Czarno na Kreatywnym
  • Strona główna
  • O nas
  • Współprace
  • Patronaty
  • Gatunki
    • Romans
    • Literatura obyczajowa
    • Thriller
    • Kryminał
    • Sensacja
  • Kreatywne grafiki
  • Napisz do nas

Świąteczne obżarstwo oraz chwila wytchnienia w Polsce udzieliła mi się aż za bardzo. Kolejna recenzja wpada więc na bloga z opóźnieniem, a ja musiałam nieco przestawić nasz grafik, aby wyrobić się z omówieniem wybranej przeze mnie książki jeszcze przed końcem Bożego Narodzenia. Nie tylko ja jednak pojawiam się ponownie w wielkim stylu: dwa lata po wydaniu „Będzie bolało”, Adam Kay również powraca na pisarski rynek z kolejnymi zapiskami w swoim dzienniku pracownika brytyjskiej służby zdrowia. „Świąteczny dyżur” stanowi przymusową lekturę miłośników bestsellera roku 2017, który w lekko ponad godzinkę przeniesie Was w świat pełen humoru, smutku jak i… ludzkich błędów. 

"Moim rodzicom" Cóż tak naprawdę nie dedykuję tej książki moim rodzicom, ale wiem, że nie przeczytają nic poza dwiema pierwszymi stronami. TO powinno wystarczyć, żeby dopisali mnie z powrotem do testamentu"

Zastanawialiście się czasami jak można spędzić Święta w pracy? Pewnie niejednokrotnie, a dla wielu jest to jeden z najgorszych scenariuszy. Autor jak i narrator opartej na faktach książki od wielu lat odbiera wtedy porody, ratuje z opresji urocze acz nieodpowiedzialne babcie oraz udziela złotych rad kolegom po fachu. Wszystko kosztem rodziny oraz ukochanego, który już nie pyta go o wolne ani nie sugeruje udziału w wyjeździe do najbliższych. „Świąteczny dyżur” to jeden z tych cieszących, a jednocześnie raniących prezentów. Momentami bawi do łez, aby potem sprawić, że żal ściśnie gardło. Nawiązująca do „Będzie bolało” okładka kryje jednak urozmaicone pięknymi obrazkami teksty, którym na wstępie każdego rozdziału towarzyszy rymowany dwuwiersz sugerujący co odnaleźć można w poniższym tekście. Styl pisania autora wcale nie różni się od pierwszej części, a opisywane sytuacje czytało się lekko oraz przyjemnie.


Opowieści byłego już lekarza a obecnie artysty komediowego oraz pisarza ukazały na przestrzeni zaledwie 173 stron jak wiele musiał przejść, zanim odnalazł upragniony spokój i odważył się zmienić cel swojego życia. Sześć dyżurów zaspokoiło moją ciekawość, tak samo jak cała kontynuacja, bo doskonale pamiętam niedosyt oraz masę pytań pozostawionych przez debiut autora. Trudna tematyka dla osoby tak niedoświadczonej stała się jak najbardziej zrozumiała i chociaż momentami miałam pewne obawy, wszystko zostało bardzo ładnie wyjaśnione. To był jeden z naprawdę wielu plusów, ponieważ sięgając po „Będzie bolało” byłam nastawiona naprawdę sceptycznie, od razu przygotowując się na szpitalny żargon i słowa, których znaczenia nawet wolałabym nie sprawdzać w Internecie. I owszem, znalazłam tego wiele, jednak dodatkowe wyjaśnienia oraz przypisy na dole każdej strony wypełniły swoją robotę. Nie powinno was więc zaskoczyć, że gorąco ją polecam. Sięgnijcie po nieco tańszego od wersji papierowej ebooka lub odwiedźcie najbliższą Biedronkę, gdzie ostatnio „Świąteczny dyżur” stał się dostępny do nabycia. I przede wszystkim dzielcie się swoimi odczuciami na temat tej książki, bo jak zwykle chętnie dowiem się, co o niej sądzicie!

Dziękuję całemu mnóstwu osób wymienionych na kolejnych stronach. Jestem dumny, że mogę dołączyć do nielicznego grona autorów, którzy doceniają wkład wszystkich ludzi zaangażowanych w proces powstawania książki. Pewnego dnia przestanie to być dziwaczną nowinką, a stanie się standardem. Poza tym nieźle podbija to liczbę znaków. 




 OPIS: Idą święta, gęsi przybierają na wadze, jednak prawie półtora miliona lekarzy i pielęgniarek zatrudnionych w brytyjskiej publicznej służbie zdrowia będzie musiało stawić się w pracy także w Boże Narodzenie. W tej książce Adam Kay wraca do swoich dzienników i dzieli się z czytelnikami komicznymi, choć niejednokrotnie poruszającymi historiami, które rozegrały się za błękitną kotarą w okresie świąt. Świąteczny dyżur to list miłosny adresowany do wszystkich, którzy spędzają ten najpiękniejszy czas w roku na pierwszej linii frontu publicznej służby zdrowia, wyciągając zaklinowane bobasy i bombki z różnych otworów ciała pacjentek.






Tytuł: Świąteczny dyżur
Autor: Adam Kay
Ilość stron: 176
Wydawnictwo: Insignis
Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydanie: 30 października 2019







Czytając książki o tej tematyce, ukazujące relacje osoby opisującej z rzeczywistym bohaterem ich książek, zawsze zastanawia mnie, jak potrafią one zapamiętać każdy najmniejszy szczegół oraz datę. Ile realizmu jest w opisywanych pierwszych spotkaniach, a jaka część to tylko urywki wspomnień, poddawane ubarwieniu. Jako zwyczajny obserwator i osoba trzecia, nie jestem w stanie zweryfikować ich wiarygodności. Mam jednak szerokie pole do popisu, jeśli chodzi o poznanie życia oraz przygód Ryszarda Czajkowskiego. Podróżnika od zawsze.

Kiedy człowiek jest w kręgu zainteresowania, łatwiej jest żyć po powrocie. 

W tej książce poznajemy tak naprawdę losy wielu ludzi, co jest nieco mylące oraz czasem potrafi namieszać w umyśle czytelnika. Jest to opowieść o pasji w trudnych czasach, gdzie rodzice widzieli dla swojego syna zupełnie inną przyszłość. O dzieciństwie, szkolnictwie oraz zwyczajnym życiu nadzwyczajnego człowieka. Sam Czajkowski często nawiązuje do szczeniackich czasów, bowiem lubi nazywać siebie wiecznym chłopcem. Jego ulubionym zajęciem stanowi zabawa w konstrukcję modeli oraz znajdowanie nowych hobby, co przychodzi mu z niesamowitą łatwością. Swego czasu pisał również do pisma „Skrzydlata Polska”, łącząc dzięki temu pasję z pracą zarobkową. W rzeczywistości marzył o lataniu, robiąc po kątach modele samolotów. Jednocześnie jego realnym celem była Antarktyda, którą podbił w wieku 32 lat. Barwna osobowość tej postaci dawała mi ogromne nadzieje na poznawanie przygód oraz czytanie malowniczych opisów odwiedzanych miejsc. Tak naprawdę jednak jego podróże przedstawiane były pobieżnie, a jedyne poruszane kwestie dotyczyły błędów z czasów nastoletnich, prowadzących do lekcji, które z nich wyciągał. Czytało się to przyjemnie, acz z dozą drobnego przerażenia wyglądem życia w tak dawnych czasach. W pozycji tej dostajemy tak naprawdę wszystko i nic - masę faktów na temat starej Polski, zwyczajów oraz inwencji twórczej naszych rodaków. Jednocześnie jak na książkę podpisaną biografią Ryszarda Czajkowskiego, było go czasem zwyczajnie za mało, co w pozycji biograficznej nie powinno mieć miejsca.



Na zorganizowanej rok później, 8 czerwca, londyńskiej paradzie zwycięstwa Polaków nie było. Kraj wyniszczony działaniami wojennymi, w czasie których stracił prawie sześć milionów obywateli, powoli się odbudowywał. Ludzie wracali, choć mówiono im, że „tam” nic na nich nie czeka. 

W przeciwieństwie do „Oczu Wojownika" tutaj mamy do czynienia z czystymi faktami, które początkowo wydają się żywcem wyjęte z Wikipedii. Pobieżne opisy niektórych wyjazdów, niosące jedynie przesłanie dotyczące samego poświęcenia w dostaniu się na miejsce, aniżeli wspomnień bezpośrednio z destynacjami powiązane, były następnym niesmakiem. Ponadto kolejną bolesną rzeczą, która rzuciła się w oczy od samego początku, był format otrzymanego przeze mnie ebooka. Dwie strony umieszczone zostały na jednej, przez co całość była niemożliwa do przeczytania na telefonie. Zmuszona byłam do zapoznania się z tą pozycją na komputerze, co momentami było dość problematyczne. Abstrahując już od drobnostek utrudniających lekturę, bo takie Wydawnictwo może zwyczajnie eliminować przy następnych publikacjach, ogólne wrażenie naprawdę oceniam na dobre. Książka ta miała wielki potencjał, a barwne zdjęcia oraz kopie dokumentów cieszyły oko i na pewno spodobają się innym. Sama pozycja zdecydownie przypadnie do gustu czytelnikom wielbiącym biografie oraz podróże i to właśnie im ją polecam.


OPIS: Nikt nie wie, ile podróży rozpoczęło się w głowach telewidzów po obejrzeniu filmów i programów Ryszarda Czajkowskiego. Jedno jest pewne: to on przez lata pokazywał Polakom odległe kraje, przybliżał nieznane kultury, opowiadał jak żyje flora i fauna, której nie mieli okazji zobaczyć na własne oczy. Do dziś inspiruje i sprawia, że odległy świat przybliża się na wyciągnięcie ręki.
Dagmara Bożek-Andryszczak opowiada historię Ryszarda Czajkowskiego – pozostającego w ciągłym ruchu chłopca, mężczyzny konsekwentnie realizującego swoje marzenia, męża i ojca, autora filmów i programów edukacyjnych, podróżnika od zawsze.
Pokazuje jak upór, konsekwencja i odrobina szczęścia sprawiają, że każda wyprawa staje się możliwa, a los nagradza najbardziej wytrwałych w niecodzienny sposób. Bo kto jeszcze w Polsce może pochwalić się antarktyczną górą swojego imienia…

Tytuł: Ryszard Czajkowski. Podróżnik od zawsze
Autor: Dagmara Bożek-Andryszczak
Ilość stron: 324
Wydawnictwo: Bezdroża
Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydanie: 19 czerwca 2019


Za możliwość przeczytania oraz recenzji dziękujemy wydawnictwu:
Billedresultat for bezdroza logo






Elton John to naprawdę ciekawa postać; jego historia jest bardzo emocjonująca oraz wciągająca. Osobiście nie znam za bardzo tego muzyka, ale kojarzę go z pięknej piosenki do filmu "Król Lew,, oraz z "I'm still standing,,. Gdy oglądałam film to było mi bardzo przykro z powodu tego, że nie poznałam jego historii wcześniej, jak i z powodu nie znania tworzonej przez niego muzyki. Piosenki jego autorstwa niesamowicie przypadły mi do gustu, a na dwóch z nich poleciały łzy wzruszenia; były one niesamowicie emocjonalne. Film okazał się nawet lepszy od filmu o słynnym zespole “Queen,, ponieważ omawiana dziś produkcja pokazywała wiele i nie posiadała ani grama nudy, a sceny ukazujące seksualność głównej postaci nie były aż tak dziwne. Bywały jednak takie, które zmuszały widza do zastanowienia się nad właśnie obejrzanym fragmentem. Od dawna wiedziałam o homoseksualizmie Eltona, ale gdy zobaczyłam kiedyś zdjęcie z jego dziećmi to pomyślałam, że chyba byłam w błędzie i nie był on gejem. Film jednak stuprocentowo upewnił mnie w przekonaniu, że nim jest i oczywiście nic do tego nie mam, tylko nie znałam życia Eltona i byłam troszkę zaskoczona. Może teraz powiem coś o aktorach, których znów świetnie dobrali tak jak było to w filmie o Freddym. Wszyscy byli świetni i bardzo pięknie śpiewali. To było kompletne przeciwieństwo nieudanej Mamma Mii. W tym filmie widać było pasję oraz zaangażowanie, co wpływało na jego odbiór. Aktor odgrywający Eltona był cudowny, jednak według mnie był odrobinę przystojniejszy niż pierwowzór.




Zazwyczaj płaczę jedynie na romansach, ale ostatnio coraz częściej zdarza mi się podczas oglądania filmów biograficznych. Spowodowane jest to tym, że zwyczajnie czuję smutek i żal w stosunku do osób, których historie opowiadane są w taki sposób. Przykro mi oglądać opowieści o postaciach pochodzących w większości z rodzin patologicznych, gdzie alkohol lał się strumieniami, a nawet stawał się ważniejszy od jedzenia. Elton był w podobnej sytuacji, gdzie widać było brak jakiegokolwiek przywiązania oraz miłości ze strony jego rodziców, co łamało serce.
Pozwolę sobie teraz przejść do scen, które mogą powodować mieszane uczucia, mianowicie o takie, ukazujące stosunki seksualne między dwoma homoseksualnymi mężczyznami. Dla niektórych zbliżenie to sprawa delikatna oraz dość prywatna - dotyczy to również gwiazd, chociaż ich pojęcie prywatności jest zupełnie inne. Delikatne jest też poruszanie tematu seksualnych uniesień osób o odmiennej orientacji, które na ekranie ukazane muszą zostać z odpowiednim podejściem. W tym filmie zrobiono to naprawdę przyzwoicie, co podniosło jego poziom oraz moje wrażenia. Warto też wspomnieć o jeszcze jednym pozytywnym aspekcie, mianowicie o akcent jednego z aktorów. Był on dość dziwny, jednak niesamowicie intrygujący i przyjemnie się go słuchało, jak i oglądało profesjonalną grę. 



W opinii ogólnej muszę stwierdzić, że naprawdę podobało mi się bardzo wiele rzeczy. Elton przypomina mnie pod wieloma względami, na przykład w sposobie ukazywania emocji oraz z jego tendencją do szybkiego zakochiwania się. Oboje nie panujemy nad emocjami; wybuchamy śmiechem w nieodpowiednim momencie lub szybko stajemy się nerwowi. Jesteśmy również bardzo podobni pod względem zapominalstwa. Jeśli jeszcze nie wywnioskowaliście tego z mojej recenzji, film ten był stworzony na naprawdę wysokim poziomie. Bardzo mocno polecam go każdemu, nawet osobom mających niewielką wiedzę o Eltonie.


OPIS:  Historia życia Eltona Johna ukazująca artystę od jego najmłodszych lat w Królewskiej Akademii Muzycznej po długoletnią współpracę z autorem tekstów, Berniem Taupinem. Spektakularna muzyczna fantazja na temat Eltona Johna, jego niesamowitego życia i być może najważniejszego okresu w jego życiu - przełomu, który zadecydował, że znamy go jako kolorowego ptaka popkultury. Na ekranie zobaczymy szaloną podróż, jaką była transformacja nieśmiałego genialnego pianisty Reginalda Dwighta w międzynarodową supergwiazdę Eltona Johna. Ta inspirująca opowieść - z największymi piosenkami Eltona Johna i Taronem Egertonem w roli głównej - opowiada uniwersalną historię chłopaka z przedmieść, który stał się ikoną popkultury.






Gatunek: biograficzny / dramat / fantasy
Produkcja: Wielka Brytania
Rok produkcji: 2019
Reżyseria: Dexter Fletcher
Scenariusz: Lee Hall
   




To już moja druga książka o Freddie'm i przypadła mi ona do gustu o wiele bardziej niż poprzednia. Możemy się tu dowiedzieć bardzo wiele o osobie głównego bohatera ze strony prywatnej; jako człowieka, a nie gwiazdy rocka. Był on dobry, wspaniałomyślny i miał ogromne serce. Traktował ludzi oraz fanów z życzliwością. Każdy ma jednak swoje upadki; o tym też możemy poczytać w tej pracy, co umożliwia nam również poznanie postaci od innej strony, jak i zobaczyć nieznane nam dotychczas cechy jego charakteru. Tak jak większość normalnych ludzi bywał czasem nieznośny, miewał swoje gorsze dni, gdzie nie dało się z nim wytrzymać. Lektura tej pozycji pozwala nam również zrozumieć jak zmieniła go choroba, jak wiele przynosiła problemów, jednocześnie pokazując, że nie zawsze miewał łatwo. Wspaniale było również patrzeć na tę postać z jego strony uczuciowej. On oraz jego partner byli cudowną parą, po każdym zdaniu w tym temacie dało się wyczuć, jak wiele dla siebie znaczyli oraz jak bardzo Jim go kochał. Podczas lektury cały czas śledziło mnie wrażenie, że Mercury potrzebował zdecydowanie więcej miłości niż przeciętny człowiek, jednocześnie jednak potrzeba ciągłego okazywania uczuć towarzyszy chyba każdemu.



Gdy recenzuję książki z gatunku biografia i pamiętnik nigdy nie wiem co napisać. W tym przypadku mam tak samo, ponieważ zwyczajnie nie potrafię znaleźć słów by opisać tę pracę. Oprócz wspomnianych już rzeczy rzuca ona światło na to, jak Jim został potraktowany po śmierci Freddy'ego; reakcje otoczenia, jego przyjaciół, jak i osób najbliższych można określić jako nieludzkie oraz naprawdę strasznie. Spokojnie, nie będę udzielała za dużo spoilerów. Warto jednak nadmienić, że Freddy nie patrzył na to kiedy umrze, wolał żyć pełnią życia, nie tracąc czasu na zbędne martwienie się przyszłością. Może nie jest to odpowiednie stwierdzenie, ale strasznie mu tego zazdroszczę; tej lekkości oraz szybkości podejmowaniu decyzji, jak i sięganie po swoje marzenia, bez żadnych zmartwień.



Pewnie zastanawiacie się, czemu dałam tej książce 10/10, skoro jest to raczej zwyczajna biografia popularnego piosenkarza z lat siedemdziesiątych. Powiem szczerze, że zadziałała na mnie w bardzo emocjonalny sposób oraz zmusiła do refleksji na temat własnego życia, jak i do docenienia tego, co mam. Jest ona również dopracowana pod względem technicznym; napisana lekko, ciekawie oraz w sposób, który namawia czytelnika do ciągłej lektury. Za każdym razem, gdy czytam biografie, czekam na moment kulminacyjny, który wyciśnie ze mnie wszystkie łzy. Tutaj było tego aż nadto, gdzie potrafiłam płakać przez naprawdę długi czas, w szczególności czytając o tym, co działo się z Jim'em po śmierci jego ukochanego. 




OPIS:
 
Gdy Jim Hutton po raz pierwszy zobaczył Freddiego, nie rozpoznał wielkiej gwiazdy rocka. Także w kolejnych latach nie traktował go jak idola. Zostali przyjaciółmi, nierozłącznymi kompanami i kochankami. Ekscentryczny i kontrowersyjny na scenie, w życiu prywatnym Freddie Mercury był wrażliwym i serdecznym mężczyzną. Uwielbiał wystawne imprezy, ale też pragnął bliskości i uczucia.
Hutton pisze szczerze, ale z klasą. Jego historia jest jak przepustka do nieznanego świata muzycznej legendy, daleka od sensacji rodem z brukowej prasy. Jest opowieścią pełną osobistych wspomnień oraz intymnych szczegółów. Hołdem dla Freddiego – człowieka, którego świat nigdy naprawdę nie poznał.





Tytuł: Freddy Mercury i Ja 
Autor: Jim Hutton i Tim Wapshott
Ilość stron: 302
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydanie: 14 września 2016

   






Cześć, jestem nowa w tym zacnym gronie. Nie będę opowiadać o sobie, bo to możecie przeczytać w sekcji „O nas”, a ja dziewczynom pragnę podziękować za daną mi szansę.
Wybory do Parlamentu Europejskiego nadchodzą wielkimi krokami, a ja przychodzę dzisiaj z nieco polityczną pozycją, która przybliża postać jednego ze sławniejszych polityków w Polsce – Roberta Biedronia. Jest to ciepły, miły i naprawdę przyjazny człowiek, przez lata pełniący funkcję prezydenta Słubska. Podczas swojej kadencji wprowadził mnóstwo zmian, by życie stało się lepsze. Nie tylko życia ludzkie, ale również te mniejsze i, według niektórych, mniej ważne życia zwierząt.
„Pod prąd” to biografia ukazująca Roberta zupełnie z innej strony. Pełne szczerości i jednocześnie wyluzowania odpowiedzi na zadawane pytania pozwalają poznać go ze strony prywatnej, zrozumieć dlaczego teraz ma takie spojrzenie na świat i co kieruje nim w walce o równe prawa dla każdego. Poznajemy jego życiorys, dowiadujemy się o młodzieńczych wybrykach, relacjach z rodzeństwem i rodzicami, początkach w politycznym świecie. Z każdym kolejnym słowem czułam się jakbym to ja siedziała w fotelu słupskiego urzędu miejskiego i rozmawiała z Biedroniem, którego kilkukrotnie udało mi się spotkać osobiście i zamienić parę zdań. Pierwszy raz przytuleniem wymieniliśmy się na Woodstocku, ostatnio podczas konferencji prasowej. Pomimo upływu lat, Robert nadal jest tym samym człowiekiem z wielkim sercem i wolą walki. A walczył praktycznie od zawsze. Początkowo z nauczycielami, potem z przeciwnikami równości, teraz ze środowiskiem katolików i przeciwników jego podejścia i poglądów. Robert przybliża nam kulisy swojego coming outu, wspomina o trudach zdawania sobie sprawy, że jest inny niż jego rówieśnicy, którzy z zapałem rozmawiali o cyckach i cipkach w wieku nastoletnim. Dostajemy cudowne opowieści z podróży, a tych nie było mało. Ponadto zostaje odkryty związek z jego wieloletnim partnerem – Krzysztofem, który poza miłością życia jest jego bratnią duszą i osobą, do której od razu dzwoni w gorszych momentach życia, a jego ramiona są dla Roberta domem i ostoją spokoju.



Książka podzielona jest na pięć segmentów – „Dzieciństwo”, „Jestem gejem”, „Krzysztof”, „Kobiety” oraz „Polityka„, a na samym końcu czeka wisienka na torcie pod postacią sześćdziesięciu faktów, których nie znamy o Biedroniu. Ponadto opatrzona cudownymi zdjęciami z podróży, politycznych akcji i sejmu, przez co możemy poczuć się jak podczas rodzinnego przeglądania albumu przy wigilijnym stole (albo podczas pierwszego spotkania z rodzicami naszej dziewczyny/naszego chłopaka, gdy mama pokazuje wstydliwe fotografie).
Sięgając po książkę, która miała być moim oderwaniem w pisaniu licencjatu, nie spodziewałam się, że dostanę coś tak dobrego. Jak wspominałam wielokrotnie – Roberta uwielbiam jako człowieka, jego program polityczny sprawił, że na niedzielne wybory idę bez poczucia wybierania mniejszego zła, a ta książka tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że to nie jest jedynie chwyt marketingowy. Przyjemny wywiad w towarzystwie zimnego sernika (wiedzieliście, że Robert jest aż takim fanem słodyczy), aury miłości (opiekuj się nim, Krzysiu, jak ten od Puchatka!) oraz opatrzony świetnymi zdjęciami sprawił, że na nowo zakochałam się w tej formie literackiej. Czyta się naprawdę przyjemnie i lekko, przy wolnej chwili można wciągnąć całość w dwa wieczory przy lampce wina. Gdybym miała opisać książkę w kilku słowach, na pewno musiałabym wspomnieć o nietuzinkowej postaci, szczerych, momentami wręcz intymnych wyznaniach, pierwszych miłościach i opisanej wizji idealnej Polski. Polecam każdemu, kto tak jak ja, chciał na chwilę oderwać się od szalonych obowiązków i deadline’ów.



Billedresultat for pod prądOPIS: Jestem chłopakiem z Krosna, któremu często idąc pod prąd udaje się spełniać swoje marzenia. Liderem, który umie prowadzić dialog i pociągać za sobą ludzi. Synem, bratem, kolegą i w końcu też partnerem Krzyśka. Człowiekiem kochającym i szanującym naturę, z empatią patrzącym na los zwierząt. Politykiem, który kocha Polskę, stawia na zrównoważony rozwój, nowoczesne, uczciwe państwo dające równe szanse każdemu, wspierające edukację i kulturę, zapewniające bezpieczeństwo i rozwój. Ale przede wszystkim jestem i zawsze będę sobą, Robertem Biedroniem.








Tytuł: Pod prąd
Autor: Magdalena Łyczko i Robert Biedroń
Ilość stron: 256
Wydawnictwo: Edipresse
Kategoria: biografia, wywiad
Wydanie: 26 października 2016








Zakochałam się w zespole Queen przez film Bohemian Raphsody, który oglądałam w kinie kilka dni po jego premierze. To wcale nie było tak, że zaczęłam słuchać zespołu dopiero wtedy, ponieważ miałam z nim styczność wcześniej, ale nie było to aż tak intensywne jak teraz. Gdy ma się starszych rodziców oraz jeśli samemu jest się nieco starszym, żyjąc jeszcze w latach 90 to stare piosenki raczej są znane. Tak też było ze mną i właśnie grupą Queen. Jeśli jesteście ciekawi co myślę o filmie to serdecznie zapraszam na jego RECENZJĘ. Książka na pewno różni się od filmu; wiadomo, nie jest jej adaptacją, bo dużo ważnych historii oraz faktów było pominiętych. Z tego też powodu polecam zapoznać się z książką akurat po obejrzeniu kinowego hitu, by odkryć resztę historii Queen. Produkcja jest natomiast bardzo fajnym dodatkiem do książki i ujawnia ona więcej informacji o Freddy'm oraz zespole. Każda osoba ma swoją chwilę i jest opisana, na papierze nikt nie zostaje pominięty. Oczywiście jest też dużo opowieści, które są prawdziwe, ponieważ opowiadają je jeszcze żyjący członkowie grupy, czyli Brian May oraz Roger Taylor. Historia Freddy'ego była ciekawa ze względu na jego image popularnego wokalisty oraz zespołu cieszącego się sławą. Natomiast jeśli chodzi o życie prywatne, miłość lub przyjaźń to pod tym względem nie było już tak ciekawie. Jak to się mówi dobra passa się kiedyś kończy i niestety passa Freddiego, tak samo jak zabawa i radość z życia skończyła się szybko. Zmarł on bowiem mając zaledwie 45 lat, więc nie nacieszył się życiem zbyt długo. Z książki można też dowiedzieć się wiele o jego zachowaniu po koncertach lub po wywiadach. Prawdą jest, że gdy ogląda się jakikolwiek koncert Queen to widać jak wokalista się na nim bawi, szaleje oraz jest arogancki, ale gdy schodzi ze sceny można ujrzeć spokojnego mężczyznę, który jest naprawdę miły. Książka w pewien sposób też uczy oraz porusza ogromne tematy jakimi są branie narkotyków, brak antykoncepcji oraz AIDS i HIV. Uważam, że nie ma kompletnie nic złego w zabawie w młodości. Niemal każdy używał w wielu nastoletnim zabronionych rzeczy dla zabawy. Oczywiście, że można się bawić, ale kochani pamiętajcie; bawcie się ostrożnie i z odpowiedzialnością, bo nie warto zepsuć swojego życia przez jeden niewinny wypadek lub zakończoną negatywnie próbę. 
Znasz to uczucie, gdy dużo się dzieje, wszystko jest świetne, cudowne, ale w środku człowiek odczuwa olbrzymią pustkę?
W Królewskiej historii najbardziej podobało mi się, że była napisana bardzo prostym i przyjemnym językiem. Sprawiało to, iż się nie nudziłam i nie było mi ciężko podczas lektury. Wprawdzie jestem fanką Queen, ale nie tak wielką, by wiedzieć o nich wszystko. Dlatego teraz mogę powiedzieć, że dowiedziałam się o członkach zespołu naprawdę wiele, chociaż wciąż zapewne istnieją rzeczy owiane tajemnicą. Ja takowe chętnie odkryję, dlatego zbieram inne biografie Queen na poczet większej ilości informacji. Na pewno muszę też wspomnieć o wyglądzie książki; okala ją piękny minimalizm idealnie pasujący do wnętrza, a zdjęcia wstawione w środku obrazują lata 70 oraz 80 w których Queen najbardziej rządziło światem. Uwielbiam gdy w biografiach, pamiętnikach lub autobiografiach są zdjęcia, ponieważ przeczytanie i zobaczenie zdjęć pomaga mi nawet na sekundę przenieść się w opisywaną sytuację. Każdy członek grupy miał w książce swój rozdział lub mały paragraf, gdzie było opisane jego życie przed oraz w trakcie złotych czasów zespołu. Bardzo mi się to podobało, bo zawsze dobrze wiedzieć coś o każdym członku zespołu, niż tylko o jednym. Na początku myślałam, że książka będzie bardziej opisywała Freddiego, a nie całość, ale się pomyliłam. Jej autor bardzo się postarał i nie skupił się tylko na nim, ale też na innych ludziach powiązanych z Queen. Jeśli chodzi o końcówkę to była ona taka sobie. Myślałam, że będzie mocna i smutna, ale jednak dało się ją czytać bez łez.





Do gustu bardzo przypadła mi końcówka książki, ponieważ przedstawione zostało to co działo się z zespołem po odejściu Freddiego Merkury. Nie wiedziałam, że Queen miało dwóch wokalistów, ponieważ myślałam, że Adam Lambert był jedynym i ostatnim. Jak się jednak okazało byłam w błędzie i książka mi to uświadomiła. Sugeruję zapoznać się z nią osobom, które lubią Queen oraz ich fanom, ponieważ ci nowi dowiedzą się z niej bardzo wiele, a starsi na pewno odnajdą coś zaskakującego. Naprawdę gorąco polecam.






OPIS: Biblia fanów Queen, manifest pokolenia, portret fenomenu. Niepublikowane wcześniej wspomnienia, zaskakujące anegdoty, intrygujące fakty. Zagrożone losy zespołu, kiedy muzycy Genesis próbowali pozyskać do swojego składu Rogera Taylora. Śmierć Mercury’ego niedaleko miejsca, gdzie 21 lat wcześniej znaleziono ciało jego idola, Jimiego Hendrixa. Głęboka depresja Johna Deacona po stracie przyjaciela. Legendarna gitara Briana zbudowana domowym sposobem. Fascynacja zespołu scrabble’ami. Gdy Elton John usłyszał Bohemian Rhapsody, zapytał: „Czy wyście, k…a, oszaleli?”. Mark Blake przez lata rozmawiał z trzema żyjącymi muzykami grupy, dotarł także do dziesiątków innych osób – zapomnianych basistów Queen czy szkolnych kolegów Freddiego. Po raz pierwszy możemy tak szczegółowo prześledzić bogatą karierę zespołu uwielbianego przez Michaela Jacksona i wiele innych gwiazd, przemianę nieśmiałego chłopca z Zanzibaru w najbardziej charyzmatyczną postać w historii rocka, a także późniejsze kariery pozostałych członków grupy. Z wielką dumą prezentujemy polskim czytelnikom prawdziwą perłę na rynku biografii muzycznych – najlepszą historię Queen, jaka kiedykolwiek została napisana.



Tytuł: Queen. Królewska historia
Autor: Mark Blake
Ilość stron: 480
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydanie: 14 listopada 2018





Ten wpis będzie wyjątkowy, bo powstrzymam się od słabych żarcików oraz narzekań. Książka, którą poznacie, nie jest bowiem fikcją literacką, a opartym na faktach dziennikiem pewnego lekarza, opisującego liczne wzloty, upadki i wyzwania, jakim musiał podołać podczas swojej ponad dwudziestoletniej kariery. Oczekujcie tu wielu zaskoczeń, ponieważ pozycja ta wywarła na mnie niesamowite wrażenie, jednocześnie edukując. Będzie sucho, szczerze, a już na pewno… będzie bolało.


Od samego początku wspomnę, że praca ta została uznana książką roku 2018 w kategorii Autobiografia, biografia, wspomnienia, zdobywając ponad 849 głosów. Nie dziwi mnie to, ponieważ naprawdę zasłużyła na nagrodę. Z resztą, pewnie widać to po mojej ocenie; Będzie Bolało jest bowiem pierwszą pracą, której podarowałam całe 10 punktów.

Co tu dużo mówić? Są to szczere, momentami zabawne oraz wzruszające notatki pewnego człowieka, ukazujące ciężką drogę po trudnych szczeblach kariery medycznej. Od początku autor zapoznaje nas z faktem, że całość to wspomnienia jego wędrówki, co pozwala nam wczuć się w czytane sceny na maksymalnym poziomie. Jedynymi informacjami, które zostały zmienione, to dane osobowe, ale całkowicie rozumiem powody tego zagrania: uniknięcie pozwu sądowego o zniesławienie, chociaż nawet pomimo tego sam autor wspominał, że na sto procent nie raz wyląduje przez tę publikację na sali rozpraw. 

Momentami naprawdę przerażały mnie realia brytyjskiej służby zdrowia, na których temat czytałam przez te ponad 300 stron. Cieszę się więc, że Adam Kay pokusił się sięgnąć po swoją naturę komika, dodając kilka śmiesznych anegdotek oraz wpadek z życia na oddziale. Pokazywał w ten sposób, że nawet lekarz jest człowiekiem, za co zyskał ogrom mojej sympatii. To samo tyczy się scen, w których wspominał swojego partnera, H. Nie pisał tego bezpośrednio, aczkolwiek czytelnik doskonale widział, że był homoseksualistą. Kompletnie mi to nie przeszkadzało, a nawet zadziałało pozytywnie na moje odczucia, ponieważ Adam mimo trudności spowodowanych pracą, uparcie walczył o związek, który — nie oszukujmy się — w tamtych czasach, czyli na początku XX wieku, był dosyć trudny, zarówno ze względu na pracę, jak i zdanie społeczności. 

Pomimo wielu zagadnień lekarskich przyjemnie czytało się całość. Każda historia otwierała mi oczy na nowe sprawy, udzielając wielu przydatnych lekcji. Jestem niesamowicie zadowolona z sięgnięcia po tę pracę, na którą poświęciłam zaledwie kilka godzin niedzielnego południa i z czystym sercem polecam ją każdej osobie chociaż w najmniejszym stopniu zainteresowanej medycyną.



OPIS: Witaj w świecie 97-godzinnych tygodni pracy. W świecie decyzji o życiu i śmierci. W świecie nieustannego tsunami płynów ustrojowych. W świecie, w którym zarabiasz dziennie mniej niż szpitalny parkometr. Pożegnaj się z przyjaciółmi i bliskimi związkami…
Witaj w świecie lekarza stażysty.
Spisana potajemnie po niekończących się dyżurach, bezsennych nocach i pracujących weekendach książka komika i byłego stażysty Adama Kaya to dotkliwie szczery opis czasu, który spędził na linii frontu brytyjskiej służby zdrowia. Na zmianę zabawne, przerażające i wzruszające zapiski omawiają wszystko, co chcieliście wiedzieć – i sporo rzeczy, o których wolelibyście nie wiedzieć – o życiu lekarzy na oddziale i poza nim. Uwaga, lektura może pozostawić blizny.




Tytuł: Będzie bolało
Autor: Adam Kay
Ilość stron: 312
Wydawnictwo: Insignis
Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik 
Wydanie: 6 czerwca 2018




Witajcie kochani.
Dziś przychodzę do Was z recenzją filmu o bardzo słynnym zespole, który nosi nazwę Queen. Kinowy przebój na podstawie ich kariery i popularności to "Bohemian Rapsody„. Wpis na jego temat pojawia się szybciej, niż ostatnie recenzje, ale no jakoś wyszło, że moim zdaniem jest zwyczajnie świetny  i sama nie mogłam się doczekać. Obejrzałam go razem z siostrą w kinie i bardzo mnie zaszokował swoją emisją. Na początku byłam pół na pół nastawiona i się zastanawiałam, czy iść na niego do kina czy po prostu poczekać i obejrzeć w internecie. Ale po zobaczeniu zwiastun oraz krótkim namyśle postanowiłam, że jednak pójdę do kina, ponieważ ten zespół też jest moim ulubionym i mogę go słuchać zawsze, bo mi poprawia humor. Chociaż to muzyka bardziej dosyć ciężka, jednak ostatnio taką polubiłam i innej prawie nie słucham. Queen to zespół, który chyba każda osoba zna i słuchała chociaż jeden raz, a jeśli nie kojarzy jego nazwy to skojarzy którąkolwiek z piosenek i wtedy powie, że jednak ją zna. Zespół, którym był Queen nie jest zwyczajny, tak jak inne zespoły z lat 70 czy 80, ponieważ niektóre z nich zostały zapomniane, a o Queen każdy słyszy i każdy mówi i moim zdaniem ten zespół nigdy nie przeminie.



Bardzo spisały się osoby odpowiedzialne za soundtrack tej produkcji, ponieważ wybrały świetne piosenki Queen i ich bardzo znane numery. Chociaż była jedna, której nie kojarzyłam, bo nie słuchałam jeszcze wszystkich albumów, ale pozostałe śpiewałam w kinie jak szalona, ponieważ nie dało się ich nie śpiewać. Film opisał życie Freddiego takie jakie najprawdopodobniej właśnie było, bo nie znam jego życia aż tak dokładnie i nikt nie zna jego życia dosłownie, nie wiem też czy wszystkie te sceny były dosłownie opisane, ale moim zdaniem reżyser ukazał życie Freddiego bardzo dobrze, chociaż jego życie było krótkie aż za krótkie. Bardzo podobały mi się sceny, gdzie można było zobaczyć, jak popularne piosenki Queen powstawały i kto je wymyślił, bo jeden fakt o Queen jest taki, że nie wszystkie piosenki napisał Freddi. Aktorów do filmu wybrali moim zdaniem perfekcyjnie, wszyscy byli podobni do swoich prawdziwych odpowiedników. Przed obejrzeniem tego filmu nie wiedziałam za dużo o Queen i o Freddim, ale gdy dzięki ekranizacji dowiedziałam się bardzo dużo i zebrałam wiele informacji. Niektórzy mawiali, że znali Freddiego w wieku nastoletnim: że był alkoholikiem, ćpunem, arogantem i gejem, ale my go dobrze nie znaliśmy i już niestety nie poznamy, więc nie możemy tak o nim mówić i nie powinniśmy wyrażać swojej opinii o osobie, której nie znaliśmy. Jeśli chodzi o mnie to ja uważam, że tak był taką osobą, ale za to co dobrego zrobił i za to, że utworzył taką grupę, jaką była Queen, której słuchał każdy i słucha do tej pory. Jestem z niego dumna, bo nie każdy wokalista lub zespół potrafi stworzyć coś tak niepowtarzalnego i niezapomnianego. Jestem również zdania, że żaden film w tym roku nie przebije tego. A jak podobał się on Wam, jeśli oczywiście go oglądaliście? Podzielcie się opinią w komentarzu. A jeśli nie oglądaliście, to czy macie zamiar?



OPIS: Porywająca opowieść o zespole Queen, jego muzyce i niezwykłym wokaliście Freddiem Mercurym, który przełamując stereotypy i konwencje, zdobył uwielbienie niezliczonych fanów. Film ukazuje błyskotliwą karierę zespołu, który dzięki ikonicznym utworom i rewolucyjnemu brzmieniu wspiął się na szczyty sławy, dopóki skandalizujący styl życia Mercury’ego nie postawił wszystkiego pod znakiem zapytania. Triumfalny powrót zespołu podczas koncertu na rzecz Live Aid z udziałem cierpiącego na śmiertelną chorobę Mercury’ego wszedł na trwałe do historii muzyki rockowej i po dziś dzień stanowi źródło inspiracji dla wszystkich tych, którzy czują się inni, niepoprawnych marzycieli i wielbicieli muzyki na całym świecie. 


Gatunek: biograficzny, dramat, muzyczny 
Produkcja: USA 
Rok produkcji: 23 pażdziernik 2018 
Reżyseria: Bryan Singer 
Scenariusz: Anthony McCarten 


Starsze posty Strona główna

 

Na skróty

     
     
     
     
 

Kreatywne oceny

01/10 02/10 03/10 04/10 05/10 06/10 07/10 08/10 09/10 10/10 Patronat Medialny

POPULAR POSTS

  • Kolejne 365 dni – Blanka Lipińska
  • Depresja, czyli gdy każdy oddech boli – Monika Kotlarek
  • Narzeczona na chwilę – Monika Serafin
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Zaobserwuj nas na Facebooku!

Czarno na kreatywnym

Zostań z nami

Odwiedziny

Archiwum bloga

W skrócie

Jesteśmy czarno na kreatywnym — pikselowym atramentem niekonwencjonalnie wypowiadamy się na interesujące nas tematy, wykorzystując w ten sposób chwilę wolnego czasu w szalonym zagranicznym życiu.

Popularne posty

  • Może to przeznaczenie – Amy Lea
  • [PRZEDPREMIEROWO] ZNAK KUKUŁKI – Anna Bichalska
  • The law of Us. Nasze prawo – Nikola Błachewicz

Nasze najnowsze patronaty

Nasze najnowsze patronaty

Copyright © Czarno na Kreatywnym. Designed & Developed by OddThemes