Czarno na Kreatywnym
  • Strona główna
  • O nas
  • Współprace
  • Patronaty
  • Gatunki
    • Romans
    • Literatura obyczajowa
    • Thriller
    • Kryminał
    • Sensacja
  • Kreatywne grafiki
  • Napisz do nas


Ostatnio znowu zaczęłam przyłapywać się na tym, że tygodnie przepływają mi przez palce, a ja powoli tracę głowę do wszystkiego. Nieco bardziej stresujący okres znowu zawitał w moim życiu, co mocno odbiło się na czytaniu. Poprzednie dni jednak urozmaicała mi najnowsza książka Ludki Skrzydlewskiej, którą miałam w planach od naprawdę dawna. Czy zaserwowała mi upragnioną chwilę odpoczynku? A może okazała się koszmarem?    

Poprzeczka co do powieści wychodzących spod pióra tej autorki była dotychczas naprawdę wysoka. „Król Grzechu”, czyli pierwsza część serii „Królowie Vegas”, był fenomenalny, wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, a ja wciągałam ją jak gąbka wodę. Bez chwili wahania sięgałam więc po drugi tom, ciekawa przygód kolejnych bohaterów, gdy tylko dostałam do tego okazję.    

Jade zmuszona jest dźwigać ciężar konsekwencji koszmarnych decyzji podjętych przez swoich rodziców… a już w szczególności ojca, który jest uzależniony od hazardu. Zadłużony u szemranych typów znowu wciąga córkę w niebezpieczeństwo, która kilka lat wcześniej za spłatę kolosalnych sum podpisała kontrakt zobowiązujący do małżeństwa z Rexem Russelem. Jedynymi zainteresowaniami mężczyzny są ignorowanie Jade oraz praca, chociaż czasem znajdzie też miejsce na zjedzenie z nią niesamowicie cichego posiłku. Kobieta myśli, że będzie tak do końca, jednak ostateczność zmusza ją do prośby o kolejną pożyczkę. Zamiast dodatkowej, obszernej umowy, dostaje w zamian aneks dotyczący poprzedniej: wykreślenie zakazu kontaktów seksualnych pomiędzy parą papierowych małżonków.    Z przykrością muszę zauważyć, że ta książka to jedna wielka czerwona flaga. Rex zachowywał się jak władca całego świata, zmuszając wręcz Jade do odbycia stosunku za kolejne potrzebne jej ojcu pieniądze. I tak, bohaterka była na niego napalona, ale chociażby pierwsza scena erotyczna, gdzie Jade wyraźnie mówi „nie”, utwierdza w przekonaniu, że coś tu jest mocno nie tak. Mam wrażenie, że autorka trochę za daleko popłynęła, wciskając seks dosłownie co kilka scen, ignorując rozwinięcie relacji stworzonych postaci. Niestety jednak im dalej w las, tym gorzej, a ja kompletnie nie wierzyłam w nagłą zmianę Rexa, bo nic za nią nie stało, oprócz obsesji z początku ich relacji.     

W naszym kontrakcie znajduje się jeszcze jeden zapis, który sprawia, że podchodzę do tego wszystkiego poważnie: złamanie któregokolwiek z punktów skutkuje przekazaniem drugiej stronie pieniędzy przeznaczonych na spłatę długu.  

Ludka Skrzydlewska znana jest z romansów, które porywają czytelników i ciągną przez szaloną, pełną wybojów drogę do szczęśliwego zakończenia. Tutaj również tak było, ale zabrakło mi faktycznego uczucia oraz rozwoju relacji. W wypadku „Króla Enigmy” był to zwykły przeskok bez większego podkładu. Nawet fabuła nie była tak wciągająca, bo ogromną jej część stanowił seks, który prawie za każdym razem był obszernie opisany. Rozumiem pociąg bohaterów do siebie, ale tutaj po prostu było to dość niesmaczne. Padł też aspekt proporcjonalny, bo to nadal powinna być książka z fabułą, która tak naprawdę zajmuje pierwsze trzy i ostatnie trzy rozdziały.     

To nie było coś, czego się spodziewałam i zastanawiam się, czy sama podkopałam pod sobą dołek, mając nieco zbyt wysokie oczekiwania. Teraz na pewno one zmalały, więc pozostaje mi cierpliwie czekać na kolejną książkę napisaną przez tę autorkę, po którą chętnie sięgnę, żeby poczytać coś nowego. Trzeci tom serii „Królowie Vegas” pewnie niedługo trafi na rynek, a ja prędzej czy później zobaczę, co zostanie nam zaserwowane. Mam nadzieję, że tym razem będzie coś nieco smaczniejszego.    






OPIS: Nie wie, kim jest jej mąż. Nie wie, co do niego czuje. I nie ma pojęcia, co będzie dalej… 
Jade i Rex są małżeństwem od ponad dwóch lat, ale przez ten czas zamienili ze sobą może kilkadziesiąt słów. Nie dotykają się. Jade nie wie niczego istotnego o tajemniczym mężczyźnie, z którym w świetle prawa jest związana przysięgą małżeńską na dobre i na złe. Niczego po za tym, że jej niebywale przystojny mąż to człowiek niebezpieczny i trudny w kontakcie. Kiedy tylko może, unika ludzi, a gdy już koniecznie musi z kimś rozmawiać, jest oschły, nieprzystępny i zimny.  Skąd się wzięło to dziwaczne małżeństwo? Dlaczego Jade się na nie godzi?  Cóż, Rex miał pieniądze, a ojciec jego przyszłej żony ― długi u bardzo złych ludzi, którzy nie cofnęliby się przed niczym, byle tylko odzyskać należność. Jade nie miała wyjścia: by ratować ojca, musiała wyjść za mąż. Przez dwa i pół roku ten dziwny małżeński układ działał, ale teraz gangsterzy wrócili, ojciec młodej kobiety leży ciężko pobity w szpitalu, a ona musi prosić o pomoc… Jakie żądania postawi jej tym razem Rex? I co ich spełnienie będzie oznaczało dla Jade? A może przyjęcie jego warunków wyzwoli w niej nieznane wcześniej pragnienia?  
Kolejna po Królu grzechu powieść z fascynującego cyklu Królowie Vegas!





Tytuł: Król Enigmy
Autor: Ludka Skrzydlewska
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Editio Red
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydanie: 09 lutego 2022



Za możliwość przeczytania oraz recenzji dziękujemy wydawnictwu:





Debiut Julii Brylewskiej zakończony został zwrotem akcji oraz decyzjami, od których bohaterowie nie mieli odwrotu. Pozostawiona z większą ilością pytań niż odpowiedzi zastanawiałam się, czym autorka zaskoczy czytelników w kolejnym tomie serii Inferno. Czas ostatnio przelatuje mi przez palce i pomimo drobnej niepewności, wreszcie skorzystałam z wolnej chwili, biorąc się za dalszy ciąg przygód Hailey i Victora. Czy spotka ich wreszcie szczęście? A może po burzliwym rozstaniu nie spotkają się już nigdy więcej?    

Hailey opuszcza Filadelfię i zamieszkuje w Bostonie. Tam znajduje pracę, w której się spełnia oraz wynajmuje mieszkanie – można powiedzieć, że osiąga spory sukces. Spotykamy ją rok po wydarzeniach z finału „Devil”. Bohaterka pomimo prób odsunięcia od siebie przeszłości, z powodu ślubu najlepszej przyjaciółki ze swoim bratem musi wrócić do domu. A to może stanowić ryzyko spotkania mężczyzny, który złamał jej serce, a potem je podeptał. O dziwo dochodzi do tego szybciej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Pomimo żalu oraz bólu rozdzierającego serce, Hailey nadal czuje dziwny ścisk, widząc Victora z inną kobietą. Zaczyna się zastanawiać, czy ona również może go dotykać i sprawia, że wreszcie jest szczęśliwy? A może mężczyzna przez cały ten czas czekał tylko na nią?    

W tym tomie główny wątek stanowi nadchodzący ślub przyjaciółki Hailey oraz jej brata. Okres kilku tygodni, podczas których mają miejsce przygotowania oraz plany wielkiego dnia mija tak szybko, że zastanawiałam się, jakie zwroty akcji szykuje dla nas autorka, aby pociągnąć akcję dalej. O dziwo jednak prawie nic się nie dzieje, a akcja ze ślubem jest zapowiadana dopiero na koniec powieści. Wreszcie następuje konfrontacja głównych bohaterów, pozornie mają iść w swoją stronę po wyjaśnieniu sobie wszystkiego, jednak znowu dochodzi do ich romansu. Hailey dalej próbuje uznać temat Sharmana za zamknięty, kończy się to w zupełnie inny sposób i ostatecznie znowu stają się parą.     

Po przeczytaniu „Angel” wróciłam na bloga i odkopałam swoją recenzję pierwszego tomu, aby przypomnieć sobie, jak go oceniłam. Gdybym wtedy wiedziała, jak wypadnie kontynuacja, na pewno zawyżyłabym ocenę debiutu autorki, bo tutaj sporo rzeczy poszło po prostu nie tak. Cała książka wyglądała na naciąganą, jednie po to, aby bohaterowie do siebie wrócili… i tyle. Gdybym miała opisać akcję w skrócie użyłabym tylko kilku określeń: powrót, przygotowania, gala oraz zakończenie, o którym więcej nie napiszę, żeby przypadkiem nie spoilerować bardziej, niż powinnam. Pragnę jednak przypomnieć, że mówimy tu o całej książce, w której mimo wszystko powinno dziać się sporo, aby zatrzymać zainteresowanego czytelnika. I chociaż do końca powieści dotarłam naprawdę szybko, niesamowicie się męczyłam.     

Po tej książce liczyłam na uzupełnienie braków, znalezionych w pierwszym tomie. Pragnęłam bliżej poznać Victora Sharmana, ale nastąpiło to tylko w minimalnym stopniu, chociaż początek „Angel” dawał mi ogromne nadzieje. Na pewno na plus byłyby wspomnienia dawnych lat, tylko, że chociaż było kilka takich scenek, nadal czułam straszny niedosyt.     

Drugi tom serii Inferno mnie zawiódł, a po debiucie myślałam, że już gorzej być nie może. Najwidoczniej jednak jabłko może być jeszcze bardziej zepsute od rodzącej je jabłoni. Czy przeczytam trzeci tom? Na pewno, bo jak wspominałam w poprzedniej recenzji, nie lubię mieć niedokończonych serii. No i prawda jest taka, że chętnie dam autorce trzecią, ostatnią już szansę.    


 


OPIS: Drugi tom niewiarygodnej trylogii „Inferno”! Wydaje się, że życie Hailey w końcu zaczęło się układać i na stałe zagościło w nim to, o czym dziewczyna marzyła – spokój. Kobieta ma własne mieszkanie oraz pracę, w której szybko odnosi sukcesy. Wszystko zdaje się więc iść w dobrym kierunku. Rana w jej sercu już prawie się zagoiła i Hailey wymazała z pamięci mężczyznę, który niemal ją zniszczył. A może to tylko złudzenie? Z pewnością nie sądziła, że tak prędko ponownie pojawi się w Filadelfii – mieście, w którym zostawiła swoje serce i dumę. W mieście, w którym zostawiła jego. Widok innej kobiety u jego boku będzie pierwszym sprawdzianem, jakiemu Hailey zostanie poddana. Czy naprawdę zdołała zapomnieć o Victorze Sharmanie? I czy on zapomniał o niej?



Tytuł: Angel
Autor: Julia Brylewska
Ilość stron: 312
Wydawnictwo: Wydawnictwo NieZwykłe
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydanie: 20 października 2021



Pozory potrafią sprawić, że nasze spojrzenie na daną pozycje nie pokrywają się z faktami. Otwierając paczuszkę od EditioRed z dość cienką powieścią autorstwa Angeli Węckiej poczułam powiew jesieni. Okładka pasowała do tego idealnie, a ja przewidywałam miły wieczór przy książce, której akcja rozgrywała się zaledwie kilkanaście kilometrów od miejsca, w którym byłam.     

Jagoda Worytko ma dość swojego dotychczasowego życia i chcąc od niego odpocząć przenosi się z Warszawy w okolice Borów Tucholskich. Jej dziadkowie mieli tam domek, który po ich śmierci został porzucony, a ona pomimo zobowiązań w firmie, którą prowadzi, postanawia wyjechać. Pozornie małe miasteczko skrywa jednak swoje tajemnice, tak samo jak mieszkańcy. Co wspólnego z tym wszystkim ma rodzina bohaterki? I czemu wszyscy okazują się tacy podejrzliwi, skoro to pozornie spokojne miasteczko?    

„Męski obowiązek” to druga powieść Angeli Węckiej wydana u EditioRed. Pozostałe książki dopieszczała w każdym calu pod marką swojego niedawno założonego wydawnictwa Spisek Pisarzy. Za sobą mam lekturę między innymi „Ostrego” (link do recenzji) oraz „Kampera”, którego recenzji nie będę umiała odpowiednio napisać pewnie jeszcze przez najbliższe miesiące z powodu sprzeczności w jednolitej opinii na jego temat.     

W tym wypadku dostajemy bohaterkę, która za nic ma poczucie obowiązku oraz jakiejkolwiek odpowiedzialności, a pracę uważa za zajęcie w wolnym czasie. Jestem doskonale świadoma, że istnieje pojęcie pracy zdalnej, jednak to, co robiła Jagoda nawet przy słowie „praca” nie stało, chociaż kilka niezbyt szczegółowych opisów miało za zadanie sugerować coś zgoła innego. No i zniesmaczył sam fakt, że pracownicy Jagody sugerowali jej powrót, co ona miała po prostu gdzieś, bo rzekomo „wiedziała co robiła”, chociaż za takimi słowami mogła stać przecież przyszłość firmy. Zdradzę Wam sekret: nie, nie wiedziała, ale była to bohaterka zbyt zapatrzona w siebie oraz własne racje, aby dopuścić do siebie cokolwiek, co faktycznie mogło być dla niej słuszne.     

Ilość nagromadzonej złej energii, wypadki i podmuch śmierci oraz szaleństwa sprawiły, że naprawdę zapragnęłam zniknąć. Mogłam to zrobić. Mogłam się poddać. Miałam na tyle pieniędzy, aby wrócić do stolicy. 

Zaczynając czytać tę powieść liczyłam na coś, co pochłonie mnie i zapewni dobrą zabawę na jeden wieczór. Niestety wyszło zupełnie inaczej, a ja po połowie książki próbowałam namówić Emmę, żeby to jednak ona podjęła wyzwanie dobrnięcia do końca „Męskiego obowiązku”. Jedną z moich największych ambicji jest dokańczanie każdej lektury, więc pomimo narzekań byłam wręcz skazana na towarzystwo Jagody i Kostka. I nawet nie wiecie, jak cieszyłam się, gdy wreszcie dobrnęłam do ostatniej strony, zapowiadającej nieunikniony drugi tom. Pochodząc z Mazowsza, nie stykam się na co dzień z Kujawami oraz gwarą tego terenu. Czasem żartuję sobie z Emmą ze słynnego „jo”, które z niewiadomych powodów bawi mnie do łez. Tylko, że nadmiar używania tego stwierdzenia wychodził mi uszami podczas czytania „Męskiego obowiązku”. I jakoś wierzyć mi się nie chce, że w rzeczywistości ludzie stamtąd faktycznie tak nałogowo go używają, wciskając dosłownie w każde zdanie.    

Jak na lekko ponad 200 stron niestety nie grało mi tu zbyt wiele rzeczy. Pomimo wyżej wspomnianych aspektów nie potrafiłam uwierzyć w relację Kostka i Jagody, no i warto wspomnieć o błędach oraz literówkach, które nie tyle, że utrudniały lekturę, ale po prostu dawały mi wrażenie odwalenia roboty na szybko, byleby puścić powieść do druku.     

„Męski obowiązek” punktuje u mnie bardzo ładną okładką, stylem autorki, który jakoś nie utrudniał czytania jeszcze bardziej, niż robiło to wszystko inne oraz długością tekstu. Chociaż początkowe nastawienie dawało ogromne nadzieje, niestety ja zwyczajnie się zawiodłam.    






OPIS: 
Las, miłość i tajemnica… Jagoda Worytko porzuca Warszawę. Przed dotychczasowym życiem z jego kłopotami zamierza się ukryć w Borach Tucholskich. Może tu, w głębi lasu, zazna spokoju i odpoczynku? Cóż, jeśli Jagoda naprawdę pragnie uciec od problemów, mogła wybrać lepiej. Zabita dechami wioska w dziczy nie wita jej ciepło. Nie zapewnia jej też wytchnienia ani odrodzenia. Ani tym bardziej bezpieczeństwa. Coś jest tu bowiem bardzo, bardzo nie tak. O tym, że Smolniki to nie bajkowy koniec świata, a raczej miejsce pełne ponurych tajemnic, Jagoda przekonuje się szybko. I boleśnie ― gdy opiera się o barierkę, która okazuje się przegnita lub… podpiłowana, i wpada do jeziora. Potem jest tylko dziwniej. Czy w wiejskiej świetlicy Jagoda naprawdę widzi trupa? Czy jej starsza sąsiadka Lipska jest jedynie nieszkodliwą starszą panią? A może, jak opowiadają miejscowi, to groźna wiedźma? Worytko czuje, że popada w paranoję. W utrzymaniu zdrowia psychicznego wcale nie pomaga jej romans z Kostkiem, przystojnym leśnikiem o intensywnie zielonych oczach…



Tytuł: Męski obowiązek
Autor: Angela Węcka
Ilość stron: 208
Wydawnictwo: EditioRed
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydanie: 26 października 2021



Za możliwość przeczytania oraz recenzji dziękujemy wydawnictwu:








Dotychczas pisanie recenzji przychodziło mi całkiem naturalnie, gdy tylko przewracałam ostatnią stronę książki. Tym razem moja głowa jest zupełnie pusta, a ja sama nie umiem w słowa dobrać tego, co czułam po lekturze pracy Mańki Smolarczyk.


Na rynku wydawniczym roi się od szefów to teraz czas na… inwestora. Coś, co brzmi jak zupełna nowość oraz odświeżenie dość znanego schematu miało pomóc mi miło spędzić niedzielny poranek po udanym dniu dziecka wśród najbliższych. Tylko oczekiwania nieco nie pokrywały się z rzeczywistością, która dała mi wrażenie, że kolejne godziny mogą być prawdziwą męczarnią. Postanowiłam jednak dotrwać do końca, chociaż przyłapywałam się na odliczaniu stron. Jaka powieść odebrała mi resztę wiary w biurowe romanse? Pierwsza część serii „Do jego dyspozycji”, po której kontynuację raczej nie sięgnę, nawet jeśli znowu trafi się możliwość wrzucenia przedpremierowej recenzji.

Alice Law jest asystentką prezesa domu mody, który przeżywa ogromny kryzys. Ostatnią szansą na odbicie się od dna jest znalezienie kogoś, kto będzie w stanie zapewnić potrzebny zastrzyk gotówki. Taką osobą wydaje się Oskar Wide. Alice oraz jej szef muszą zdecydować czy warto zaryzykować w szczególności, że mężczyzna od razu stawia swoje warunki, nie odpuszczając nawet dla tak pięknej kobiety. Początek ich znajomości od razu sugeruje płomienny romans, a ulegnięcie mu oraz wzajemnej fascynacji stanowi już tylko kwestię czasu. Co wyjdzie z tej relacji, która tylko pozornie miała być czysto zawodowa? I jak odbije się to na domu mody Benzo House? 

To moje pierwsze spotkanie z piórem Moniki Pawelec. Niestety, nie należało do udanych. Miałam dość już po około trzydziestu stronach, gdzie autorka pokazywała jakie to molestowanie jest fajne. Niestety, nie jest i nigdy nie było, a tworzenie bohaterów, którzy myślą, że każdą kobietę na pewno podnieca napastowanie ich, nie jest w porządku. Tak samo jak żartowanie, gdy te każą mężczyźnie się odsunąć. Próbuję zrozumieć motywy, bo przecież Oskar miał być samcem alfa, który nie znosi sprzeciwu. Nie sądziłam jednak, że będzie to dotyczyło również kwestii tak naturalnej, jak zwyczajny komfort oraz kultura osobista, której ten mężczyzna momentami nie miał za grosz.

– Odsuń się ode mnie – proszę stanowczo, ale on ignoruje moje słowa. Jedną rękę kładzie na karku, a drugą błądzi po moim kolanie. Powoli przesuwa ją wyżej, pod sukienkę.

– Pończochy… doskonale, panno Law. – Ani na chwilę nie przerywa dotykania mnie. 

Jestem teraz w beznadziejnej sytuacji. Nie mogę wysiąść, nie mogę też krzyczeć. Nie mogę nic, poza próbą stawiania oporu, która nie przynosi efektów. 

Powyższy cytat to tylko jeden z przykładów. 

Sam fakt, jak szybko pędziła relacja głównych bohaterów, sprawiał, że chciałam rzucić tę książkę oraz zapomnieć o jej istnieniu. Pierwszego dnia poznali się w biurze, gdzie pracuje Alice, Oskar od razu mówił jej o wyjeździe firmowym, na który z niewiadomych powodów chce zabrać właśnie ją, a jeszcze tej samej nocy spali w jednym łóżku i to w jej domu, gdzie Oskar przyjechał około trzeciej nad ranem, bo o niej myślał i nie mógł zmrużyć oka. Jednak im dalej w las, tym naprawdę gorzej. Oskar stawał się coraz bardziej zaborczy, jednocześnie Alice nie umiała po prostu z nim porozmawiać na temat kobiety, która spędzała jej sen z powiek. Oboje stanowią ten typ bohaterów literackich, których łatwo można porównać do Tessy i Hardina z „After”. Oddzielnie należą do swoich światów, gdzie nawet się odnajdują, jednak razem nie ma co ich brać na poważnie, bo są dla siebie zwyczajnie toksyczni.

Wbrew pozorom wątek romantyczny nie miał tu grać pierwszych skrzypiec. Te przypadały kryzysowi w domu mody oraz możliwemu rozwiązaniu, aby jakoś go zażegnać. Ostatnie strony zbliżały do pokazu zorganizowanego w hotelu Oskara… jednak na tym się skończyło, a raczej na wyznaniu, które podsumowałam znudzonym oraz pełnym rozczarowania „aha”. Kończąc lekturę, miałam wrażenie, że coś tu poszło mocno nie tak, chociaż szczerze mówiąc, czułam to już od samego początku. Miałam jednak nadzieję, że chociaż zakończenie pierwszego tomu jakoś zachęci mnie, aby dać autorce kolejną szansę. Niestety, było ostateczną gwoździem do trumny sprawiającym, że drugi tom raczej ominę szerokim łukiem. 




OPIS: Romans z szefem swojego przełożonego to prawdziwa nikczemność. Ona doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale nie potrafi się oprzeć. 
Alice Law jest asystentką prezesa upadającego domu mody. Mimo że jej szef często przekracza granice relacji służbowej, co staje się męczące, kobieta kocha swoją pracę i zrobi wszystko, żeby uratować przedsiębiorstwo przed bankructwem. 
Oskar Wade żyje w świecie luksusu. Zawsze dostaje to, czego chce. Jednak nie przypuszcza, że na jego drodze pojawi się kobieta, która będzie godnym przeciwnikiem, a zwykłe spotkanie biznesowe zapoczątkuje serię nieoczekiwanych zdarzeń. 
Czy Alice i Oskar będą potrafili zachować profesjonalizm w swojej relacji?





Tytuł: Inwestor
Autor: Monika Pawelec
Ilość stron: 283
Wydawnictwo: Wydawnictwo NieZwykłe
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydanie: 09 czerwca 2021


 




Melody i Rhys powrócili! Już jutro premierę ma drugi tom dylogii „Zakochana w kłamcy” Karoliny Wasilewskiej, na którą z pewnością wielu czekało. "Kochanie, nie okłamuj mnie" ma być swoistym wyjaśnieniem niedopowiedzeń z pierwszej części, a opis jest już ogromnym spojlerem.
Starsze posty Strona główna

 

Na skróty

     
     
     
     
 

Kreatywne oceny

01/10 02/10 03/10 04/10 05/10 06/10 07/10 08/10 09/10 10/10 Patronat Medialny

POPULAR POSTS

  • Kolejne 365 dni – Blanka Lipińska
  • Depresja, czyli gdy każdy oddech boli – Monika Kotlarek
  • Narzeczona na chwilę – Monika Serafin
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Zaobserwuj nas na Facebooku!

Czarno na kreatywnym

Zostań z nami

Odwiedziny

Archiwum bloga

W skrócie

Jesteśmy czarno na kreatywnym — pikselowym atramentem niekonwencjonalnie wypowiadamy się na interesujące nas tematy, wykorzystując w ten sposób chwilę wolnego czasu w szalonym zagranicznym życiu.

Popularne posty

  • Zimny Jad – Aneta Sołopa
  • [PRZEDPREMIEROWO] Dzieciństwo w cieniu rózgi – Anna Golus
  • Wschód Słońca w Dniu Dożynek – Suzanne Collins

Nasze najnowsze patronaty

Nasze najnowsze patronaty

Copyright © Czarno na Kreatywnym. Designed & Developed by OddThemes