[PRZEPDREMIEROWA RECENZJA PATRONACKA] Maskarada – K. N. Haner
Ava Sacker wciąż nie jest bezpieczna, wręcz przeciwnie: teraz czyhające na nią niebezpieczeństwo jest groźniejsze niż kiedykolwiek. Aresztowanie od razu po wylądowaniu w Nowym Jorku i oskarżenie o morderstwo skutecznie to udowadniają, jednak w świecie, gdzie łatwo jest wszystko stracić, równie łatwe jest stawianie na ryzyko. Takim ryzykiem jest prawnik, Daniel Ross – mężczyzna, który pozornie jest jedyną deską ratunku dla Avy, a jednocześnie… możliwym przekleństwem. Pojawienie się kolejnego człowieka zafascynowanego młodą kobietą nie wróży niczego dobrego, zwłaszcza, że w grze wciąż znajduje się iszczący sobie prawa do niej Kadir oraz kryjący się w cieniu Santiago.
Akt drugi „Awangardy” rozpoczęty. W „Maskaradzie” nie ma miejsca dla słabych. Kto wygra walkę o przetrwanie, gdy świat stanie w płomieniach?
K. N. Haner znowu przeszła samą siebie – napisała książkę przepełnioną zwrotami akcji, zdradą oraz poczuciem, że my, tak samo jak główna bohaterka, wciąż nie możemy ufać zupełnie nikomu. Drugi tom jest jak wskoczenie do morza pełnego lodowatej wody: nagłe, w jakiś sposób bolesne i zderzające nas z trudną rzeczywistością zmian w życiu Avy. Kurtyna została opuszczona, a pozory zniknęły. To właśnie tutaj rozpoczęła się prawdziwa walka o przetrwanie.
A ja dopiero teraz, siedząc w samolocie między jednym końcem świata a drugim, czułam prawdziwy oddech wolności. Był gorzki. Ale mój.
„Maskarada” to jedna z moich ulubionych książek. Zawierała wszystko to, co cenię w literaturze: odważną główną bohaterkę, liczne zwroty akcji oraz niejednoznaczne postacie, znajdujące się w „szarej sferze”. Tu ludzie nie dzielą się na „dobrych” i „złych”, co pokazuje złożoność świata oraz rządzących nim reguł.
I to właśnie to sprawiało, że przez fabułę płynęło się tak szybko: poczucie, że za rogiem czekało coś jeszcze, a oddech niewidzialnego, jednak wszechwiedzącego gracza doskonale dało się czuć na plecach. Ci, którym powinniśmy ufać, w każdej chwili mogli wbić Avie nóż w plecy, a pozorni wrogowie wyciągali pomocną dłoń w wymagających tego sytuacjach.
Ostateczne zakończenie było słodko-gorzkie, bo po traumatycznych przeżyciach nie można powiedzieć, że Ava otrzymała zasłużone szczęście. Tak naprawdę, po tylu latach wykorzystywania oraz bólu, na nowo musi nauczyć się, czym to szczęście jest i jak odzyskać wewnętrzny spokój. I najpiękniejsze w tym tomie jest to, że wreszcie zyskała szansę, aby zrzucić wszystkie maski, przerwać grę pozorów i powoli, krok po kroku, dowiadywać się, kim tak naprawdę jest.
Barwne opisy wciągały w wydarzenia tak skutecznie, że sama niemal czułam posmak soli w powietrzu podczas początkowych rozdziałów. Emocje sięgnęły zenitu, opowiadane paletą różnorodnych scen.
Sprawiedliwości w jakiś sposób stało się zadość, a wszystkie maski opadły. „Maskarada” dobiegła końca. Gorąco polecam obie części dla wielbicieli porządnych wrażeń w literaturze. Z ogromną dumą objęłam drugi tom patronatem medialnym i z równie wielką dumą promuję „Maskaradę” w mediach społecznościowych, bo ta dylogia naprawdę na to zasługuje.
































0 comments