności z powodu tego, że całość opowiadana jest właśnie z jej perspektywy. 

Fantastyka jest niesamowicie ciężkim gatunkiem, to fakt oczywisty. Maria Zdybska miała więc przed sobą ogromne wyzwanie wykreowania własnego świata, który, nie powiem, zapowiadał się obiecująco. Niestety porządnym minusem jest tu brak przedstawienia go: mapki lub chociażby opisów, bo o wiele bardziej powinny skupiać się one na otoczeniu, niż myślach zbuntowanej Lirr, która życzyła źle kolejnej dopiero co napotkanej na swojej drodze postaci. Okrojony obraz sprawiał, że wczucie się w akcje było trudnością, co odbiło się nie tylko na szybkości czytania oraz płynięcia przez fabułę, ale i na odbiorze całości. Chętnie dowiedziałabym się więcej o Królowej Maeve, bo jest to kobieta władająca twardą ręką, w pierwszej części ukazana jako podatna na zranienie. Jednocześnie otacza ją ciemna aura pewnego rodzaju zagrożenia oraz niebezpieczeństwa wobec głównej bohaterki. 

— Czy w ogóle nie zastanawia cię, jak to możliwe, że żyjesz pomimo tego, że… cię zabiłem?
— Może po prostu jesteś kiepskim strzelcem. 

Warto wspomnieć błędy autorki, które jakimś cudem zostały pominięte podczas ostatecznej korekty: ucięte zdania, takie jak na przykład „Oczywiście poza Asterle – pomyślał, a po chwili z przekąsem – …jej ludźmi i służącymi”, dublowane słowa, niewyeliminowane po poprawieniu, pokroju „gdy się obudziła się” lub powtórzenia typu „wymacała po omacku”. Jak już mówimy o niedociągnięciach to warto również wspomnieć o morzu oraz piractwie, czyli rzeczach, które powinny być synonimami całej powieści. W „Wyspie Mgieł” stanowią one jedynie drobne punkty zaczepienia, co mam nadzieję ulega zmianie w kontynuacji. I ja nie twierdzę wcale, że „Wyspa Mgieł” jest złą książką. Napisana została stylem, którego brakowało mi w czytanych niedawno pozycjach, obejmuje ją przyzwoita szata graficzna, a akcja oraz sceny utrzymujące napięcie nieświadomie odbierały mi dech, bo zwyczajnie nie wiedziałam, do czego jest w stanie posunąć się autorka. Problem polega jednak na tym, że jest ona po prostu nieco niedopracowana, miejscami zwyczajnie nudziła no i czytania nie polepszał fakt ciężkiego charakteru Lirr, która jedyne, o czym myślała w przerwach między obrażaniem wszystkich wokół, to chłopak, który jej się podobał.


Ostatecznie ją polecam: bo nie jest krzywdząca, a nawet umili wieczór, poranek lub południe, w zależności od pory, w której po nią sięgniecie. Przymrużcie jednak oko na pewne kwestie lub zwyczajnie kupcie drugą wersję, czy jak kto woli, drugie wydanie, „Wyspy Mgieł”. Gwarantuję, że jeśli wydawnictwo faktycznie pozbyło się technicznych wpadek pierwowzoru, nie ograniczając edycji do okładkowego logo, nie powinniście się zawieść!



Billedresultat for wyspa mgieł okładkaOPIS: Czasami dwie dusze łączy więź silniejsza niż śmierć. Ona – przybrana córka pirata, uratowana z morskiej kipieli. W jej przeszłości ukryty jest klucz do potężnej mocy, która może przynieść wybawienie lub zgubę. On – potężny mag, wyrzutek, arogant i sybaryta. Od lat poszukuje, choć sam nie wie, czego i dlaczego. Kiedy jednak ich drogi się spotykają, przejmują nad nimi kontrolę siły potężniejsze od nich samych. Bogowie i demony, nieumarli i czarnoksiężnicy, zapomniana magia i stracone życia – droga do ich poznania zaczyna się na tajemniczej Wyspie Mgieł.









Tytuł: Wyspa Mgieł
Autor: Maria Zdybska
Ilość stron: 480
Wydawnictwo: Inanna
Kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
Wydanie: 15 maja 2017


Starsze posty Strona główna

 

Na skróty

     
     
     
     
 

Kreatywne oceny

01/10 02/10 03/10 04/10 05/10 06/10 07/10 08/10 09/10 10/10 Patronat Medialny

POPULAR POSTS

  • Kolejne 365 dni – Blanka Lipińska
  • Depresja, czyli gdy każdy oddech boli – Monika Kotlarek
  • Narzeczona na chwilę – Monika Serafin
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Zaobserwuj nas na Facebooku!

Czarno na kreatywnym

Zostań z nami

Odwiedziny

Archiwum bloga

W skrócie

Jesteśmy czarno na kreatywnym — pikselowym atramentem niekonwencjonalnie wypowiadamy się na interesujące nas tematy, wykorzystując w ten sposób chwilę wolnego czasu w szalonym zagranicznym życiu.

Popularne posty

  • [PRZEDPREMIEROWO] ZNAK KUKUŁKI – Anna Bichalska
  • [PRZEDPREMIEROWO] “DRWAL. MIŁOŚĆ, KTÓRA NARODZIŁA SIĘ Z NATURY" – K. N. Haner
  • [PRZEDPREMIEROWO] MORDERSTWO MA MOTYW – Francis Duncan

Nasze najnowsze patronaty

Nasze najnowsze patronaty

Copyright © Czarno na Kreatywnym. Designed & Developed by OddThemes