Chlej, pieprz się, zwiedzaj – "Dance, sing, love. Miłosny układ" – Layla Wheldon

5 gru 2019


Jako czytelnik jak i Ambasador Wattpada niejednokrotnie przez moje uszy obijały się informacje o wydaniu niektórych opowiadań właśnie z tej platformy. Anna Bellon rozpoczęła całą karuzelę, podpisując umowy na serię The Last Regret, a w jej ślad poszły kolejne autorki, odnoszące Internetowy sukces. Jedną z nich była Layla Wheldon, z którą niejednokrotnie zdarzyło mi się zamienić kilka słów. Lata minęły, a debiuty młodych pisarek powoli zostawały zapomniane. Jak wyszło to w przypadku wypuszczonego w 2017 roku na rynek „Miłosnego Układu”?

Ciekawostką jest, że są dwa rodzaje wydań: te jak najbardziej zasłużone i takie, które nie powinny mieć miejsca przed przynajmniej dwoma dodatkowymi korektami. Według mnie „Dance, sing, love” należy niestety do tych słabszych debiutów. Urwane rozdziały w środku zdania oraz boleśnie długie opisy porannych czynności aż biją po oczach amatorszczyzną, odbierając przyjemność czytania. Zanim jednak podam Wam przynajmniej dwa powody dla którego nie powinniście sięgać po tę książkę, mając jakiekolwiek oczekiwania, opowiem nieco o fabule.

Podobno doceniamy coś, dopiero jak to stracimy. Tak samo jest z ludźmi. Rozumiemy, jak bardzo są dla nas ważni, gdy musimy pozwolić im odejść.

Livia Innocenti to zawodowa tancerka, która z domu wyniosła pasję do muzyki oraz odniosła ogromny sukces. Podróżuje po świecie wraz ze swoim zespołem i utrzymuje się z występów podczas koncertów najróżniejszych gwiazd. Występuje w teledyskach, a wachlarz jej kontaktów rozwija się w zastraszającym tempie. Pewnego dnia jej drogi krzyżują się z Jamesem Sheridanem – topowym piosenkarzem, który lada moment ma rozpocząć trasę koncertową po Europie. Mężczyzna swoim zachowaniem przypomina większość tych bohaterów, do których wzdychają wszystkie kobiety. A jednak pomimo początkowej niechęci i wręcz nienawiści, zaczyna pociągać on Livię, co wcale nie stanowi zaskoczenia zwarzywszy na fakt, że autorka pcha ich ku sobie w dosłownie każdej scenie. Treningi, występy w duecie oraz zwiedzanie najróżniejszych miejsc, takich jak Paryż, Madryt, Berlin, a nawet… Warszawa! Nie ekscytujcie się jednak za szybko, bo opisy zwiedzania powyższych miejsc ograniczyły się tylko do tego pierwszego, gdzie reszta została jedynie wymieniona po przecinkach, za pomocą dosłownie jednego zdania. Zero wzmianek o kulturze, nawykach czy pogodzie. I wydaje mi się, że właśnie to tak bardzo skreśliło w moich oczach tę pozycję. Ten potencjał na stworzenie dość prostej, acz urokliwej powieści, który ostatecznie przekreślony został na rzecz niezdrowego alkoholizowania się co dwie sceny, uprawiania seksu przynajmniej raz na rozdział i zwiedzania nowych miejsce w postaci wchodzenia do nowych klubów, opisywanych w taki sposób jak każdy poprzedni.

„Miłosny Układ” posiada jednak pewne dobre strony, jak na przykład część drugoplanowych bohaterów. Layla Wheldon umiejętnie stworzyła kilka solidnych postaci, które naprawdę dały się lubić. Przyjaciółka Livii, jej rodzice czy nawet Alex namawiali do dalszej lektury, tak samo jak piękna, acz dość prosta okładka. Niestety jednak wciąż nie mogę przeboleć niewyjustowanego opisu z tyłu, jak i faktu, że sama zapowiedź właśnie jest tak strasznie kłamliwa w porównaniu do fabuły. Ktoś na Lubimy Czytać porównał tę książkę do mocno rozwiniętego harlequina i muszę przyznać, że autorka komentarza trafiła w punkt. Opis „Dance, sing, love. Miłosny układ” pokazuje bowiem przedsmak historii o tańcu, pasji oraz miłości. Czegoś, co przeczytałabym z największą chęcią i czegoś, co stanowiło jedyny powód, dla którego z uniesioną głową podeszłam do kasy w Empiku, finalizując transakcję. Gdybym jednak wiedziała, jak wielkim clickbaitem będzie cała ta otoczka gonienia za marzeniami, a już na pewno zakończenie, stanowczo odradziłabym komukolwiek zakup,  odkładając ją na półkę, na którą po nią sięgnęłam.


Image result for dance sing love
OPIS: Livia Innocenti jest zawodową tancerką. Razem z zespołem robi show podczas koncertów i teledysków największych gwiazd muzyki. James Sheridan jest topowym piosenkarzem, bożyszczem fanek i ulubieńcem portali plotkarskich. Spotykają się w Rzymie w czasie wspólnego tournée po Europie. Livia szybko przekonuje się, że woda sodowa uderzyła młodemu celebrycie do głowy. Nikt jej tak nie wkurza na próbach, jak arogancki i egoistyczny James. Na dodatek choreografia przewiduje kilka utworów w ich wykonaniu w duecie. Początkowo nie potrafią się dogadać i nawzajem się ignorują, jednak serca nie da się oszukać, nie na dłuższą metę. Czy będzie to szczęśliwy układ? Jakie role przyjdzie im wspólnie zatańczyć w tej historii? Podążanie za głosem serca nie zawsze jest takie proste, jak się wydaje, i nie zawsze słuszne. Czasem kierowanie się rozumem jest najlepszą drogą, bo miłość, zamiast uszczęśliwiać, potrafi sprawiać ból. Zatrać się w historii pełnej pasji, pożądania, zwrotów akcji i gorących rytmów.




Tytuł: Dance, sing, love. Miłosny układ
Autor: Layla Wheldon
Ilość stron: 521
Wydawnictwo: Editio Red
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydanie: 17 sierpnia 2017




5 komentarzy:

  1. Już po tytule recenzji wiedziałam, że Ci się nie podobało :D Ale wiesz co? Książkę o takim tytule z chęcią bym przeczytała :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że się rozczarowałaś. Ale za to przestrzegłaś innych ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wizja alkoholowych zabaw raczej mnie nie zachęca, ale lubię postacie drugoplanowe. Zwłaszcza jak ratują całość :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam za mało czasu na czytanie, żeby sięgać po taką amatorszczyznę. Będę ten tytuł omijała szerokim łukiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie pochwalałam zachowania bohaterów, ale ogólnie książka podobała mi się 😊

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Szablon wykonany przez My pastel life